koko world - minimal

Fair Trade – czy moda powinna być społecznie odpowiedzialna

Lifestyle Moje odkrycia

Ewelina pisała już sporo o tym jak ważna jest jakość materiału i wykonania ubrania. Ja chciałabym się dzisiaj zastanowić nad tym, czy to kto i w jaki sposób wyprodukował to ubranie, a także jakie wynagrodzenie za to otrzymał, powinno mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie. Słyszeliście o pojęciu „fair trade” z ang. sprawiedliwy handel? To wyrażenie zakłada etyczne podejście do biznesu, w którym producent dostaje za swoją pracę godne wynagrodzenie. To jedno zdanie nie określa jednak całościowo fenomenu i znaczenia tej filozofii biznesu.

KILKA SŁÓW O FAIR TRADE

Wg. definicji „fair trade” to partnerstwo w handlu, opierające się na dialogu, przejrzystości i szacunku, w którym dąży się do większej równości między podwykonawcą a zlecającym. To podejście biznesowe, w którym nie liczy się tylko zysk, ale człowiek. Idea ta miała wspomóc przede wszystkim kraje rozwijające się, w których wytwórcy często padali ofiarą wyzysku. To smutne kiedy uświadomimy sobie, że era kolonializmu jest dawno za nami, natomiast standardy biznesowe w wykonaniu wielu światowych koncernów wciąż opierają się na iście kolonialnych zasadach. To taka nasza brzydka przypadłość, że na ludzi biedniejszych od nas lubimy patrzeć z góry, nie czujemy się w obowiązku traktować ich wg. naszych własnych standardów, wręcz przeciwnie czujemy, że mamy prawo wykorzystać okazję. Biznes to biznes – czysta matematyka. Za niejedną fortuną kryje się jednak ludzkie cierpienie.

Czy zdajecie sobie sprawę, że pracownik plantacji kawy zarabia ok. 100 USD rocznie, kiedy kawa w pierwszej lepszej kawiarni na Krakowskim Rynku kosztuje ok. 10 PLN czyli ok. 3 USD. Z każdej filiżanki kawy producent otrzymuje ok. 5-25 groszy.

Nie trzeba jednak szukać aż tak daleko. Problem nierównowagi między ceną skupu a ostatecznej sprzedaży dotyczy również Polski. Część naszej rodziny utrzymuje się z pracy na roli. Jak usłyszałam za jaką kwotę sprzedają tonę marchwi hurtownikom nie potrafiłam uwierzyć. Zaczynasz czuć, że tutaj oszukiwany jest zarówno producent jak i konsument. Ja rozumiem, że w dystrybucję, reklamę, sprzedaż też zaangażowani są ludzie, których trzeba opłacić, ale nie wierzę w to, że dysproporcja pomiędzy ceną skupu, a ceną sprzedaży musi być tak ogromna.
Firmy i organizacje zrzeszone wokół fair trade pokazują, że mam rację. Biznes może być etyczny i generować zyski obu stronom.

FAIR TRADE A MODA

Czy idea fair trade powinna dotyczyć również przemysłu odzieżowego? Wystarczy spojrzeć na metkę pierwszego lepszego ubrania w naszej szafie, żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie. 60% światowej produkcji ubrań odbywa się w Azji. Wielu pracowników firm tekstylnych w tzw. krajach rozwijających się jest źle opłacanych, niewspółmiernie do zysków jakie ich praca generuje oraz pracuje w katastrofalnych warunkach. Potwierdza to np. tragedia w Rana Plaza w Bangladeszu, gdzie zawalił się budynek mieszczący kilka szwalni, szyjących dla znanych międzynarodowych marek (w tym polskich). Liczba ofiar sięgnęła ponad tysiąca osób. Podobne wydarzenia, na mniejszą skalę co jakiś czas odbijają się echem w mediach. Tylko to co dzieje się „tam” nie zawsze interesuje nas, którzy żyjemy „tutaj”. A może powinno? To my jesteśmy końcowymi odbiorcami ubrań, które produkowane są w taki sposób. To system naczyń połączonych i to także nasza konsumencka odpowiedzialność:

Klient, który kupowałby spodnie wtedy, gdy znosi już stare, byłby klientem okazjonalnym i nieprzewidywalnym. Niepożądanym. Producenci chcą tymczasem konsumentów, którzy na wieść o dostawie najnowszej kolekcji błyskawicznie zapomną o zawartości swoich szaf i z myśliwskim błyskiem w oku przybiegną do sklepu na kolejne zakupy.

Cytat pochodzi z  książki Marka Rabija „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo”. Z tej samej książki pochodzą również cytaty, które były zapowiedzią tego tekstu na naszym fanpage’u na fb. Rabij odwiedził Bangladesz krótko po tragedii w Rana Plaza i jego książka jest próbą diagnozy chorób, które trawią współczesny rynek odzieżowy. Chorób, które mógłby uleczyć „fair trade”.

Dlaczego tak mało myślimy o tym jako konsumenci? Przyznam, że do niedawna sama o tym nie myślałam, rozważając zakup odzieży, jeśli w ogóle się na jakąś rozwagę przy tym zakupie siliłam. Mimo, że 70 % mojej szafy pochodzi z zakupów w lumpeksach, jest wśród nich mnóstwo ubrań z tzw. „sieciówek”, a  część to ubrania typu „no name”, gdzie wytropienie procesu produkcji jest niemożliwe (i wiele z nich zobaczycie tutaj na blogu). Czy z punktu widzenia przedstawionych wyżej faktów powinnam teraz wszystkie zgromadzić w stos i podpalić, albo oddać komuś innemu, przenosząc jednocześnie odpowiedzialność? A potem wymienić całą garderobę na odzież firm zrzeszonych w fair trade? Nie wydaje mi się to być rozwiązaniem rozsądnym ani ekonomicznie ani ekologicznie. To co mogę natomiast zrobić i w co bardzo wierzę, że metodą „małych kroków” mogę się do tego zbliżać. W jaki sposób?:

  • mogę nie dać się wciągnąć w błędne koło nieustannej wymiany garderoby, żeby nadążyć za tzw. trendami
  • mogę wybierać ubrania, które są ponadczasowe i zawsze będą modne
  • mogę dawać drugie życie moim ubraniom przez przeróbki krawieckie
  • mogę lepiej wykorzystywać potencjał tych ubrań, które mam w szafie (patrz ten wpis)
  • mogę przy nowych zakupach wspierać swoimi wyborami tych, którzy działają fair

GDZIE ZNALEŹĆ ODZIEŻ FAIR TRADE

Jakiś czas temu, całkiem przypadkowo, odkryłam polską firmę Koko World, której dewizą jest właśnie fair trade. Kupiłam u nich na razie trzy rzeczy, ale jestem z nich tak zadowolona, że to na pewno nie ostatnie zakupy. Bluzkę i „ludka” jak go nazywamy w domu (w sklepie nazywa się „naszyjnik ethnolove”) możecie zobaczyć na dzisiejszych zdjęciach. Czerwoną sukienkę pokazałam w jednym z pierwszych wpisów, chociaż zasługuje by ją kiedyś bardziej wyeksponować.

ethnolove

Dla jasności, to nie jest post sponsorowany, firma Koko World nie ma zielonego pojęcia, że się tutaj dzisiaj pojawi. Ja jestem po prostu zachwycona krojem i jakością ubrań, które wykonują, jak również zasadami biznesowymi, którymi się kierują. Firma powstała z zamiłowania do podróży i ta idea też jest mi bliska. Pomysł p. Agaty, założycielki firmy był fantastyczny – połączenie rękodzielników z Afryki, Ameryki Południowej i Azji z polskimi, lokalnymi twórcami. Kupując u nich ubrania czy dodatki, widzę kto jest wykonawcą, co więcej mogę się o nich dowiedzieć czegoś więcej, a nawet z nimi skontaktować. Widać, że fundamentami tej firmy jest spotkanie  z drugim człowiekiem, szacunek i ciekawość.  Koko World pokazuje też, że pracując w zgodzie ze swoimi zasadami można wciąż dobrze funkcjonować i na tym zarabiać, o czym świadczy np. to, że firma ma już swój własny butik w Krakowie przy ul. Starowiślnej.

Może nie możemy zbawić świata, zmienić zasad funkcjonowania biznesu, zapobiec każdej tragedii w krajach rozwijających się, która wynika z chciwości Zachodu. Możemy chwycić się pod boki i powiedzieć: „No ktoś powinien coś  z tym zrobić!”. Tylko ten „ktoś” to nie ONZ, USA, NASA, rząd, politycy, organizacje NGO. Ten ktoś to my. A my zawsze mamy wybór.

Fundacja „Kupuj Odpowiedzialnie” stworzyła stronę internetową, gdzie wśród wielu róznych branży możemy znaleźć również listę firm odzieżowych, działających w nurcie fair trade. Jeżeli jesteście zainteresowani, zajrzyjcie pod ten adres. A może Wy możecie polecić sprawdzone przez Was marki, które promują modę społecznie odpowiedzialną?

 

 

Przy tworzeniu tego tekstu korzystałam z poniższych źródeł:

Fairtrade Polska

Marek Rabij, Odzieżowe niewolnictwo

Czy moda może być fair?,  Zwierciadło, 12 kwietnia 2012

 

 

Please follow and like us:

4 thoughts on “Fair Trade – czy moda powinna być społecznie odpowiedzialna”

  1. Poruszyłaś bardzo istotny i złożony temat. Jakiś czas temu trafiłam w internecie na pojęcie fast fashion i zdałam sobie sprawę, że większość z nas, kobiet, daje się na to nabrać. Nawet jeśli nie gonimy ślepo za modą, to i tak ulegamy urokowi zmieniających się jak w kalejdoskopie witryn sieciówek. Myślę, że problem jest szerszy i dotyczy ogólnie rozpowszechnionej mentalności „mówisz i masz”, bez zastanawiania się, czy spełnienie mojej zachcianki jest faktycznie potrzebne i czy komuś nie zaszkodzi. Reklamy wmawiają nam: „jeśli to kupisz, będziesz szczęśliwa/piękniejsza/popularna/szczuplejsza/bardziej fit” itd., a my na to lecimy jak muchy do… nie powiem czego.
    Przestawienie się na etyczną modę (co nie musi od razu oznaczać kupowania marek ze znaczkiem „fair trade”, ale nawet kupowanie mniej i w sposób bardziej odpowiedzialny) wymaga pewnej zmiany mentalności i wyćwiczenia cierpliwości, która nie jest teraz zbyt popularną cnotą. Bo przecież kupienie bluzki firmy wyprodukowanej etycznie, która kosztuje np. 150 zł, wymaga odmówienia sobie kilku tańszych bluzek, żeby uzbierać na tę droższą.
    Czasami słyszę argument, że mimo nędznych zarobków i wyzysku te firmy dają tym ludziom pracę, bez której umarliby z głodu albo żyli i pracowali w jeszcze gorszych warunkach… No i nie wiem, co powiedzieć 🙁
    Jeszcze jedno – czasami obawiam się też tego, że hasło „fair trade” jest wykorzystywane do tego, żeby zarobić na konsumentach, podobnie jak np. żywność ekologiczna.

    1. Jest tak jak piszesz – zmiana myślenia wymaga czasu. Ja działam jednak na takiej zasadzie, że jak coś przeczytam, albo zobaczę i to wywoła we mnie szok/emocje/smutek, to tego się już nie da „odzobaczyć”. To po prostu siedzi we mnie i powoli zmienia nastawienie i to co robię. Myślę, że sporo z nas tak ma. Zgadzam się z tym, że reklamy mamią nas złudnym poczuciem satysfakcji i szczęścia, które mają dawać zakupy. Sama w tym często tkwię.

      Owszem, te firmy dają ludziom pracę, ale nie widzę przeciwskazań, żeby patrzeć im na ręcę i konsumenckimi wyborami zachęcać je do zmiany standardów. Bo firmy odzieżowe z jednej strony kreują nasze potrzeby, a z drugiej próbują za nimi nadążyć. Więc jeśli konsumenci pokażą, że chcą mody, która jest fair, mogą zmobilizować te firmy to podążenia właśnie w tym kierunku. Albo jestem po prostu naiwna;)

      Dziękuję Zuza w każdym razie za bardzo rzeczowy komentarz, który rozwija ten temat i pokazuje jak bardzo ta kwestia jest złożona i skomplikowana – ten mój tekst właściwie tylko dotyka tego tematu.

  2. Bardzo ważna kwestia. Zgadza się, że postawy, a za nimi zachowania konsumenckie mogą zmienić poczynania sieci handlowych, ale do tego potrzebne są świadomość i wiedza, które niestety są znikome. Ja od siebie bardzo polecam książkę „No logo” Naomi Klein – zmienia myślenie, otwiera oczy; a tak w ogóle zachęcam do kierowania się zasadą „dobre bo polskie”, wspierajmy swoich 😉

  3. Dziękuję Karolina za polecenie książki – chętnie przeczytam. Co do polskich marek – jestem jak najbardziej za. Może znasz jakieś, które sprawdziłaś i chciałabyś polecić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *