Zadbana Matka Polka – dlaczego to takie trudne?

Lifestyle

Czy zadbana Matka Polka to oksymoron? Wydawało mi się, że już od dawna raczej nie. Wręcz przeciwnie, uderzyły we mnie ostatnio informacje, że obecny ideał Matki Polki to kobieta, która prowadzi wideokonferencje z kontrahentem, jednocześnie zmieniając pampersa, nogą mieszając zupę i nosem zapisując termin wizyty u kosmetyczki. Wstaje o 5 rano, żeby pobiegać, potem przygotowuje dzieciom organiczną owsiankę, odstrzela się do pracy, w międzyczasie ubierając dzieci. Ona z resztą w ogóle funkcjonuje najwyraźniej w jakimś międzyczasie, w którym doba zakrzywia się w stronę nieskończoności.

Ideały, klisze, stereotypy, wizerunki wykreowane w mediach mają niesamowity wpływ na matki. Mało która grupa społeczna jest tak poddana społecznej ocenie czy medialnej presji. Przyznam, że często gubię się w tym czego oczekuje ode mnie społeczeństwo. Przytłacza mnie mnogość ekspertów, poradników, złotych rad. Boleśnie kłuje kontrast instagramowego świata z szarością moich niektórych dni świstaka. Dotykają mnie oceniające i pogardliwe słowa kierowane tak lekko w kierunku innych mam przez obcych ludzi lub o zgrozo inne matki.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie niedawna sytuacja z mojego pracowniczego podwórka. Pojechałam któregoś ranka z grupą na tłumaczenie do Wieliczki i jak zwykle przy dyspozytorni czekałam na „mojego” przewodnika. Okazał się nim być pan ok. 60- tki (nazwijmy go dla usprawnienia narracji Panem P.) Po wymianie powitalnych uprzejmości, Pan P. od razu uderzył z grubej rury:

– „No jak tylko Panią zobaczyłem, sobie pomyślałem, jakie szczęście mnie dzisiaj spotkało. Taka piękna, zadbana kobieta. Mąż to pewnie musi być o Panią zazdrosny.”

Panie P! to jak miód dla uszu każdej modowej blogerki;) Szkoda tylko, że pan P. się na tym nie zatrzymał. Jak sobie szliśmy już pod ziemią i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, kiedy dwoje nieznajomych jest przez dwie godziny skazanych na swoje  towarzystwo, między jedną komorą, a drugą, prowadziliśmy  rozmowy o życiu i śmierci. I wtedy pan P. dowiedział się, że mam trójkę dzieci. Niedowierzanie, szok, „ale jak to możliwe?” (Pan wybaczy Panie P., że panu nie wytłumaczyłam jak do tego doszło?). I wtedy padło zdanie, po którym zrobiło mi się przykro:

-„Pani tu taka zadbana kobieta. Trójka dzieci! A ja jak nie raz zaprowadzam wnuka do przedszkola, to te matki to strach patrzeć. Takie zaniedbane! A przecież siedzi taka w domu i NIC nie robi!” 

Oj Panie P! Aż się boję pomyśleć, co by Pan pomyślał, gdyby mnie Pan spotkał we Fresh’u w kolejce po czekoladę (jak jeszcze nie czytaliście mojego ulubionego tekstu Dress code Matki – możecie zrobić to tutaj). Jakie Pan miał szczęście, że razem z nami w tej komorze było jeszcze 30-stu Szwedów, bo by się gorąca dyskusja tam zapewne rozegrała. Teraz zatem korzystając z okazji chciałabym Panu P. i jemu podobnym wytłumaczyć, dlaczego tak trudno być zadbaną Matką Polką:

OCENA

Matki, a dotyczy to zarówno ich podejścia do dzieci jak i wyglądu zewnętrznego poddane są nieustannej ocenie. Przez koleżanki, panią w sklepie, pana w tramwaju, swoich własnych rodziców, teściów,  znajomych rodziców, Pana P., staruszkę w berecie z trzeciej ławki w Kościele. Mam takie wrażenie, że jak matka wygląda źle, to źle, jak wygląda za dobrze, to też niedobrze. A dlaczego? Bo wygląd zewnętrzny matki jest odwrotnie proporcjonalny do jej zaangażowania w wychowanie dziecka tj. im bardziej zadbana matka tym mniej zadbane dziecko. Jako, że wszyscy w tym kraju mają prawo patrzeć matkom na ręce, to napewno nie przegapią zrobionych paznokci. To przynajmniej godzina spędzona z dala od dziecka! A ile rzeczy dla dziecka możnaby kupić za to lekkomyślnie wydane 100 PLN!

Nie mówcie, że nigdy nie słyszeliście podobnych tekstów:

  • „zobacz jaka wypindrzona, jak na wybieg, a nie spacer z dzieckiem”
  • „zobacz jakie ona ma ciuchy, a dziecko w Lidlu ubiera”
  • „jaka zapuszczona, po tej ciąży to ze dwadzieścia kilo przytyła”
  • „tylko biega na tą siłownię i biega, a dzieci tylko ojciec i babcia wychowuje”

Kiedy byłam w ciąży z bliźniakami, usłyszałam np., że „jak już będę miała trójkę dzieci to nie mogę być za chuda. Powinnam wyglądać jak stateczna matrona” (WTF?)

Najgorsze jest jednak to, że jak chwilowo nikt z zewnątrz nie ma ochoty cię oceniać, to robisz to sama. Bo nikt tak bardzo jak ty nie chce dobra dla twoich dzieci i to ty codziennie zasypiasz z wyrzutami sumienia i pytaniem czy napewno wystarczająco dużo im dzisiaj z siebie dałaś. A to jest cholernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy troską i dbaniem o siebie, a  dbaniem o innych.

PROBLEM Z MOTYWACJĄ

Tutaj pojawia się pytanie za 100 punktów – dla kogo kobiety chcą wyglądać atrakcyjnie? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale myślę, że mogę z powodzeniem podać kilka następujących opcji:

  • dla męża/partnera
  • dla innych kobiet
  • dla znajomych
  • dla nieznajomych
  • dla siebie samych

Oczywiście opcja dla siebie samych byłaby najbardziej pożądana, ale wydaje mi się, że występuje jednak najrzadziej. To otoczenie, a co za tym idzie wyjście z domu motywuje nas do zadbania o swój wygląd. Moja znajoma powiedziała mi kiedyś: „Musiałam pójść do pracy, bo po trzecim dniu siedzenia z dzieckiem w domu, przestałam nawet myć włosy”. To tak właśnie działa, bycie w domu z dzieckiem sprawia, że nie masz motywacji, żeby o siebie zadbać. Bo przecież skoro nigdzie nie wychodzisz, siedzisz sobie w domowym zaciszu, to po co?

Mamy, które decydują się zostać z dziećmi w domu, są cichymi bohaterkami codzienności. Ich pracy nikt nie zauważa, nikt im za nią nie dziękuje, nie mogą liczyć na żadne wynagrodzenie z jej tytułu, ani nawet zaliczenie tych lat do emerytury. Wręcz przeciwnie, narażone są na oskarżenia o „lenistwo”, „nic nierobienie” czy „brak ambicji”, kiedy one cały dzień użerają się z naprawdę „upierdliwym klientem”. Takie podejście nie sprzyja wzrostowi samooceny i tym bardziej nie motywuje do dbania o swój wygląd zewnętrzny.

ZDERZENIE Z RZECZYWISTOŚCIĄ CZYLI HISTORIE Z ŻYCIA WZIĘTE

Dwie wymienione przeze mnie przyczyny to oczywiście wierzchołek góry lodowej. Są tysiące mniejszych powodów, przez które matce jest trudniej pomyśleć o swoim wyglądzie i ubraniu. Zanim zachęcę Was do opowiedzenia swoich historii, przedstawię Wam moją „walkę z wiatrakami” (serio czasem czuję się w tej dziedzinie jak Don Kichot):

  • kiedy dotrze do Ciebie, że przyszedł czas na krem przeciwzmarszczkowy i wydasz na niego więcej niż dotychczasowe 20 PLN, i potem odkrywasz, że ten krem ma na twarzy jeden, drugi i trzeci delikwent. Następnie dociera do Ciebie, że ściana w pokoju też poddana jest kuracji przeciwzmarszczkowej (jakby jej już gładź szpachlowa nie wystarczyła!)
  • „Wiktor! Wiktor! Kazik jest cały zakrwawiony na twarzy!!…..A nie……to tylko moja ulubiona szminka”.
  • kiedy wychodzisz z łazienki, wyszykowana do wyjścia i widzisz jak wszyscy biegną umazani czekoladą/mlekiem/masłem i na raz wtulają się w twoją spódnicę.
  • kiedy jesteś w drodze na imprezę i dostrzegasz na kwiatowym wzorze sukienki, że któryś wytarł o ciebie swój nos. Dlatego tak lubię wzory na ubraniach – sporo można w nich ukryć.
  • kiedy bierzesz prysznic i masz trzyosobową widownię przyklejoną do szyby. Jak już zaczynają walić rękami o tą szybę i krzyczeć „Mamooo!” stwierdzasz, że drugiej nogi już nie golisz – trudno, wyjdziesz w spodniach.

Dlatego nie hejtuj matki, która mimo posiadania dzieci postanowi o siebie zadbać, zrobić makijaż do piaskownicy czy mieć sześciopak na brzuchu pół roku po porodzie – to jej wybór i ciężka praca. Nie krytykuj też matki, która ma na sobie dres, włosy w kitkę i czerwona na twarzy i mokra od potu wpada z dziećmi do przedszkola w ostatniej chwili przed śniadaniem, bo nic nie wiesz o tym jak wyglądał jej poranek.

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *