…a wpadłam tylko po makaron

Lifestyle

Piątkowy ranek. Wracam po 24 godzinach spędzonych w szpitalu na dyżurze. W tramwaju ścisk, w ręce trzymam dwie torebki. Wszystko to uniemożliwia mi zajęcie się czytaniem czegokolwiek. Gapię się więc przez ramiona pasażerów w szybę, a w zasadzie jej skrawek. I jadę tak sobie bezwiednie razem z całym tłumem w jednym kierunku, określanym przez owy tłum „centrum”. Tramwaj zatrzymuje się raz po raz, powodując coraz większą kumulację. Z letargu wybija mnie pewna reklama „…a wpadłam tylko po makaron”.

Długowłosa pani z baneru zwierza się bezwiednie jadącym i przechodzącym obok niej rzeszom ludzi, że poszła do sklepu po makaron, a …wróciła z kurtką. Czuję poruszenie, które przebiega przez moje synapsy w mózgu i już wiem, że zaraz doznam olśnienia. Wierzcie mi, zmęczenie powoduje, że słyszy się nawet własne neurony.

Tak, tak, tak. Tak właśnie robimy zakupy odzieżowe. Byle gdzie, byle jak, byle mieć. Gdzieś pomiędzy pietruszką, a papierem toaletowym chwytamy kurtkę zimową i biegniemy do kasy, ciesząc się, że teraz to już może padać śnieg i żadne mrozy nam nie straszne. Płacimy plastikowym pieniądzem, pakujemy w plastikową siatkę i wracamy uszczęśliwieni do domu. Pocieszymy się sezon, może dwa jeżeli jeździmy do pracy samochodem. Potem przecież się wyrzuci, bo moda jest kapryśna, zaoferuje coś nowego, w innym kolorze, fasonie, bez futerka. Nie warto więc się zastanawiać z czego jest wykonana, gdzie szyta i czy w ogóle potrzebuję kolejnej kurtki na tą zimę. Stajemy się pionkami w machinie konsumpcjonizmu. Mamy, ale nie posiadamy. Nosimy, ale nie wyglądamy. Szafa pęka w szwach i niby każdego dnia wkładamy coś innego, ale ciągle daleko nam do posiadania swojego stylu.

Ale czy z przypadku można ubrać się stylowo? Karl Lagerfeld powiedział:

Tyle bzdur mówi się teraz o modzie. Ludzie kupują ubrania, bo chcą się dobrze czuć i ładnie wyglądać, a nie ze względu na jakieś głębokie potrzeby psychologiczne.

I chociaż brzmi to bardzo przewrotnie to właśnie potrzeba piękna i akceptacji pcha nas w sidła mody konsumpcyjnej. A gdzie zatraciliśmy marzenia o wyjątkowych, szytych na miarę ubraniach? Kto z Was ostatnio spędził przyjemne popołudnie na wybieraniu wełny na sukienkę, przeglądaniu wykrojów ? Tak, nie lubimy czekać po dwa tygodnie, chodzić na przymiarki, kupować czegoś w ciemno? Wolimy szybko, tanio, bez zobowiązań. Tylko niech nas potem nie dziwi, że dokładnie tak własnie wyglądamy. Łatwiej jest kupić litrowe lody w Żabce i zjeść je łyżką na kanapie, oglądając 40. odcinek Chirurgów zamiast szukać przepisu by zrobić  je samemu. Ale od kiedy tylko pamiętam słowo „łatwiej” nie było synonimem słowa „lepiej”. Ulegamy pewnej ułudzie, że kupujemy tanio. Co z tego, jeżeli kupujemy więcej i więcej niepotrzebnych nam produktów. Większość z nich jest tylko na chwilę, na sezon, a za pół roku znowu trzeba będzie kupić jakiś zamiennik. I jeżeli uczciwie usiądziemy do rozrachunku spotkamy się w słynnym punkcie pod tytułem „nie stać mnie na tanie buty”.

Ten baner uświadomił mi, że wcale nie mam ochoty jechać z tymi ludźmi do „centrum”. Mam ochotę rzucić te dwie torby i pójść pieszo na zupełne peryferia. Wysiadam sama. Mój przystanek tramwajowy nie jest specjalnie uczęszczany. Wracam do domu, bo zdrzemnąć się na chwilę, by dać wytchnienie neuronom. Odwaliły kawał dobrej roboty.

Nie chcę, żebyście myśleli, że próbuję wynosić ubrania do jakiś mega życiowych wartości. Nie, dla mnie to też TYLKO ubrania. Ale jednak wiem, że po drugiej stronie podszewki stoi osoba, która to ubranie szyła własnymi rękami. Stąd bardzo lubię szycie na miarę, na zamówienie u konkretnych osób, które mogę poznać, z którymi mogę porozmawiać, które robią to co lubią, szyją z pasją i kreatywnością. To bardzo miłe uczucie, kiedy trzymam w ręku spódnicę, jak tą od Basi i wiem, że uszyła ją Basia, bo chciałam, żeby to właśnie ona ją uszyła.

Jeżeli macie ochotę na taką lub podobną kieckę to zapraszam Was na stronę krakowskiego sklepu Swing It. Jego asortyment cały czas się poszerza. A jak już wiecie marzy mi się tańczenie swinga i wierzę, że kiedy dzieci trochę podrosną, spełnię swoje marzenie. Póki co jednak pozostaje mi się cieszyć pięknymi ubraniami do tańca, nucąc pod nosem:

Swing, swing, swing, swing
Everybody start to swing 
La-dle-la…whoa-ho-ho, 
Now you’re singin with a swing

 

Please follow and like us:

2 thoughts on “…a wpadłam tylko po makaron”

  1. Też widziałam tę reklamę i gdzieś podświadomie zwróciłam na nią uwagę. Na szczęście, jestem dość wybredna i chyba tylko dzięki temu zakupoholizm mnie tak nie wciągnął (większość ubrań w sieciówkach po prostu mi się nie podoba). Wydawało mi się, że lekarstwem na takie konsumpcjonistyczne podejście jest kupowanie w second-handach, ale okazuje się, że niekoniecznie. Ileż to razy wyszłam z lumpeksu z siatką ubrań, z których połowa zalegała potem w szafie, bo zupełnie do niczego mi nie pasowały… No ale skoro tak tanio, to szkoda nie kupić. Na szczęście te grzeszki drogo nie kosztują, łatwo jednak wpaść w taką pułapkę. Teraz trochę zmądrzałam i z bólem serca odkładam piękny ciuch, który nie jest w moim stylu lub nie będzie pasował do reszty garderoby. Skuteczne jest też (przynajmniej w moim przypadku) przyjęcie pewnych kryteriów dotyczących składu na metce. Piękny, mięciutki sweterek 100% akryl? Nie, dziękuję. Bluzka z mieszanki wiskozy i poliestru? Odwieszam. Tym sposobem zaoszczędziłam sporo pieniędzy – i frustracji związanej z szafą wypełnioną nędznej jakości szmatami 😉
    Szycie na miarę brzmi super, ale jak na razie często przekracza moje możliwości budżetowe. A marzy mi się skrojona na miarę sukienka lub wełniany płaszcz 🙂
    Spódnica od Basi bardzo ładna, pasuje do takiej jesiennej sesji zdjęciowej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *