Glamour rodem z lumpeksu

Moda

To przypomina trochę polowanie. Nigdy co prawda nie polowałam, ale mam dość rozwiniętą wyobraźnie i myślę, że to funkcjonuje na podobnych zasadach. Wchodzisz do lasu wieszaków i wytężasz wzrok. Czujesz delikatne podniecenie na myśl o potencjalnej zdobyczy. Nieważne czy to będzie sukienka, bluzka, spodnie czy apaszka. Przyjmiesz to co wybiegnie prosto na ciebie z lasu wieszaków. Potem będziesz się z tym obnosić jak z trofeum. Na pytanie zachwyconych koleżanek : „Gdzie to kupiłaś?!!” odpowiesz z uśmiechem „w lumpeksie” i dodasz z satysfakcją „10 złotych”.

retro-sukienka

Uwielbiam lumpeksy i się tego nie wstydzę. Moje ulubione ubrania kupiłam w lumpeksie za naprawdę niewielkie pieniądze. Jestem samozwańczą królową lumpeksów. Często koleżanki pytają się jak ja to robię, że potrafię znaleźć w tym gąszczu perełki. I po części mogłabym odpowiedzieć, że z „tym” to się trzeba urodzić. Mam wrażenie, że ludzie dzielą się na tych, którzy z lumpeksu wychodzą z naręczem ubrań i uśmiechem na ustach i tych, którzy opuszczają ten przybytek wkurzeni z poczuciem zmarnowania cennego czasu. Ale tego też można się nauczyć, albo raczej odpowiednio się do takich zakupów nastawić. Kupowanie w lumpeksie ma bowiem wiele zalet.

ZALETY KUPOWANIA W LUMPEKSIE 

Pewnie, że przyjemnie kupować nowe ubrania w sklepie, gdzie do dyspozycji masz różne rozmiary, duże przymierzalnie, jest jasno i ładnie pachnie. Fajnie wyszukiwać małe butiki, szyjące w Polsce i kupować perełki przez internet. Jest jeden minus. Nowe ubrania są drogie. I chociaż jestem zdania, że warto sobie raz na jakiś czas zaszaleć i napędzić gospodarkę, to nie stać mnie na budowanie garderoby tylko w taki sposób. Argument finansowy jest więc pierwszym, który się nasuwa. Lumpeks pozwala nam zaspokoić głód zakupowy, nie siejąc spustoszenia w domowy budżecie.

Kupowanie w sklepach z tanią odzieżą jest też ekologiczne. Ostatnimi czasy lubię zużywać rzeczy do końca i próbuję ograniczać swoje konsumpcyjne zapędy. Ludzie często wyrzucają ze swojej szafy rzeczy w bardzo dobrym stanie, czasem nowe  z metkami, które kupili pod wpływem impulsu i nie polubiły się z resztą garderoby. Jeżeli nie czujemy przyjemności z łączenia różnych ubrań, eksperymentowania w ramach własnej szafy, ubrania mogą się szybko znudzić. Czasem coś co znudziło kogoś innego może oczarować nas. Dzięki temu możemy dać rzeczom drugie życie.

sukienka-vintage

W lumpeksach wiszą sobie często ubrania bardzo wysokiej jakości. Sama mam trzy płaszcze zimowe 100 % wełna kupione za kilkadziesiąt złotych. Przeglądając odzież używaną widzimy jak dany materiał zachował się po wypraniu i długim noszeniu. Mamy szansę czasem odnaleźć perełki bardzo znanych firm, które szyją świetne jakościowo ubrania.

Tania odzież daje nam też szansę na coś co nazywam „modowym odpałem”. Jeżeli coś jest tanie, łatwiej nam odważyć się na eksperyment. Normalnie bym tego nie kupiła, ale za 5 PLN mogę zaryzykować. Najwyżej będę miała nową ścierkę. W taki sposób spełniłam swoje nastoletnie marzenie i kupiłam sobie koszulkę „Nirvany”. Jak p. Boberek mnie w  niej zobaczył powiedział, że „cieszy się, że znowu mam 15 lat”. A ja sobie w niej sprzątam, nucąc  z radością „Smell like teen spirit”.

LUMPEKS – INSTRUKCJA OBSŁUGI

Co możemy zrobić, żeby zakupy w lumpeksie sprawiały nam przyjemność zamiast budzić frustrację? Oto lista moich trików:

  • znajdź jedno/dwa ulubione miejsca. Dla mnie najważniejsze jest to, że jest jasno i przestronnie oraz nie śmierdzi za bardzo. Często lumpeksy specjalizują się też w sprzedaży ciuchów  z jednego kraju. Moja ulubiona miejscówka sprowadza tanią odzież ze Skandynawii. Może dlatego tak bardzo mi pasuje.
  • nie nastawiaj się, że przychodzisz po coś konkretnego. Second hand to jedyne miejsce, w którym warto dać się ponieść (oczywiście w granicach rozsądku).
  • nie lubię przychodzić w dzień, w którym wystawiany jest nowy towar. Z mojego doświadczenia wynika, że lepiej przyjść dzień później – zrobimy wtedy zakupy w spokoju, a towar często jest uzupełniany codziennie.
  • „Fajne to, ale za duże” – Nie!! to po prostu oversize! Ewentualnie istnieje powoli zapominana instytucja krawcowej –  jeżeli ubranie jest bardzo dobrej jakości warto zainwestować drugie tyle w przeróbkę. Taką drogę przeszedł np. mój zimowy płaszcz, z tej sesji.
  • w każdym Second Hand’zie jest taki wieszak w pobliżu przymierzalni/luster gdzie klienci odwieszają rzeczy, które wyszperali, ale z jakiegoś powodu (najczęściej rozmiaru) nie zdecydowali się kupić. Często zaczynam poszukiwania właśnie tam i rzadko się zawodzę.

Czerwona sukienka z dzisiejszej sesji jest jedną z moich ukochanych lumpeksowych zdobyczy. Była ze mną na trzech weselach i na niezliczonej ilości mniejszych imprez. Ma w sobie urok przeszłości i cieszę się, że mogliśmy zrobić jej zdjęcia w zabytkowych wnętrzach Dworu w Sierakowie.

A wy lubicie zakupy w second hand’ach? Macie na swoim koncie jakieś spektakularne zdobycze? Podzielcie się nimi w komentarzach!

Please follow and like us:

3 thoughts on “Glamour rodem z lumpeksu”

  1. Też mówię o sobie, że jestem samozwańczą królową lumpeksów; 75% mojej szafy to odzież pochodząca z sh. Wszystkie kaszmirowe swetry,
    jedwabne bluzki, markowe jedwabne apaszki (np. Marc Jacobs), wełniane szale są stamtąd; nie byłoby mnie na nie stać w regularnej cenie. Tydzień temu kupiłam camelowy płaszcz 100% kaszmir za 70zl😃 a najlepszym łupem jest mała czarna Chanel za 50zl😃😃😃 ps czerwona sukienka obłędna!

    1. Chanel za 50 złotych, to faktycznie niezła zdobycz. Chyba muszę Ci oddać moją koronę:)

      Kamelowego płaszcza zazdroszczę, bo zeszłą zimę uporczywie takiego szukałam, ale się nie udało. Może w tą mi się poszczęści:)

  2. Większość moich ulubionych ubrań też pochodzi z lumpeksów, niektóre trzymają się zadziwiająco dobrze 🙂 Nabyłam tam m.in. dwie cudowne sukienki Laury Ashley (przerobione potem na spódnice, bo były kupione w moim najszczuplejszym okresie) i jedną spódnicę tej firmy (mam do tej pory, sztruks świetnej jakości). Przez całe studia kupowałam prawie wyłącznie ciuchy używane, i to nie tylko ze względów finansowych, ale też dlatego, że w sieciówkach trudno znaleźć coś w moim stylu. Większość rozkloszowanych spódnic mam z lumpeksów. Zdziwione miny koleżanek, kiedy mówię, skąd jest ta super spódnica – bezcenne 😀
    Ostatnio zmęczyłam się lumpeksami – zwłaszcza krakowskimi, bo naprawdę trudno w nich cokolwiek upolować, przynajmniej takie mam wrażenie. Trzeba poświęcić dużo czasu i wysiłku, żeby znaleźć coś porządnego. Może też dlatego, że mam teraz większe wymagania co do jakości ubrań niż w czasach studenckich. A w second handach jednak króluje poliester…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *