Mozolne początki- kompletowanie garderoby po krakowsku

Moda

Otwieram swoje 108 cm szafy- nadal nie jest wypełniona po brzegi, ale mogę nieśmiało powiedzieć „mam co na siebie włożyć”.

Ponieważ przestrzeń mojego mieszkania jest nienaciągalna, nie będę sobie mogła pozwolić na szafę nie z tej ziemi. Może to i lepiej- nie zawsze chodzi o to by mieć dużo, można mieć mniej, a konkretniej. Drugą sprawą jest budżet ubraniowy, który jest z góry ustalony. Muszę dobrze się zastanowić przy zakupie:

„czy naprawdę tego potrzebuję”

„czy za rok/ dwa będę mogła to sprzedać” (żeby zrobić miejsce dla nowych rzeczy i odzyskać chociaż częściowo pieniądze),

„czy za trzy/ cztery lata nadal będzie to stylowo wyglądać” ( do niektórych ubrań bardzo się przywiązuję ),

„czy kolor, krój jest multipotencjalny”,

„czy warto kupić to za takie pieniądze czy korzystniej poszukać używki”.

Wiem, że brzmi to trochę jak przysłowiowy centuś krakowski, ale dzięki rozważnym i nieromantycznym zakupom udało mi się uniknąć gromadzenia wiszących nieużywek.

Skompletowanie podstawowej garderoby zajęło mi kilka miesięcy. Początkowo sylwetka poporodowa, a następnie matki karmiącej pozwalała mi jedynie na zakup butów, jakiejś torebki, paska do spodni i zegarka. Następnie nabyłam trochę jedwabnych chust, gawroszek i poczyniłam odkrycie roku- jedwabne chusty wiążą się w dużo ładniejsze, nieprzesuwalne węzły…ale o tym będzie oddzielny wpis.

W kolejnych miesiącach nabyłam kilka koszul, spodni, sukienek i innych elementów garderoby. Znalazłam parę dobrych polskich firm, gdzie stosunek cena/jakość wypada bardzo dobrze (producenci odzieży damskiej oferują czasami sukienki 100% poliester w przedziale cenowym 400-600 zł, a o zgrozo!!! niektórzy z nich w ogóle przemilczają skład materiałowy pisząc enigmatycznie – „koszula jest wykonana z pięknie układającej się, miłej w dotyku tkaniny”). Parę perełek wyhaczyłam na olx. Odkurzyłam również (z pomocą krawcowej) kilka ubrań z czasów przedpotopowych, które gdzieś spoczywały na dnie szafy w moim rodzinnym domu.

Efekty kompletowania garderoby będziecie mogli śledzić i oceniać na blogu, a teraz wyrwana  tutaj do tablicy przez Kasię, przedstawiam Wam pół żartem, pół serio „stylizację aptekową” z pojemną torebką (bez trudu mieszczącą zagluciały zestaw leków jak i trójpak chusteczek) i szybko wkładalnymi cichobiegami (pozwalającymi szybko wyjść, załatwić i wrócić). Dopełnienie stanowi kaszkiet (pozwalający ukryć nieład na głowie, bo jak wiemy choroba dzieci zawsze dopada nas w nieodpowiednim momencie)

swoją drogą torebka ta ma swoją 15- letnią historię. Zakupiona została w nieistniejącym już firmowym sklepie Cepelia na Krupówkach. Dokładnie pamiętam ten słoneczny, ciepły dzień, zapach niemalowanej, różowo- piaskowej skóry juchtowej, z której była wykonana. Torebka miała się pięknie starzeć, nabierać koloru przez lata. Pewnie tak by było gdyby nie została poczęstowana ptasimi odchodami podczas pierwszej przechadzki w równie słoneczny, ciepły dzień, kiedy przyjechałam do Krakowa złożyć dokumenty rekrutacyjne na uczelnię. Nowa torebka, nowe życie i ……wszechobecna chmara gołębi, które postanowiły przypieczętować w sposób niezmywalny moje przyszłe miejsce zamieszkania. Torba latami przeleżała w szafie. Niedawno wyszperał ją Pan Golis, sobie jedynie znanym sposobem naniósł jakieś kolorowe smarowidła doprowadzając ją do obecnego na zdjęciach stanu.

Wniosek nasuwa się jeden – nie warto pozbywać się galanterii i odzieży skórzanej. Przy odrobinie chęci można ją przywrócić do świetności.

Please follow and like us:

5 thoughts on “Mozolne początki- kompletowanie garderoby po krakowsku”

  1. Centuś krakowski – coś w tym jest, ja pod wpływem mojego Męża-krakowianina stałam się bardziej oszczędna 😀 A co do rzeczy używanych – w lumpeksach można czasem znaleźć skarby! Te z moich ubrań, które najlepiej się trzymają i są najlepszej jakości, pochodzą w większości właśnie z tego źródła.
    Mogłabyś zdradzić, jakie polskie firmy polecasz? Rozglądałam się ostatnio i chyba jedyne, co na razie znalazłam, to Bialcon i Rabarbar, ale tylko pojedyncze sztuki wśród wielu byle jakich materiałów (bluzka z wiskozy za 200zł…?). Uwielbiam bawełnę, a wszędzie te nieszczęsne poliestry… Kiedyś nosiłam takie rzeczy na co dzień, ale teraz nie byłabym w stanie :/

  2. Zuza, Ewelina podążam za Waszymi myślami, powstaje już wpis o materiałach, a w nim stylizacja „100% bawełna” z sukienką bardzo fajnej polskiej firmy ( o ktorej trochę opowiem) szyjącej eleganckie, bawełniane sukienki i spódnice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *