O tym jak w końcu postanowiłam się ubrać

Moda

Kiedy przeglądam stare zdjęcia łapię się za głowę. Jest buro, rudo , zielono, czerwone włosy. Dzwony, biodrówki, cygańskie spódnice. Tak, sama to sobie zrobiłam!

Odkąd pamiętam zawsze chciałam być kimś innym – filigranową blondynką bez biustu – taki typ Calineczki, żeby koszule w końcu się nie rozchodziły, obojczyki odstawały, kości policzkowe odcinały powietrze. A tu okrągłe policzki – takie bardziej zdrowe, wiejskie dziewczę, wyrwane z „Chłopów” Reymonta. Próbowałam też przekształcić się w Anię z Zielonego Wzgórza. Marzyły mi się rude kręcone włosy i buzia pełna piegów. Z piegami trudniej, ale rudo-czerwone włosy nosiłam dumnie całe studia. Potem przechodziłam etap worka kartofli – tak bardzo chciałam ukryć fałdki, że można było odnieść wrażenie, że w ogóle nie mam żadnych kształtów – taki Ooooversize. Thank’s God it is over!

Dopiero niedawno odkryłam, że zamiast ciągle się przebierać mogę po prostu się ubrać. SIEBIE ubrać.

 

Please follow and like us:

3 thoughts on “O tym jak w końcu postanowiłam się ubrać”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *