Naturalnie czyli jak?

Lifestyle

Przyznam, że zawsze uwodziły mnie kobiety „naturalne”. Rozwiany włos, ubrania noszone z nonszalancją, jakby dopiero wstała z łóżka, przeczesała włosy ręką, zdjęła z krzesła białą koszulę swojego partnera, włożyła ją w jeansy i wyszła po bułki. Uwielbiam patrzeć na kobiety, które są świadome swojego piękna, więc nie chowają się za przebraniem. To one noszą ubranie, a nie są przez nie noszone. Zapewne mają makijaż, ale taki, który podkreśla to co trzeba, nie tworząc gipsowej maski.  Za takimi kobietami oglądam się na ulicy. Nie ma ich niestety wiele.

Z biegiem lat zauważyłam, że o takie naturalne piękno też trzeba zadbać. Pewnie, że zdarza się tak, że ktoś ma takie predyspozycje genetyczne, że niewiele musi robić i jest dobrze. Wstanie z łóżka i tyle. To jednak chyba rzadkie przypadki. Wcześniej wydawało mi się, że kobiety z tym się rodzą. Dzisiaj uważam, że jest to kwestia włożenia w to odrobiny wysiłku.

W czasach mojej młodości nie przywiązywałam dużej wagi do tego jak wyglądam. No może jedynie co jakiś czas użalałam się przyjaciółkom, że jestem „gruba, brzydka i zginę w staropanieństwie”, a potem zajmowałam się tym co wcześniej, tkwiąc po uszy w kompleksach, z którymi przecież nic nie można zrobić, bo kobiety rodzą się piękne albo nie. Ewentualnie co jakiś czas jak już patrzenie na siebie w lustrze zaczynało mi doskwierać, dokonywałam jakiejś spektakularnej rewolucji np. zmieniłam kolor włosów na ciemne bordo, albo przyjaciółka zrobiła mi hennę  brwi, które potem szorowałam szarym mydłem przez pół dnia. Na nic jednak moje wysiłki, przez jakiś czas miałam brwi, które dzisiaj są jak najbardziej w modzie, ale wtedy niekoniecznie. To z resztą trend, który i dzisiaj jest dla mnie niepojęty i średnio estetyczny.

Zawsze wydawało mi się też, że wygląd zewnętrzny jest drugorzędny. Dużo się uczyłam, czytałam, miałam zajawkę na punkcie kina i byłam święcie przekonana, że mój rozwój intelektualny jest najważniejszy (ciągle tak uważam). Z jednej strony miałam w sobie potrzebę poczucia się piękną, ale ze względu na to, że nie podobałam się sobie samej i jak twierdziłam uroda nie została mi podarowana, spychałam te kwestie na dalszy plan, udając przed sobą samą, że w ogóle nie są ważne.

Urodę podarował mi p. Boberek. To on utwierdził mnie w przekonaniu, że dla niego jestem piękna. Utwierdził w tym tak, że sama w to uwierzyłam i zaczęłam to piękno w sobie budzić. A piszę ten tekst tylko i wyłącznie dlatego, że nie każda kobieta spotyka na swojej drodze takiego Pana Boberka i sama żałuję, że to „przebudzenie” nie stało się moim udziałem wcześniej.

Shakin’ Dudi śpiewał, że „nie ma brzydkich kobiet tylko wina czasem brak”, ale ja skłaniam się bardziej do słów Heleny Rubinstein:

Nie ma brzydkich kobiet, są tylko leniwe

Przez lata w kwestiach swojego wyglądu byłam bardzo leniwa. Działałam ewentualnie zrywami. Dzisiaj wiem, że to czego mi brakowało to systematyczność. Drobne czynności, które wcale nie wymagają aż tak dużej ilości czasu, ale z biegiem tego czasu potrafią zdziałać cuda. Pozwalają obudzić piękno, które było ukryte pod mchem zaniedbania, podlewanym nieustannie odżywką z kompleksów. Z kompleksami sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, ale już z zaniedbaniem można sobie łatwo poradzić. Jedyne co ewentualnie warto w życiu zaniedbać to pielęgnowanie kompleksów.

 

MOJE SPOSOBY NA „NATURALNY LOOK”

Wiem, że część kobiet, które podążają za naturą, nie uznaje makijażu i dla nich „naturalny look” oznacza zero interwencji. Moja wersja naturalności opiera się  jednakże na kilku trikach:

  • Odpowiednia pielęgnacja

Wcześniej zdarzało mi się kłaść do łóżka w makijażu. Dzisiaj już tego nie robię. Dokładnie zmywam twarz żelem, a potem poprawiam płynem micelarnym (uwielbiam te na bazie wody różanej). Następnie na wieczór używam różnych olejów naturalnych – najczęściej arganowy, o którym obszerniej pisałam tutaj. Czasem dla odmiany używam oleju z pestek śliwek, którego zapach uwielbiam. Nie wiem czy też tak macie, ale dla mnie zapachy mają wartość terapeutyczną. Oczywiście marcepanowy zapach oleju ze śliwek nie rozwiązuje moich problemów, ale bardzo skutecznie rozpędza „muchy w nosie”.

Od dłuższego czasu używam też bezzapachowego balsamu do ciała firmy Bioderma. Mam problemy z AZS i balsam tej firmy jest moim najlepszym odkryciem podczas długiej drogi w poszukiwaniu idealnego kosmetyku. Czasem zdradzam Biodermę na rzecz jakiegoś pachnącego badziewia, ale potem zawsze wracam ze spuszczoną głową, z zapewnieniem, że już nigdy więcej.

 

  • Włosy

nie mam czasu na długie układanie fryzury na szczotce, stawiam więc na dobre obcięcie. Mam to szczęście, że przy dobrym obcięciu wystarczy, że  wysuszę włosy z odrobiną pianki zwiększającej objętość i fryzura gotowa. Jeżeli wiem, że rano nie będę miała czasu na umycie głowy, robię to wieczorem, lekko podsuszam włosy i zwijam je w kitkę. Kiedy wstaje rano mam lekkie fale i „wiatr we włosach”. Bardzo to lubię.

  • Makijaż

Rzadko zdarza mi się wychodzić z domu bez makijażu. Zależy mi jednak, żeby był delikatny i jak najbardziej naturalny. Od lat używam tego samego podkładu marki Lirene, który latem zamieniam często na lżejszy podkład mineralny. Używam też mineralnego różu. Na powieki nakładam cień do powiek z mojej ulubionej palety w odcieniach „nude”, którą kupiłam za świetną cenę w Tk-Max. Jeszcze tylko tusz i już.

  • Paznokcie

Przez lata miałam straszne paznokcie, obcinane do zera. Jakiś czas temu dzięki mojej mamie odkryłam manicure hybrydowy, który jest dla mnie idealnym rozwiązaniem. Raz na trzy tygodnie wybieram się do kosmetyczki i mam kilka chwil dla siebie i paznokcie, które wytrzymują starcie z dziećmi, praniem, zmywaniem i wszystkimi domowymi czynnościami, wymagającymi nieustannego moczenia rąk. Oczywiście co jakiś czas daje swoim paznokciom odpocząć. W wyborze koloru jestem szalenie monotematyczna – zawsze stawiam  na bordo. Może bordowe paznokcie nie są szczytem naturalności, ale dla mnie są takim ożywczym elementem i dodają mi „pazura”.

Czy Wy macie jakieś swoje triki na naturalny, ale zarazem zadbany wygląd? Zdradźcie swoje sekrety!

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *