Po co nam ubranie?

Lifestyle Moje odkrycia

Zaczęłam się zastanawiać nad tym pytaniem, kiedy wczoraj jeden z moich bliźniaków, rozebrany tuż przed kąpielą, uciekał po całym domu i wołał radośnie „Golas!Golas!”. Ile w tym było szczęścia i samozadowolenia. Nic dziwnego, to w sumie jest świetna zabawa zwiewać starym i patrzeć jak za tobą biegają, ale z drugiej strony samo chodzenie nago sprawia przyjemność i daje poczucie wolności. Wyobraziłam sobie co by było gdyby Ewa nie zjadła tego przeklętego jabłka i wszyscy chodzilibyśmy nago po ulicach jak nas Pan Bóg stworzył. Żadnego wstydu, żadnego szpanu, żadnych kompleksów, bo przecież w rozmiarowe widełki mieścić się nie musisz i żadne X przed L w doła cię nie  wpędzi. Jaka to oszczędność i do tego absolutnie „zero waste”.

Jest taka tęsknota w człowieku za rajem utraconym. Ręka do góry kto kiedyś marzył o kąpieli nago w jeziorze? Dla mnie to synonim wolności. Jednak Ewa zjadła jabłko, więc przed zostaniem nudystką broni mnie wstyd i społeczna presja, której uosobieniem jest żandarm z St. Tropez.

Utopia nagiej i bezkompleksowej ulicy kończy się gdzieś w połowie września. Nasza znajoma tłumaczyła kiedyś swojemu synowi, że  „ubranie nie musi być ładne, ubrania są po to, żeby ci było ciepło”. To pierwotne zastosowanie traci jednak na znaczeniu już gdzieś w okolicach piątego roku życia, stwierdzam patrząc na Kazika wołającego do taty: „zobacz jak ładnie wyglądam w tej czapce”. Kto z rodziców nie wydobywał z kosza na pranie i prostował w rękach wymiętej ukochanej koszulki w kratkę, żeby zapobiec porannej tragedii w pięciu aktach rozpoczynającej się wstępem „w innej nie wyjdę”? Nigdy nie zapomnę jak mieliśmy w domu „bana” na koszulki w paski : „bo Aleks powiedział, że w takich chodzą złodzieje”. Poza tym kiedy widzę, że trendem w sezonie jesień-zima mają być kabaretki, dochodzę do wniosku, że tu już nie chodzi o to, żeby było ciepło.

Dzisiaj jeden z moich norweskich turystów przed wyjazdem na paintball, zapytał się  czy możemy pojechać koło sklepu z butami, bo jego sportowe buty kosztowały kilkanaście tysięcy NOK (można podzielić przez dwa i wyjdzie w PLN) i trochę mu szkoda. Na moją uwagę, że sklepu z butami nie ma po drodze i może ewentualnie pobiec do pokoju hotelowego i wymienić na inne, usłyszałam, że inne kosztowały 8 tysięcy, więc sama rozumiem. Przypomniała mi się moja babcia, która w dzieciństwie  na bosaka chodziła do szkoły i grała w piłkę,  bo jedyne buty jakie miała były do kościoła w niedzielę. Można chodzić boso i z biedy i z bogactwa. Jeżeli mamy ubrania posiadać, a nie używać to nie dziwią mnie już buty z obcasami w kształcie kopytek czy spodnie tak pocięte, że w zasadzie moglibyśmy wrócić do tego raju.

Czy gdybyśmy wszyscy chodzili nago, nagość przestałaby się kojarzyć ze sferą seksualną? Nie musielibyśmy grać ubraniem, czy raczej  rozebraniem, żeby generować erotyczne napięcie w powietrzu? No bo czy wspomniane wcześniej kabaretki to ubiór czy już rozbiór?

Pan Boberek zapytany przed chwilą dlaczego się ubiera, stwierdził, że „dlatego, że wszyscy tak robią”. Mamy zakorzeniony w sobie głęboko instynkt stadny. To pewnie dlatego czujemy się bezpieczniej ubierając rzeczy, które już kiedyś widzieliśmy: w reklamie, na kimś, na wystawie sklepowej. Jesteśmy wtedy częścią grupy, a grupa nie może się przecież pomylić. Większość z nas ma w sobie strach przed byciem malowanym ptakiem. Co ciekawe jednak w świecie haute couture prym wiodą właśnie takie malowane ptaki, z tym że  na powierzchni utrzymują się ci, za którymi poleci stado.

Czy chodzenie nago faktycznie mogłoby rozwiązać kilka egzystencjalnych problemów? Słynne: „nie mam co na siebie włożyć” przestałoby istnieć. Nikt nie mógłby się schować za ubraniem, budować za jego pomocą swojego wizerunku czy demonstrować statusu społecznego. A może zrobiłoby się smutno i zbyt jednolicie?

Tego typu rozterki dotykają mnie zawsze wtedy kiedy nadciąga zmiana sezonu, ja mam bałagan w szafie, jesienne rzeczy upchane gdzieś w kartonach i na tyłach i zamiast ruszyć tyłek i się ogarnąć wydaje mi się, że lepiej byłoby z uśmiechem na ustach biegać nago i uciekać przed żandarmem z St. Tropez, krzycząc „Golas!Golas!”. Poza tym Golis z Boberkiem stwierdzili niedawno, że skończyły im się już pomysły jak możemy poprawić zasięgi na blogu i jedyne co nam zostało to pokazać cycki.

Także dzisiaj są cycki – Adama i Ewy. Jak przyjdzie do nas ocieplenie klimatu to może wszyscy spotkamy się w Raju.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *