Jak dobierać i łączyć kolory

Moje odkrycia

Niedawno podzieliłam się z Panem Golisem moim epokowym odkryciem : „Odnalazłam w końcu swoje kolory”. Pan Golis zmarszczył brwi i zapytał: „ A jakie to kolory Kasia?”. Kiedy je wymieniłam, skwitował: ”Kasia, te kolory pasują większości ludzi”. Przez chwilę poczułam się jak osoba, która wspina się długo na ponoć nigdy nie zdobytą górę i na szczycie znajduje puszkę po coca-coli. Wiem już, że mogłam sobie znacząco skrócić drogę po lekturze kilku wpisów w Internecie, gdybym tylko wtedy wiedziała gdzie szukać. Postanowiłam jednak podzielić się z Wami moją drogą, bo może jest wśród Was ktoś, dla kogo oczywiste prawdy, wcale nie są tak oczywiste. Kolor obok fasonu, materiału i wyobraźni to moim zdaniem cztery najważniejsze filary dobrego stylu. Dzisiaj będzie zatem o tym jak dobierać kolory.

Krótka wycieczka do przeszłości

Pisałam Wam już w pierwszym moim poście, który możecie zobaczyć tutaj, że mój styl w latach wczesnej młodości pozostawiał wiele do życzenia – w dużej mierze była to kwestia źle dobranych i łączonych kolorów. Nosiłam rude włosy i pod nie (mimo, że nie był to mój naturalny kolor) dobierałam wszystkie kolory ubrań. Było więc bardzo dużo czekoladowego brązu, beżu, zgniłej zieleni i rudego. Moim absolutnie ulubionym był czekoladowy brąz. Wyznawałam wtedy straszną zasadę, że najlepiej ubierać się pod jeden kolor. Potrafiłam więc ubrać czekoladowe spodnie, czekoladową bluzkę i czekoladowe kolczyki. Efekt był taki, że wyglądałam jak wedlowska Jedyna Taka. Z tym wyjątkiem, że raczej nikt nie chciałby mnie schrupać.

Kilka lat temu ważyłam też dobre 8 kg więcej i bardzo na poważnie wbiłam sobie do głowy stwierdzenie, że „czarny wyszczupla”. Chodziłam, więc ubrana cała na czarno, niczym 20 letnia wdowa. Czasami dla kontrastu dodawałam do mojego mrocznego wyglądu, czerwony akcent, ale to też nie wyglądało najlepiej.

W pewnym momencie spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że coś jest nie tak.

Analiza kolorystyczna – dlaczego to nie dla mnie

Moja współlokatorka z czasów studenckich wróciła kiedyś do mieszkania pełna entuzjazmu po odbyciu warsztatów z tzw. analizy kolorystycznej. Opowiadała bardzo dużo o tym jak przy użyciu kolorowych szarf, specjalnych kół z różnymi barwami odkryła jakim jest typem kolorystycznym – czyli jakie kolory korespondują z jej typem urody. Zainteresowało mnie to, ale same warsztaty czy też konsultacje kolorystyczne były dla mnie w tamtym momencie za drogie.

Spróbowałam więc zrobić sobie taką analizę sama z pomocą dostępnych szeroko w Internecie quizów, ale poległam, bo było to dla mnie trochę zbyt skomplikowane. Nie umiałam odpowiedzieć jednoznacznie na pytania typu: „Czy moja uroda wydaje mi się być nieco rozmyta” lub „Czy moje żyły są bardziej niebieskie czy zielone”. A pory roku i ich podtypy ciągle mi się mieszały.

Nie chcę tutaj bynajmniej krytykować tej metody. Może gdybym faktycznie skorzystała z pomocy specjalisty miałabym inne zdanie. A może ktoś z Was skorzystał i chciałby się podzielić? Będę wdzięczna za komentarz.

Moja droga

W moim przypadku udało mi się dojść do zadowalających efektów metodą prób i błędów. Skoro uznałam, że w tych kolorach, które nosiłam do tej pory, wyglądam źle – zaczęłam szukać takich, w których wyglądałam lepiej. I trochę metodą kontrastów. Skoro do tej pory nosiłam raczej kolory ciepłe, przerzuciłam się na zimne. Zrobiłam czystkę szafy i wyrzuciłam ciuchy w kolorze czekoladowego brązu , zieleni, rude i musztardowo-żółte. Ostała się tylko skórzana kurtka i sukienka w kolorze butelkowej zieleni. Wróciłam też do swojego naturalnego koloru włosów, bo czasem to co wydaję nam się lepsze jest wrogiem dobrego.

Przestałam używać czarnego jako dominanty, bardziej jako towarzysza dla innych kolorów . „Moimi” kolorami stały się wówczas granat i wszystkie jego odcienie, szary, czerwony, biały, pokochałam też bordo, a do palety raczej zimnej dodałam beż i co prawda w ilości niewielkiej, ale jednak brąz. I to są właśnie kolory, które Pan Golis słusznie określił jako pasujące praktycznie wszystkim. Kolory klasyczne, które doskonale się ze sobą łączą. Zaczęłam wyglądać dużo lepiej.

Jak łączyć kolory

Szkopuł tkwi jednak nie tyle w doborze kolorów, co ich łączeniu ze sobą. Dzisiaj już wiem, że jednokolorowe stylizacje mają racje bytu tylko wtedy kiedy wymieszamy różne odcienie tego samego koloru i/lub pobawimy się różnymi fakturami , jak np. na tym zdjęciu – ciemnobrązowa skóra fajnie kontrastuje z jasną wełną beżowego swetra.

Dużo większą frajdę sprawia mi jednak łączenie ze sobą różnych kolorów. Mając w szafie ubrania praktycznie w samych klasycznych barwach, mogę je swobodnie łączyć ze sobą i jest duża szansa, że uniknę modowego faux pas. Czy w innych kolorach, które tak zdecydowanie wyrzuciłam ze swojej szafy zawsze wyglądałabym źle? Niekoniecznie, ale są to kolory trudniejsze do łączenia, a ja nie mam ochoty ani zaprzątać sobie nimi głowy ani zagracać szafy. Pewnie, że można czasem zaszaleć i dołożyć jakiś fajny detal w odważniejszym kolorze, ale bazę, czy odzież wierzchnią typu płaszcz, których z reguły nie posiadamy w ilości dużej, warto mieć w kolorach klasycznych.

Dzisiejsza stylizacja

Zdjęcia, które są ilustracją dzisiejszego wpisu pokazują jedną z moich ulubionych stylizacji. Uwielbiam niebieski i on tutaj dominuje. Jako pierwszy rzuca się w oczy błękitny płaszcz, który przyznam, był dla mnie dość odważnym zakupem. Bo nie jest najłatwiejszy do łączenia i łatwo go zepsuć i sprawić, że będzie wyglądał mdło niczym pianka marshmallow. Tutaj udało mi się tego uniknąć. U góry z płaszczem kontrastuje granatowa wzorzysta koszula a jeansy mają inny odcień i fakturę. Do tego dołożyłam szarości – beret i sweter. Całość zamykają czarne buty i rękawiczki, które moim zdaniem fajnie kontrastują z jasnym płaszczem. Wisienką na torcie jest tutaj torebka, w kolorze koniakowego brązu, która wg. zasady, którą wyznawałam wcześniej („torebka musi być w takim samym kolorze jak buty”) nie miałaby prawa się tutaj znaleźć. Tym samym chciałam pokazać, że warto sobie tą „zasadę” wybić z głowy. Poza tym dostałam tą torebkę na 30 urodziny od Golisów, jest piękna, i chciałam ją wyeksponować – dlatego jest w swoim brązie w tej stylizacji samotna.

Ten tekst oczywiście nie wyczerpuje tego tematu, jest właściwie opisem moich spostrzeżeń i doświadczeń – nie poradnikiem, ani bynajmniej kompendium wiedzy. Jeżeli macie ochotę na trochę konkretnej wiedzy w tym temacie to polecam serdecznie film Dawida Tymińskiego z bloga Dandycore, który w krótki, ale bardzo rzeczowy sposób opisuje podejście do kolorów w modzie  (jest skierowany docelowo do mężczyzn, ale to zupełnie nie przeszkadza).

 

Please follow and like us:

7 thoughts on “Jak dobierać i łączyć kolory”

  1. Kasiu, ależ mi się podobasz na tym zdjęciu😊 ja z kolorami mam tak, że uwielbiam zielony, ale niestety kompletnie mi w nim nie do twarzy😉 więc muszę unikać tej barwy, a każda próba oswojenia jej kończy się tragicznie😀 za to moimi kolorami są granat, róż i czerwień, może czasem szary 😉 Ty za to pięknie wyglądasz w niebieskim😉 P.S. mi tam Twój styl w czasach studenckich bardzo się podobał😉

  2. Ładny płaszcz, ale przyznam, że okrycia wierzchnie w jasnych kolorach budzą we mnie obawy co do ich praktyczności. Zwłaszcza na jesień i zimę, kiedy panuje wszechobecne błoto i chlapa… Podobnie jak z rajstopami cielistymi – co z tego, że ładne, skoro zaraz gdzieś zahaczę i po rajtkach 😉 Nie wiem, może to ja po prostu mam taki talent 😉 Ciekawe, jakie są Wasze obserwacje dotyczące brudzenia się takich rzeczy (bo u Eweliny w poprzednim wpisie też jest jasny płaszcz, dopiero teraz zwróciłam na to uwagę).
    Mała uwaga językowa: nie „faux paux”, tylko „faux pas”.

    1. Zuza masz rację – z jasnymi płaszczami trzeba trochę ostrożniej się obchodzić. Akurat ten ze zdjęcia mam już drugi sezon i nie zaliczyłam jeszcze żadnej plamy, ale warto dodać, że to nie jest mój jedyny płaszcz. Gdyby miał być jedynym płaszczem w mojej szafie zdecydowałabym się napewno na ciemniejszy kolor – granat lub szary.

      Co do cielistych rajstop to faktycznie często jednorazówki, ale do niektórych stylizacji są niezbędne:) Powinny być sprzedawane w przystępnej cenie na kilogramy;) Byłam ostatnio na imprezie, gdzie kilka dziewczyn zepsuło świetne sukienki, czarnymi, grubymi rajstopami.

      Dziękuję za spostrzegawczość – już poprawiam. Trafiło mi się językowe faux pas „lub inaczej mówiąć wtopa”:)

      1. Co do płaszcza – fakt, gdybym kupowała drugi, to też może zdecydowałabym się na jaśniejszy kolor i zakładała go pewnie na bardziej „wyjściowe” okazje.
        A w kwestii rajstop pewnie masz rację, ja też zresztą często tak robię – z wygody i oszczędności. Ostatni raz miałam na sobie cieliste rajstopy chyba na własnym ślubie :O no, może jeszcze na jakimś jednym weselu. Szkopuł w tym, że te najtańsze za kilka złotych zazwyczaj wyglądają na tyle, ile kosztują 😀

  3. Według mnie najkorzystniej wyglądają zestawienia, gdzie góra jest kontrastująca z dołem, więc albo ciemny dół i jasny płaszcz, albo na odwrót. U facetów wygląda to prawie zawsze bardzo dobrze (poza bardzo formalnymi okazjami, gdzie ciemny granat, czy nawet czerń będą bardziej stosowne), a dowodem jest chociażby slynny zestaw klubowy (gdzie akurat góra jest ciemniejsza). Dlatego ja bym pewnie założył do tego jasnego plaszcza ciemniejsze gatki, ale też nie jestem babeczką. 😉

    Myślę też, że właśnie w zimie dobrze wyglądać będą jaśniejsze kolory- wielbłądzi, szary dla nieco odważniejszych bordo, albo bezpieczny granat to w zasadzie fundament. Ze względu na mały dostęp światła dziennego nie będą tak odbierać twarzy koloru, jak np czarny. Co do brudzenia, osobiście myślę, że nie jest tak źle (chociażby patrząc na co najmniej 10-12 letni dość jasny malinowy (?) płaszcz Eweliny, który był tu na blogu, a który chyba nigdy w ogóle nie wymagał prania.

    1. Kamilu zgodzę się z Tobą, że zimą jaśniejsze kolory wnoszą trochę życia. Ostatnio przyglądałam się krakowskiej ulicy i 90 % ludzi jest ubranych na czarno. Myslę, że wystarczy, że pogoda nas dobija:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *