Mogę to zrobić!- o tym jak być aktywnym, zdrowym i nie umrzeć z przejedzenia.

Spotkania/ wywiady

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale wiosna skłania mnie zawsze do różnych przemyśleń związanych ze zdrowiem, wyglądem własnego ciała. Każdej wiosny budzi się we mnie dzika chęć biegania, jazdy rowerem w nieznane, wycieczek w góry z plecakiem pełnym zdrowych i wartościowych przekąsek. Zapał często kończy się w dosyć sprinterski sposób w okolicach maja, czerwca. Z zeszłego sezonu zostały mi nowiutkie buty górskie, użyte raz podczas wypadu kolejką linową na Kasprowy. W mojej szafie spoczywają też w pokoju kupione dwa lata temu piękne buty do biegania, wybierane przez dwa dni w oparciu o diagnostykę chodu i biegu na bieżni. Rower kupiony na wiosnę przed trzema laty został skradziony, więc przynajmniej nie zalega, stanowiąc wyrzut sumienia. Co zrobić, żeby zdrowy tryb życia wszedł nam w krew, żeby nie zagubić motywacji na pierwszym zakręcie? Dziś pytam o to Łukasza, trenera personalnego, doradcę dietetycznego, a prywatnie mojego brata 😎 .

Łukasz, od wielu już lat współpracujesz z ludźmi, którzy chcą o siebie zadbać, schudnąć. Kto najczęściej do Ciebie trafia?

W zasadzie pomagam mężczyznom i kobietom w każdym przedziale wiekowym, zdarzało mi się mieć pod opieka również kilkuletnie dzieci. Jednak taką największa grupę stanowią klientki trzydzieści plus czyli kobiety po ciąży, mamy kilkorga dzieci, które nie maja czasu na taką zwykłą codzienną aktywność.

Co powoduje, że te kobiety gdzieś gubią po drodze swoje młodzieńcze sylwetki, zostając z dodatkowymi kilogramami ?

Głównie wynika to chyba z tego, że po porodzie kobieta skupia się na wychowaniu dziecka, a własne zdrowie, odpowiednia dieta schodzi na drugi, a często na ostatni plan z racji uszczuplania się zasobów czasowych. Jest rownież taki bardzo niebezpieczny mechanizm, w który wpadają osoby dużo pracujące czy rodzice małych dzieci, że jedzeniem rekompensują sobie niedobory różnych życiowych przyjemności. Kiedy nie mogą wyjść do kina, na spacer, gdzieś wspólnie wyjechać ze znajomymi, najłatwiejszą opcją wydaje się zamówienie pizzy, popicie ją jakimś alkoholem.  Początkowo patrząc w lustro z dnia na dzień nie dostrzega się zmian, jednak kiedy tych kilogramów zbierze się więcej, często już po wielu miesiącach, latach okazuje się, że jednak coś z tym wyglądem nie gra. Wtedy takie osoby chcą coś zmienić, schudnąć, ale nie bardzo mogą się zmotywować do działania, nie maja czasu, nie maja siły.

I wtedy przychodzą do Ciebie, tak?

Wtedy szukają pomocy.

Szukają głównie motywacji jak rozumiem. W jaki sposób zachęcasz ich do działania? Na czym polega taka opieka trenerska?

Ja przede wszystkim staram się być z każdą osoba w częstym, raz na dwa, trzy dni kontakcie smsowym, na messengerze.

W sensie rozliczasz ich pytając ile liści sałaty zjedli tego dnia?

Nie, nie, raczej z humorem piszę „uwaga, kontrola, co dzisiaj zjadałaś” , „czy nie zgrzeszyłeś”?

I co jeśli taka kobieta Ci pisze „zjadałam dziś czekoladę i paczkę ciastek, bo miałam ciężki dzień, dzieci dały mi popalić, mąż mnie zdenerwował i nie mogłam się powstrzymać”

Staram się ją zrozumieć z jednej strony, jednak też staram się jej uświadomić, że to ona musi chcieć zmian, musi zdać sobie sprawę, że będzie to wymagać z jej strony pracy. Najczęściej podpowiadam, żeby kolejnego dnia obniżyć węglowodany, zjeść mniej ryżu, makaronu, żeby tygodniowy bilans wyszedł ostateczni na zero. Tak jak nie jesteśmy w stanie w jeden dzień schudnąć tak nie jesteśmy w stanie w jeden dzień przytyć, ważny jest całościowy kierunek, w którym podążamy.
Podpowiadam trochę co zrobić, żeby ten „grzeszek” był w skutkach mniejszy w długofalowym okresie czasu.

Czyli pokazujesz im, że to nie jest tak, że kiedy już sięgnęłam po czekoladę to wszystko jest pozamiatane, jestem do kitu i nie ma się już po co starać.

Tak, ale na ogół jeśli ktoś podejmuje już współpracę to trzyma się dietetycznych wyznaczników. Wiele osób mówi mi, że bardzo motywuje ich to, że raz w tygodniu się spotykamy, mierzymy, ważymy- wtedy nie sięgają po słodycze, bo wiedza ze za tydzień wszystko wyjdzie na jaw.

Zajmujesz sie zarówno dietą jak rownież trenujesz ze swoimi podopiecznymi. Co jest ważniejsze dieta czy uprawianie sportu?

Obie rzeczy są bardzo ważne. Wiadomo, przeważa tu oczywiście dieta, bo mamy cały dzień na to, żeby jeść zdrowo, a aktywność to jest powiedzmy jedna godzina na trzy dni. Ale pamietajmy też, że bardzo liczy się całodniowa aktywność ( a więc spacery, dojazd do pracy rowerem itd), a nie tylko te pojedyncze godziny spędzone na siłowni. Załóżmy, że mamy dwie osoby- jedna prowadzi siedzący tryb życia, trenuje trzy razy w tygodniu po godzinie, a druga osoba nie trenuje wcale, ale codziennie bardzo dużo chodzi około 10-15 km to wiadomo, że u tej drugiej osoby sumaryczny, tygodniowy ubytek kaloryczny będzie o wiele większy. Dlatego dla młodych mam pierwszym rodzajem wysiłku jaki jest zalecany to duża liczba spacerów, wyznaczenie sobie jakiegoś codziennego celu. Są aplikacje, które nam w tym pomagają, monitorują nasze osiągnięcia. Już na samej tego typu aktywności można zrzucić kilka pierwszych kilogramów, oczywiście przy współudziale zdrowej diety. Procentowy udział sportu i diety w procesie odchudzania zależy rownież od preferencji danej osoby- niektórzy chcą mało ćwiczyć i mało jeść, a inni wolą ciężej trenować, żeby móc zjeść więcej.

A czy są jakieś inne formy ruchu dla mam z małymi dziećmi, którym niejednokrotnie ciężko jest zostawić dwójkę, trójkę dzieci i wyjść na dwie godziny na trening. Czy masz dla nich jakieś rozwiązanie?

Bardzo popularne jest teraz ćwiczenie w domu, przed telewizorem. Z jednej strony jest ono najbardziej dostępne, z drugiej strony pogłębia wady postawy przy nieumiejętnym powtarzaniu ćwiczeń. Ważne, żeby poprosić może kogoś znajomego, który już dłużej ćwiczy, żeby zerknął czy dobrze napinamy brzuch, ustawiamy kolana podczas wykonywania przysiadów. Drugą popularną opcją jest możliwość zabrania dzieci wraz ze sobą na siłownie. W wielu klubach są specjalne kąciki, w których dzieciaki mogą się bawić, kiedy mama trenuje. Jest też cały zestaw ćwiczeń, które mamy mogą wykonywać na rękach ze swoimi maleństwami ( przynajmniej dopóki nie ważą 20 kg 😄) czy też buggy gym.

Kilka tygodni temu na swoim funpagu „Forma z Konieczności” miałeś nagranie z parku trampolin. Myślisz, że takie ćwiczenia to też dobra forma aktywności, zużywająca dużo kalorii?

Tak, ufając zegarkowi, który przelicza moja aktywność, w czasie godzinnej zabawy na trampolinach wykonałem prace porównywalną z 45 min marszem na bieżni. Jest to więc pewna opcja, ale raczej w formie dodatku, bo ciężko byłoby chodzić kilka razy w tygodniu na trampoliny.

Ufając zegarkowi?

Tak, opaski, zegarki monitorujące aktywność to bardzo fajne ułatwienie, które stanowi dla nas dodatkową motywację. Można kupić je już w okolicach 100zł.

Wracając do tematu mogę dodać jeszcze ze swojego doświadczenia, że osoba, która zaczyna nie może myśleć, że musi wszystko wyeliminować-  że nie może jest chipsów, słodyczy, pizzy, pić coli, soków – tylko musi nauczyć się zastępować niezdrowe produkty. Np. „Zamiast piwa będę pić dużo zielonej herbaty”- trzeba  zracjonalizować sobie, zaznaczyć na etapie psychiki, ze jest to dieta zastępcza, a nie eliminacyjna. Kolejną ważną kwestią jest zakładanie sobie małych, mierzalnych celów. Często z klientami ustalamy sobie pół kilo na tydzień.

Pół kilo na tydzień to nie brzmi spektakularnie. A to nie jest tak, że klienci zmotywowani chcą raczej osiągać szybciej i więcej? Nie są zawiedzeni, kiedy mówisz im pół kilo na tydzień? Nie otwierają z niedowierzaniem oczu, mówiąc: „Jak to pół kilo???kiedy ja muszę schudnąć 10 do wesela, które mam za dwa miesiące”!

Taki efekt jest oczywiście do osiągnięcia i tutaj ustalam wszystko z konkretnym podopiecznym, wychodząc na przeciw jego oczekiwaniom. Natomiast ciężko jest takie „spajdermenowski efekty” utrzymać, ponieważ wyrobienie nowych nawyków żywieniowych trwa dłużej. Jest to często zmiana nawyków całej rodziny, ponieważ ciężko jest osiągnąć jakiś konkretny cel kobiecie, kiedy np. mąż nie jest gotowy zrezygnować z tradycyjnej, tłustej kuchni. Wtedy trudniej jest oddzielnie przygotowywać sobie posiłki.

Czyli ważne jest, żeby znaleźć współbiesiadników niedoli.

Fajnie, kiedy pary decydują się wspólnie zmienić nawyki żywieniowe, a co za tym idzie „przemeblować” zupełnie swoją lodówkę. Dieta to nie jest coś na dzień, dwa, miesiąc tylko ona musi wejść i znaleźć swoje miejsce w naszej domowej codzienności. Tylko wtedy ma to sens. To musi być też dieta optymalna, a więc zdrowa, zapewniająca nam odpowiednie paliwo do życia. Przychodzi do mnie sporo osób po dietach rzędu 1000 kcal, dietach warzywnych, oczyszczających, białkowych itd. Kiedyś na nich schudły, czasem nawet bardzo dużo. Co z tego jeżeli do dziś organizm nie może się po tym pozbierać hormonalnie i np. maja problemy z miesiączkami, kondycją włosów, paznokci. Naprawdę można dużo, zdrowo jeść i przy odpowiedniej dozie aktywności chudnąć. Często produkty zdrowsze kasze, ryże, mięso z warzywami dają większą sytość niż kanapka z Macka. Na początek zawsze wprowadzam ograniczenia na produkty słodkie i tluste. Ważne, żeby w większości posiłków było jakieś źródło białka, bo ono daje nam sytość, duża ilość warzyw ( które oprócz błonnika zapewniają naszym oczom wrażenie dużych porcji na talerzu), a nawet owoców- szczególnie dla miłośników czekolady są one ważnym zamiennikiem. Raz na dwa/ trzy tygodnie jest nagroda za osiągnięty cel. Tylko też trzeba pamiętać, żeby ta nagroda skończyła się na jednym posiłku, a nie trwała z odbicia trzy dni 😳. Nie oszukujmy się- miesiąc to nie jest czas na osiągnięcie spektakularnych efektów.

W tym momencie mamy taka mnogość różnych diet, że oczopląs murowany. Sam trenujesz już wiele lat, próbowałeś różnych opcji podczas robienia masy, redukcji. Jaki rodzaj diety według Ciebie przynosi najlepsze efekty? Mam na myśli tutaj głównie ilość posiłków, stosowanie postów.

Przede wszystkim na efekty redukcji wpływa dobre, zbilansowane jedzenie. Nie ma żadnych cudów, diet oczyszczających- one działają niestety jedynie krótkotrwale i ich bezpośrednim celem  nie jest redukcja tkanki tłuszczowej.

Czyli rozumiem 5 małych posiłków, w efekcie czego nigdy nie jesteś najedzony do syta, chodzisz głodny, wściekły. Nie wiesz czym zabić niekończący się głód…

Haha, głód najlepiej zapija się wodą 😂.  Ale strasznie fatalistyczne wizje rozsiewasz. Każda osoba jest inna dlatego spotykając sie z potencjalnym klientem staram się zawsze wysłuchać i dostosować odpowiednio ilość, objętość posiłków do trybu życia. Dieta musi być spersonalizowana i możliwa do łatwego wdrożenia w życie- tylko taka jest możliwa do utrzymania przez dłuższy czas. Mam klientów na 3 posiłkach dziennie, którzy osiągają zadowalające efekty i cieszą sie z tego rodzaju rozwiązania, bo mogą się bardziej najeść jednorazowo, a inni potrzebują 5 posiłków. Liczy sie sumaryczna liczba kalorii, które dana osoba zjada w ciągu dnia, a nie liczba posiłków.

A co z takimi osobami jak ja, które potrzebują poczuć się naprawdę syte wstając od stołu? Nie jestem w tym odosobniona, mam znajomych, którzy mówią, ze jeśli nie czują, że im się ulewa to znaczy, że jeszcze nie skończyli jeść. Co z tymi osobami, które mają tak ogromny głód psychologiczny?

Ważne jest to, żeby posiłki miały duże objętości. Może warto pomyśleć o wymianie talerzy na mniejsze, żeby oszukać nieco mózg. Ważne jest też wolniejsze jedzenie. Sygnał sytości dociera do naszego mózgu z pewnym opóźnienie- jedząc wolniej zjemy mniej. Wspomniane już przeze mnie posiłki cheat metal’owe raz w tygodniu zaspokoją też trochę nasza wygłodniała psychikę.

A posty?

Sam stosuje. Nie proponuję ich otwarcie swoim podopiecznym, raczej proponuje im, żeby np. starali się zjeść śniadanie nieco później – wtedy tych godzin jedzeniowych zostaje nam mniej i można w zamian za to zafundować sobie większy posiłek później. Wiec jest to jakaś opcja, ale też nie dla wszystkich. Najczęściej na postach są osoby aktywne, które dopołudnia są czymś zajęte, nie maja czasu na zjedzenie posiłku. Wszystko jest to kwestia indywidualna- nie rozpisuję diet uniwersalnych, wspólnych dla wszystkich, nie narzucam jednakowych produktów tylko słucham, słucham, dopasowuję. A monitorowanie wyników to już czysta matematyka. Ja sam od lat 7 liczę kalorie.

Masz takie osoby, którym nie idzie? Które jedzą zgodnie z planem i nie chudną?

Na ogół jeśli wyniki są niezadowalające to przy dokładniejszym zbadaniu sytuacji okazuje się, że przy wypełnianiu rejestru posiłków pominięte zostały jakieś paluszki, cukierki, dokończona po dziecku kanapka. Nie ma takiej możliwości, żeby jeść prawidłowo i nie chudnąc. Jeśli w ciągu 2-3 tygodni brak jest efektów wysyłam takie osoby do lekarza i często wychodzą im jakieś zaburzenia, najczęściej niedoczynność tarczycy.

A jakie formy treningu Ty jako trener proponujesz swoim klientkom? Bo rozumiem, że trening na siłowni to chyba taki najczęstszy model opieki.

Przede wszystkim na początku jest to trening z ciężarem własnego ciała, żeby każda osoba nauczyła się czuć swój organizm, odpowiednio napinać  mięśnie, a potem przechodzimy na ciężary np. kettle.

A jest szansa na przeprowadzenie takiego treningu w domu np. podczas drzemki dziecka?

Tak, dojeżdżam w razie potrzeby do domu klientek. Nie jest to standardowa opcja, ale jeżeli nie da się inaczej to czemu nie. Często tutaj klientka kupuje z czasem drobny sprzęt typu kettle, odważniki, gumy do ćwiczenia pośladków. Zdarza sie, że dzieciaki biegają tam gdzieś z boku, próbują naśladować ćwiczącą mamę.

Powiedz mi jeszcze o tym co skłania kobiety w ogóle do pomysłu zadbania o własną sylwetkę? Czy jest to wynik braku akceptacji własnego ciała? Bo są takie kobiety, które mówią „mnie jest dobrze z tymi kilogramami, które mam, czuję się świetnie, lubię swoje kształty”. Co sprawia, że Twoje klientki chcą odmiany?

Nie chcę tutaj generalizować i kategoryzować, ale często klientkami są kobiety, które kiedyś były szczupłe i mają zakodowany obraz sylwetki, do której chcą wrócić. Z kolei te osoby, które od zawsze miały tendencje do tycia chcą schudnąć, bo np. chłopak ich zostawił, bo mąż, teściowa, w pracy mówią im, że pora coś zmienić czyli maja jakiś zewnętrzny bodziec.

I co z tymi osobami ? Czy Ty próbujesz im zmieniać optykę tak jak we wszystkich tych programach telewizyjnych, że to wszystko powinny robić dla siebie itd.?

Haha, muszę powiedzieć, że te osoby, które ktoś „ciśnie” z boku mają bardzo dobre rezultaty. Współpracowałem z taką dziewczyną, która schudła 20 kg w 5 miesięcy, bo rzucił ją chłopak i chciała mu się odgryźć. Zmieniła się diametralnie, a wagę utrzymuje do dziś.

Ach te kobiety,  nigdy nie wiadomo co ich zmotywuje.

Tak, dużo gorzej idzie panom, bo często nic i nikt nie jest w stanie ich zmotywować 😁.

A masz w opiece pary, które ćwiczą razem?

Jasne, są to najczęściej bardzo wesołe, przyjemne treningi, bo kiedy jedno ma mniej siły, gorszy dzień, druga osoba zażartuje, rozładowując sytuacje, zmotywuje do działania. Bardzo często ci ludzie ćwiczą dłużej, lepiej i ich zmiana jest długodystansowa. Często sam zachęcam kobiety, żeby przyprowadziły swoich chłopaków, mężów, żeby zrobić coś wspólnie. To jest w ich własnym interesie, ponieważ jeżeli mąż bedzie nadal jadł pizzę, pił piwo przed telewizorem to prędzej czy później ta kobieta się złamie.

Opowiedz jeszcze na koniec o największych sukcesach Twoich klientek, bo zapewne wiesz co zmienia się w ich życiu poza sylwetką, poza tym że wchodzą w mniejsze ubrania, że otoczenie zauważa zmiany wyglądowe ?

Największym sukcesem jest zupełna zmiana trybu życia czyli kiedy kobieta po zrzuceniu 20 kg zaczyna wkręcać się coraz bardziej np. w bieganie, bierze udział w maratonach. To dla mnie jest największa metamorfoza życiowa czyli zmiana w ogóle podejścia do jedzenia, aktywności. Miałem taką dziewczynę, która przyszła mówiąc, że chce tylko dietę, że nie będzie uprawiać sportu, ale z czasem okazało się, że sport też może być przyjemny – zaczęła regularnie ćwiczyć siłowo,  sama została trenerką. I tacy właśnie ludzie są najczęściej najlepszymi trenerami, bo sami przeszli tą drogę. Bardzo lubię potem współpracowac z takimi byłymi klientami. Kto zrozumie kobietę z nadwagą bardziej niż inna kobieta, która tej nadwagi się pozbyła? To ona stanowi dla niej większą motywacje niż ja, który zawsze ćwiczyłem, studiowałem na AWFie.

A zmienia się spojrzenie męża na „nowa żonę”? 

Oj z tym to jest różnie. Czasem tak, ale czasem mąż narzeka, że jemu podobało się tak jak było, mówi „wolałem jak byłaś trochę większa”.

A myślisz, że to prawda? Czy to taka zazdrość się włącza?

Najczęściej Ci mężczyźni też są otyli. Ja bym się na ich miejscu cieszył, ze żonie chce się zmieniać. Bo to naprawdę jest tak, szczególnie u osób po 40- tace, że po zmianie trybu życia są pełni energii, lepiej się im wstaje rano, maja lepsza cerę.

Ciężko skończyć rozmowę, bo wszystko o czym mówisz jest bardzo ciekawe. Poczułam się bardziej zmotywowana do odgrzebania wszystkich sportowych butów 😀. Może i Wy dacie namówić się na wspólny spacer po górach, bieganie wieczorową porą?

Zadbajmy o to, by nasza kobiecość mogła czuć się zawsze komfortowo w zdrowym ciele. Dziękuję Łukasz za rozmowę. 

 

 

Please follow and like us:

2 thoughts on “Mogę to zrobić!- o tym jak być aktywnym, zdrowym i nie umrzeć z przejedzenia.”

  1. Ciekawa rozmowa i dobry temat 🙂
    Moim zdaniem, liczenie kalorii i kilogramów to jest taka trochę pułapka, w którą można wpaść, porównując się przy tym do innych. Zgadzam się z tym, co Łukasz powiedział, że największym sukcesem jest zmiana podejścia – do odżywiania, do aktywności fizycznej. Polubienie warzyw, polubienie sportu. Wtedy łatwiej jest zaakceptować siebie mimo niedoskonałej sylwetki. Odkąd weszła mi w nawyk aktywność fizyczna, w czym zresztą wielka zasługa państwa Golisów :), czuję się o wiele lepiej sama ze sobą i nie liczę obsesyjnie, czy aby na pewno zjadłam odpowiednią ilość sałaty 😉
    Jest ogromna presja na kobiety, żeby nawet po urodzeniu trójki dzieci wyglądały jak z żurnala. Nie dajmy się zwariować. Piękne ciało to zdrowe ciało 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *