Derby- swobodne buty z otwartą przyszwą

Moda

W zeszłym tygodniu było o jesiennych materiałach, które zapewniają nie tylko ciepło, komfort, ale są wyznacznikami niewymuszonej elegancji i szyku. Co dla mnie obok rodzaju tkanin jest wyznacznikiem luksusu ? Dla mnie są to klasyczne buty.

Dobre, zadbane buty mogą uratować niejedną nietrafioną stylizację, a źle dobrane buty zepsują efekt najwspanialszej kreacji. Jak więc kupować, jak dobierać buty do ubioru? Tej jesieni zaplanowałam kilka wpisów o klasycznym obuwiu, gdyż im więcej wiemy tym mniej błędów popełniamy. Był już wpis o monkach, dziś nadszedł czas na derby. Ale zanim przejdę do sedna podaję kilka zasad, którymi się kieruję przy zakupie nowej pary butów:

1. Przestałam kupować „potworki”. Buty w kwiatki, z kokardkami i dziurkami może i są zakupem będącym „na czasie”, ale na pewno nie w dobrym stylu. Bo dobry styl nie jest krzykliwy, przyciągający uwagę. Bo dobry styl jest ponadczasowy. Wybieram kroje klasyczne i proste.

2. Poznałam dokładnie rozmiar swojej nogi, przez co świadomie wybieram buty, które są smukłe i ładnie dopasowane do nogi.

3. Nie kupuję butów w krzykliwych kolorach i czarnych (tu wyjątkiem są monki ). Wybieram buty brązowe, szare, bo takie pasują do zawartości mojej szafy. Często słyszę, że czarne buty są najlepsze, bo do wszystkiego pasują. Nie jest to prawdą. Czarne buty mogą być ładnym dopełnieniem kreacji, ale nie każdej.

4. Nie kupuję kompulsywnie, dokładnie zastanawiam się jakich butów potrzebuję. Nie kupuję szpilek na jedrozową imprezę, ale wybieram takie, które pasować będą także do innych stylizacji. Kupuję nie na sezon, ale na lata.

5. Stawiam na jakość, bo zapewnia ona mój komfort noszenia. Lubię buty zadbane, a tylko na dobrej jakości skórze udaje się otrzymać efekt „lustra”. (Kasia Ty szyderco!, wiem co sobie pomyślałaś! Jeszcze make up’u nie robię przeglądając się w czubkach moich butów, ale wszystko przede mną 🙂 ).

6. Pan Golis zapewnia moim butom dożywotnią opiekę ( prawidła, odpowiedni odpoczynek, czyszczenie).

A teraz przechodząc do sedna. Dziś o butach, które w stosunku do monków cechują się niższą formalnością. Oficjalnie zwane są „derbami” . Osobiście wolę ich mniej popularną nazwę „angielki”.

Co to za buty ?

W angielkach wszystko rozbija się o jeden zasadniczy szczegół- otwartą przyszwę. Co to znaczy? To znaczy, że przód buta z językiem uszyte są z jednego kawałka. Z kolei boki uszyte z innego kawałka, nachodzą na ten pierwszy tworząc rusztowanie dla sznurowania. Odwrotnością tej reguły są buty oxfordy, ale o nich innym razem.

Do czego nosimy derby?

Angielki w stosunku do monków ( kto nie pamięta odsyłam do poprzedniego wpisu) czy wspomnianych oksfordów leżą niżej w hierarchii formalności. Dodatkowo każda ozdoba zastosowana w obuwiu tego typu ( u  mnie jest to brogsowanie) obniża jeszcze ich stopień oficjalności. Derby świetnie pasują do wełnianych, flanelowych spodni, idealnie zgrają się również z wełnianą spódnicą i żakietem. Nie pogryzą się również z jeansami ( chociaż ja nie lubie tego połączenia).

Jakie są ich wady?

Są sznurowane. Niestety dla mnie stanowi to duży dyskomfort. Dodatkowo klasyczne angielki obowiązkowo wkłada się z użyciem łyżki do butów.

 

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *