Dość mam letnich na – strojów

Lifestyle

Uwielbiam chłód. Chłód, który orzeźwia moje poranne, zmęczone snem powieki. Chłód, który owiewa moje myśli, pobudzając je do refleksji nad tym jak bardzo lubię jesień. Następnie rozkłada się na moim otulonym w ciepłe ubrania ciele i szepcze, że właśnie nadchodzą najwspanialsze dni w roku. Znowu gałęzie pękną pod ciężarem zieleni, spuszczając nam grad liści. Znowu mgły będą walczyć z promieniami słońca o przywództwo. Znowu świat nabierze kolorów.

Jesienią najpiękniej jest w Beskidzie Niskim. Nawet ja mam ochotę brać wtedy pędzel do ręki. Ale nic nie jest w stanie uwiecznić i zatrzymać tych słonecznych chwil, poza naszymi wspomnieniami. Obrazy, zapachy połączone z towarzyszącymi im emocjami osiadają głębiej. Nasz mózg chłonie je pasjami, by oddać po miesiącach, latach, tak jak właśnie uczynił to teraz mnie.

Czytając  Odę do sierpnia, uświadomiłam sobie, że ja też poczyniłam tego lata pewne odkrycie. Były nim sukienki pozbawione ramion. Jedną z nich sprezentowała mi  Kasia. Zupełnie nie spodziewałam się, że są one tak wygodne, a równocześnie tak kobieco zniewalające. Samoistnie niejako wymuszają też trzymanie sylwetki prosto, ponieważ zsuwają się przy każdej próbie zgarbienia pleców.

 

 

Ale nawet sukienki bez ramion nie powstrzymają mojej tęsknoty za jesienią. Moje ramiona chcą już być okryte bawełną, wełną i kaszmirem. Chcą zatapiać się w tkaninach i ukrywać pod odzieżą nakładaną warstwowo. Moja głowa chce wreszcie nosić na sobie pierwszy w życiu jesienny kapelusz, a nogi wśliznąć się w moje ukochane sztyblety.

Dziś oficjalnie, blogowo żegnam się z latem, porządkując również swoje wspomnienia z Majorki. Mój mało romantyczny mózg przechowywać będzie w swoich szufladkach widok, jaki rozpościerał się z naszego tarasu. Podobnie jak niezapomnianymi pozostaną serpentyny w drodze do Sa Calobra oraz spadające każdej nocy gwiazdy. Nieśmiertelnymi pozostaną również mądrości życiowe Pana Boberka- teraz już wiem, że „wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością” oraz budujące rozmowy z Panią Boberek, która pobudziła mnie do stawiania pierwszych kroków w świecie „no waste”. Myślę, że i  Majorce pozostawiliśmy cząstkę siebie, taką jak nowe okulary przeciwsłoneczne Pana Golisa, porwane przez jedną z niespodziewanych fal w zatoce Banyalfubar. Pewnie teraz przymierza je kolejny rekin żarłacz. Na Majorce zostawiliśmy też paczkę nieotwartych paprykowych Lays’ów. Wiem- wstyd się przyznawać.

Dziś odkreślam te dni grubą kreską i podążam dalej, bo wiem, że „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *