Kånken – plecak dla mieszczuchów i wagabundów

Moje odkrycia

Przyznam się, że dużo częściej chodzę z plecakiem niż torebką. Właściwie to nie przepadam za torebkami. Oczywiście podobają mi się, mam swoje ulubione, ale uważam, że w porównaniu do plecaków są mało praktyczne i niewygodne. Zwłaszcza przy moim trybie życia, kiedy dużo chodzę i do pracy często jeżdzę na rowerze. Trochę naszukałam się jednak tego plecaka idealnego. Jakiś czas miałam typowo sportowego „Deutera”, ale gryzł się z moim ubraniem, kiedy tylko podmieniałam spodnie na spódnicę lub sukienkę. Chciałam znaleźć coś uniwersalnego, lekkiego, a zarazem pojemnego, w czym będę mogła przewieźć laptopa i jednocześnie nie będę wyglądała jak żółw ninja z domem na plecach. I znalazłam go – mój ukochany  Kånken – plecak z imieniem, prawie 50 letnią historią i do tego ze Szwecji. Czy można wyobrazić sobie lepsze połączenie?

Jakiś czas temu Ewelina pokazała wam swój miejski, skórzany plecak, który mnie również zachwycił, ale nie wymieniłabym go za mojego Kånkena, bo lepszego plecaka już mieć po prostu nie mogę. Pokochaliśmy się od pierwszego wejrzenia, mimo, że początkowo nieufnie patrzyłam na cenę, jaką przyjdzie mi zapłacić za ten związek, ale skoro to związek na lata, albo i na zawsze, uważam, że było warto.

Mój Kånken to klasyka klasyki – czarny, uszyty z lekkiej, wodoodpornej tkaniny. Dzięki odpowiednio wszytym paskom zmusza mnie do trzymania prostego kręgosłupa, a o tym, jakie to dla mnie ważne mogliście przeczytać tutaj. To plecak naprawdę genialnie zaprojektowany. Mimo, że został stworzony w latach 70 tych, nie zmienił praktycznie swojego kształtu a wciąż nosi go niemal pół Europy. Dla mnie jest to kwintesencja doskonałego designu – połączenie funkcjonalności z prostą, a jednak charakterystyczną formą, którą wieńczy znane na całym świecie logo z górskim liskiem (fjällräven). To nie lada sztuka zaprojektować przedmiot, który uwodzi ludzi przez pokolenia, a to panu Åke Nordin naprawdę się udało.

Kånken w wersji standardowej wydaje się być niewielki i niepozorny, zwłaszcza kiedy dostajemy go w paczce w wersji spłaszczonej. Przyznam, że po otwarciu paczki odczułam lekkie rozczarowanie, ale kiedy tylko pierwszy raz go zapakowałam, nie mogłam uwierzyć, że po pierwsze tyle rzeczy jest mi na co dzień porzebne, a po drugie, że on to wszystko zmieścił, wciąż zachowując swoją uroczą kompaktowość.

Od tego czasu jesteśmy nierołączni. Chodzi ze mną do pracy i na górskie wędrówki, jeździ ze mną na rowerze, zabieram go też często na randki, bo z sukienką wygląda równie dobrze i wstydu mi nie przyniesie.

Tak, mam nieznośną manierę personifikowania przedmiotów, które uwielbiam.

 

P.S. Zdjęcia „wagabundowe” powstały w Gorcach, a nie na Marsie ani w Izraelu, jak myśleli niektórzy obserwujący nasz fanpage na FB:) Polska jest piękna – może spokojnie konkurować z Marsem.

Please follow and like us:

2 thoughts on “Kånken – plecak dla mieszczuchów i wagabundów”

    1. Mój plecak to tzw. Kånken Classic i ma wymiary następujące:
      wysokość: 38cm, szerokość: 27cm, głębokość: 13cm.
      Pojemność: 16L.
      Fajne promocje są na stronie 8a:)
      Mają też wersje mini, ale wydaje mi się, że one są fajne dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *