Lata 40-te – moda jako ruch oporu

historia mody

Moda jest integralną częścią kultury i historii. Nie można spoglądać na nią jedynie przez pryzmat tkanin i charakterystycznych krojów. Moda jest cichym towarzyszem danej epoki, dodając jej piękna i klasy, ale zdarza się też, że sama bierze sztandar w rękę i krzyczy niecenzuralne hasła. Lata 40 – te dobitnie pokazują, że kiedy trzeba, Pani Moda potrafi zakasać rękawy i nie tylko przetrwać głód, mróz i niedostatek, ale też z dumą i bez strachu przechadzać się po ulicach okupowanej Warszawy.

Pierwsze lata wojny były najcięższe.

Upłynęły one pod hasłem „donaszania” wszystkiego, co udało się spakować opuszczając dom, przenosząc się z miejsca na miejsce. Zapasy odzieżowe oczywiście uszczuplały się z czasem za sprawą naturalnego procesu niszczenia, jak i na skutek sprzedaży lub wymiany na chleb, węgiel.

Fot: www.trojmiasto.wybocza.pl

Jak pisze Joanna Mruk w książce „Moda kobieca w okupowanej Polsce”:

Kobiety były nie tylko przytłoczone nowymi warunkami życia, ale również panowało powszechne przekonanie, że w obliczu takiej klęski strojenie się, ostry makijaż, ekstrawaganckie kapelusze nie są stosowne. Było również bardzo wiele wdów, które straciły mężów i tym bardziej miały powody do noszenia skromnych strojów.

Z biegiem lat kobiety nabrały przekonania, że moda może być ich sprzymierzeńcem w walce z okupantem, a często również sposobem na przetrwanie tego ciężkiego czasu.

Pomysłowość wojennych kobiet była motorem napędowym

do stawiania czoła trudnej rzeczywistości. Tkaniny w czasie wojny, jak i wiele lat po niej były towarem nieosiągalnym. Fabryki na ogół zamykano lub przebranżawiano. Ubrania, obuwie podlegało reglamentacji. Lata 40-te nauczyły kobiety cerować, szyć, przerabiać, farbować oraz prać bez mydła. Przerabiano jedne części garderoby na inne – jedwabne suknie na bieliznę, męskie spodnie na spódnice. Kapelusze stawały się torebkami. Ze słomy i tektury wykonywano buty, a z filcu rękawiczki. Przyzwolenie na zajmowanie się projektowaniem ubioru każdej kobiecie, dało niekończące się możliwości krojów i zestawień kolorystycznych. Zamieniano przybrudzone rękawy jednej sukni na odpruwane z innej. Naszywano duże ozdobne kieszenie w miejscach zniszczeń. Zestawiano ze sobą nieraz mało pasujące faktury tkanin. Ale w całej tej kreatywnej wolności, ubiór musiał być przede wszystkim praktyczny. Nie było już czasu i miejsca na zmianę toalety w zależności od okoliczności i pory dnia- ubiór musiał być całodzienny lub łatwy do szybkiej przemiany za pomocą dodatków. Sukienki, spódnice straciły trochę na długości- zwykle sięgały do kolan lub nieco powyżej. Do głosu również dopuszczono spodnie- to wojna utorowała im w Polsce drogę do kobiecych szaf. Nie zakładano ich jednak na każdą okazję. Nadal uważano je za niestosowny ubiór –  większość walczących w Powstaniu Warszawskim dziewczyn ubrana była w letnie sukienki, niosąc na ramieniu torbę z opatrunkami. W latach 40 – tych na ulicach królowały ze względów praktycznych kolory ciemniejsze. Sprzedaż okryć głowy nie był kontrolowana,  jednak kapelusze były bardzo drogie. Stać było na nie tylko najbogatsze damy lub te, którym udało się ocalić kapelusz przed przerobieniem na torebkę, buty lub biżuterię. Głowy nakrywano chustami, które układano w wymyślne kapturki, a nawet turbany. Ozdobą głowy stały się jak nigdy dotąd włosy- układane przemyślnie i upinane z wielką dbałością loki.  Makijaż był zazwyczaj jeszcze skromniejszym. Na czarnym rynku można było dostać różne „malowidła” przywiezione przez Niemców z okupowanej Francji, ale ich zakup przegrywał z koniecznością zakupu innych potrzebniejszych rzeczy.

A co działo się w tym czasie we Francji?

Hitler napadł na Paryż w chwili rozkwitu mody surrealistycznej. Ostatnie pięciolecie przed wybuchem wojny należało do  Gabrielle Chanel i Elsy Schiaparelli. Obie panie nieustannie walczyły między sobą o prawo do głosu. Pierwsza projektowała ubrania proste, praktyczne, które miały uwodzić klasą i szykiem. Schiaparelli uważała zaś, że kobieta nosi w sobie nieodpartą chęć wyróżniania się z tłumu. Projektowała z całym surrealistycznym rozpędem rękawice z paznokciami, kapelusze w kształcie buta, piękne żakiety z rysunkami Jean Cocteau. Chciałabym Wam o Elsie opowiedzieć więcej, bo z różnych względów jest mi strasznie bliska, ale uczynię to innym razem.

Suknie projektu E. Schiaparelli i G. Chanel (http://www.iconhouse.com, http://sites.jmu.edu )

Wróćmy zatem do Paryża, do roku 1940. Część domów mody została zamknięta już w pierwszych latach wojny. Kilkoro projektantów uciekło do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii. Rozpoczęto czystki rasowe, które dosięgły szczególnie producentów futer, w większości posiadających żydowskie pochodzenie. Były też takie domy mody, które starały się przetrwać mimo przeciwności. Często sztucznie utrzymywały nadmiar pracowników, aby mogli oni przetrwać trudny czas wojny. Naziści chcieli przenieść stolicę mody do Berlina i Wiednia. Opieka nad haute couture przypadła wtedy Lucien Lelongowi, który przekonywał okupanta raz po raz, że nie da się przenieść domów mody do Niemiec, odrywając ich od zaplecza rzemieślniczego. A pierwsza dama francuskiej mody – Coco Chanel – nie zapisała chlubnej karty w tym historycznym rozrachunku. Pozostała w Paryżu, gdzie ze światem okupanta połączył ją burzliwy romans. Ostatecznie do Francji powróciła dopiero w 1953 roku, po kilku latach wygnania na jakie została skazana za współpracę z Niemcami.

Moje lata 40-te

Wiem, że te tematy takie niewesołe, a ja na każdym zdjęciu uśmiechnięta od ucha do ucha. To jeden z tych wpisów, w którym tekst dojrzewał przez dłuższy czas do zrobionych uprzednio zdjęć. A może właśnie nie powinnam się tłumaczyć? Może chodzi właśnie o robienie dobrej miny mimo wszystko? Tego powinnyśmy się uczyć od kobiet lat 40-tych! Świat pragnie piękna szczególnie wtedy, kiedy tkwi w odmęcie. Potrzebuje kobiety silnej I nierozmazanej, ze szminką na ustach, podniesioną głową. Wierzę, że taka kobiecość przemienia świat.  🙂

Moja dzisiejsza stylizacja inspirowana tamtym czasem prawie w całości pochodzi z rynku wtórnego. Żakiet już znacie ( z wpisu o zielonym kolorze). Zakupiony został bez guzików za kilkanaście złotych. I uwaga!!!- wzniosłam się na wyżyny krawieckiego beztalencia. Z zakupionego kolejnego żakietu odprułam I przeszyłam guziki. Swoją drogą przeszywanie guzików ciągnie się za naszą rodziną w formie rozlicznych anegdotek I stanowi źródło żartów. Nawet Kasia zaproszona do nas pewnego wieczoru, stwierdziła że chętnie  wpadnie, pod warunkiem, że nie będzie musiała przeszywać z nami guzików. Piękną, skórzaną kopertówkę upolowałam za 29zł na olx (przyszła w opłakanym stanie,  Pan Golis poddał ją renowacji), a buty na allegro. Są to buty firmy Yanko, w damskich krojach niedostępne w Polsce, których ceny oscylują w okolicach 1000-2000zł. Zakupiłam je za grosze. Sukienka jest nowa, z TKMaxxu (to właśnie ta, którą Pan Golis okrzyknął mianem najbrzydszej jaka wisi w mojej szafie). Stylizacja nie jest może wierną kopią ubioru lat 40- tych, ale jest zachętą do czerpania inspiracji od naszych dzielnych poprzedniczek- kobiet czasu wojny.

 

 

 

 

 

 

lata 40-te

 

 

Please follow and like us:

2 thoughts on “Lata 40-te – moda jako ruch oporu”

    1. Tak, kupuję używane buty. Zwykle są to buty z serii „kupiłam, przeleżały w szafie 3 lata”, „kupiłam, założyła raz”. Często są to buty klasy premium, z drogich firm. Można je zdezynfekować u szewca lub domowymi sposobami. Zwykle też wymagają wymiany fleków, bo po kilku latach nieużywania klej przestaje trzymać.
      Sukienka ma fajną górę, z lekko bufiastymi ramionami i materiałowym marszczonym paskiem w talii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *