Zielony- kolor niechciany

Moje odkrycia

Zielony kolor miał dla mnie zawsze w sobie coś odpychającego. Kojarzył mi się z żywiołowością, nadzieją, pozytywnym nastawieniem. A biorąc pod uwage fakt, iż radośni ludzie od zawsze budzili we mnie jakiegoś rodzaju niepokój, staje się już zupełnie jasnym dlaczego omijałam zielony szerokim łukiem.

Pamiętam jak wiele lat temu, kiedy byłam jeszcze studentką, poszukiwałam współlokatorki do pokoju, który wynajmowałam. Pewnego słonecznego dnia pojawiła się panna Emilia, która swoją wesołością i uśmiechem poruszyła we mnie drzemiący podskórnie wspomniany niepokój. Jeszcze z większą podejrzliwością spoglądałam na podążającą za nią jej przyjaciółkę pannę Kasię, odzianą w zieloną 😯 sukienkę! Z perspektywy czasu muszę przyznać, że mój lęk nie był uzasadniony. Panna Emilia okazała się całkiem normalną, niegroźną osobą, może za wyjątkiem tych rzadkich poranków, kiedy stawała na balkonie z pistoletem w ręku i strzelała do gołębi. Nadmienię jedynie, dla miłośników zwierząt, że nigdy nie udało jej się trafić w jakiegokolwiek gołębia, ale odgłos wystrzału płoszył te miło gruchające ptaszęta, co z kolei pozwalało pannie Emili wrócić do łóżka i kontynuować spanie w najlepsze. Jej przyjaciółka Kasia ostatecznie też porzuciła kolor zielony i została blogerką 😆 , o czym obszerniej pisała sama tutaj.

Tej wiosny zielony dopadł mnie z zaskoczenia. Początkowo zakupiłam koszulę w kolorze irlandzkiej zieleni, nasyconej, ale równocześnie chłodnej. Poniżej połączyłam z szarymi spodniami w kratę, a pod szyję dodałam jedwabną butelkową gawroszkę, żeby wydobyć ciemne rysy twarzy.

 

 

 

Potem zupełnie przypadkiem przykleił się do mnie zielony, kanarkowy żakiet, nieco słodki kolorystycznie. Stonowałam go odrobinę białą bluzką I klasycznymi jeansami.

Jako ostatnia załapała się wełniana spódnica. Jej zielony, oliwkowy odcień (  zapewne też grubość oraz krój) jest nieco przytłaczający więc dorzuciłam chustę z motywami w stylu Hermes.

To nie koniec zielonych inspiracji,  mam jeszcze jak to mawia Pan Golis „bardzo brzydką, najbrzydszą” zieloną sukienkę, która pojawi się już niedługo. A Wy macie jakieś zapomniane, nielubiane  kolory?

Kto wie, może właśnie przyszedł czas aby przymierzyć je na nowo?

 

 

 

 

Please follow and like us:

3 thoughts on “Zielony- kolor niechciany”

  1. Ewelina, jak Tobie jest ładnie w zieleni! Bardziej tej stonowanej niż „kanarkowej” 😉 Pierwsza stylizacja wygląda świetnie.
    Jako nastolatka (podstawówka/gimnazjum) ubierałam się byle jak i zwykle w stonowane kolory, bo nie chciałam rzucać się w oczy. Do tej pory pamiętam okropne szarozielone spodnie i workowatą bluzkę w podobnym odcieniu do kompletu. Brrr. Chyba od tego mam jakiś uraz do zieleni – nie lubię się z tym kolorem, chyba że jest obecny marginalnie, np. jako element motywów kwiatowych. I chyba zieleń po prostu mi nie pasuje. Albo nie znalazłam „mojego” odcienia.
    Przez długi czas żywiłam też ogromną niechęć do różowego i wciąż nie założyłabym np. bluzki w tym kolorze (no dobra, mam jedną łososiową, ale noszę ją głównie na siłownię). Niemniej różowy sprawdza się czasem we wzorzystych ubraniach – mam dwa białe szale w różowe kwiaty, świetnie przełamują czerń 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *