elegancja w deszczowe dni – czyli kalosze w roli głównej

Moda

Poranek 5.40, wstaję…czuje się w zasadzie podobnie zmęczona jak wtedy kiedy zasypiałam. Dorobiłam się jedynie dodatkowego bólu barku śpiąc byle gdzie i dodatkowego bólu głowy śpiąc byle jak. Moje ciało próbuje dojść bezwiednie do migającego czerwonym światłem włącznika od ekspresu. Zaraz popłynie z niego życiodajna czarna ciecz. Na około słyszę głosy, coraz bardziej natarczywe. Nazywają mnie „mamą” i domagają się ode mnie więcej niż jestem w stanie zrozumieć. Ekspres zabulgotał, zaszorował…płynie…dolewam zimnej wody i łapczywie umaczam usta. Jeszcze minuta i znowu będę sobą.

Odsuwam żaluzje, a tam…deszcz. Myślę sobie- „przecież kochasz deszcz”. Odpalam po cichutku…

…Wybiegam jak zwykle spóźniona z domu, bo zamiast zająć się wychodzeniem, zajmuje się wszystkim innym włączając w to w szczególności odkurzanie i zmywanie kabiny prysznicowej. Poranne nakręcenie i gonitwa osiągają zenit. Ale za drzwiami uderza mnie orzeźwiający i lepki chłód. Zostawiam cały pęd, rozgardiasz i wszystkie niezałatwione sprawy. Chłód wdzierający się do mojej głowy łagodzi całe rozedrganie. Lubię ten stan. Deszcz puka w mój czarny parasol i szepcze, że „wszystko jest już dobrze”. Kalosze uderzają miarowo w betonowy chodnik.

Kalosze- nie wyobrażam sobie bez nich deszczowej pluchy.  

Na co dzień jestem wielbicielką skórzanych butów, odpicowanych na błysk. Ale nie zakładam ich w deszczowe dni, tym bardziej, że część z nich ma skórzaną podeszwę. Mój wybór wtedy zawsze pada na kalosze. Zakupiłam je jesienią rok temu. Długo je wybierałam, chociaż od dawna wiedziałam jak powinny wyglądać. Chciałam, żeby służyły mi na lata i nadawały się nie tylko na spacery z dziećmi, ale też do pracy. Jakkolwiek śmiesznie by to nie zabrzmiało, gumiaki były moimi pierwszymi eleganckimi butami.

Na co zwrócić uwagę wybierając kalosze? 

  • rozmiar – z racji tego, że kalosze wykonane są z materiałów sztucznych, w żaden sposób nie dopasują się do stopy. Zbyt małe będą nas uciskać. W za dużych z kolei nasza noga będzie się przesuwać, powodując otarcia w stałych miejscach.
  • wyściółka wewnętrzna– guma, PCV, kauczuk nie oddycha. Nieustanny kontakt ze sztucznym materiałem powoduje, że stopy się pocą. Warto poszukać butów wyłożonych chociaż w minimalnym stopniu naturalnym włóknem.
  • wywietrzniki– jeżeli nie zamierzamy w kaloszach pływać, warto zadbać o odpowiednią wentylację. Bardzo wzmocni ona komfort noszenia. Część kaloszy posiada wbudowane powyżej kostki kawałki materiału, membrany, które są przepuszczalne. Trzeba tylko o nich pamiętać, kiedy zanurzamy się po uszy w kałuży, bo potop buta murowany. Sprawdziłam to na sobie, kiedy wraz z dziećmi nieopatrznie weszłam na „głęboką wodę” 😉
  • podeszwa o dobrej przyczepności– jeżeli myślimy o chodzeniu w kaloszach późną jesienią lub zimą, kiedy zdarzyć może się przymrozek, to dobra podeszwa jest podstawą.
  • fason– chociaż projektanci przepychają się w krojach, kolorach, a nawet ich braku, a świat widział już kalosze na szpilce, przezroczyste i w formie trampek, to warto postawić na klasykę zarówno w kolorze jak i w kroju.
  • błysk/ mat– żadne nie mają przewagi więc możemy zasugerować się wyłącznie własnymi preferencjami.

Jeżeli kupować to z jakiej firmy?

Najlepiej zdecydować się na firmę specjalizującą się w tego rodzaju obuwiu. Najbardziej znana jest firma Hunter, której historia sięga roku 1856. W tym roku właśnie dwóch amerykanów (Henry Lee Norris i Spencer Thomas Parmelee) przyjechało do Szkocji, by rozpocząć tam produkcję butów. Pozycja firmy na rynku wzmacniała się przez lata dzięki produkcji kaloszy dla żołnierzy podczas I i II wojny światowej. A po wojnie powstawały coraz to nowsze modele, w tym również pierwsze kalosze ortopedyczne. Wybierając Huntery musimy się jednak liczyć z kosztem rzędu 300-700 zł.  Godną polecenia jest również szwedzka firma  Tretorn sięgająca swą tradycją XIX wieku. Tutaj kupimy kalosze w przedziale cenowym 150-300 zł.

Wychodząc w poszukiwaniach poza Europę docieramy do Kolorado i jakże dobrze znanej nam firmy Crocs. Firma bardzo młodziutka, rozpoczęła swoją działalność w 2002 roku. Pamiętam jak około 7 lat temu cały szpitalny świat oszalał na punkcie plastikowych butów z dziurami, z opcją dodatkowych ozdób- wpinek. Pomyślałam wtedy- „ochyda”. Od tego czasu firma co roku zmienia design kolejnych kolekcji, dążąc do coraz zgrabniejszych i bardziej opływowych kształtów. Od kilku lat również możemy podziwiać na ulicach ich urocze kalosze z dziurką ( około 150-250 zł).

A TERAZ POLSKA: Zetpol i Demar – dwie firmy wiodące prym na krajowym rynku, z 30- letnią tradycją. Pierwsza z nich produkuje głównie obuwie dziecięce, ale w drugiej znajdziecie kalosze w niskiej cenie ( 50 zł) i dzikich kolorach. Z ciekawostek to właśnie Demar dostarcza obuwie dla naszego wojska.

Jest w czym wybierać. Jeżeli nie satysfakcjonują Was te firmy, zachęcam do przegrzebywania Zalando i eobuwie.pl. Ja głównie z uwagi na krój zdecydowałam się odstąpić od reguły zakupu w renomowanej kaloszowej firmie. Nie żałuję.

A co jeśli nie kalosze ?

Wiem, że niektórym ciężko przekonać się do elegancji zamkniętej w gumowym bucie. Dla nich stworzony został wspaniały wynalazek. Chociaż w zasadzie jest on powrotem do korzeni. Tak, pierwsze kalosze były nie tyle obuwiem, co nakładkami na buty. Nie chroniły zatem nogi, tylko codzienne buty przed zniszczeniem. Jeżeli zatem należycie do tej grupy elegantów i dandysek, możecie sprawić sobie takie kalosze na buty. Po dojściu do pracy można je ściągnąć i cieszyć się niezniszczonym, suchym obuwiem skórzanym przez cały dzień. Łatwo schować je do torebki i nakładać wtedy, kiedy są one na prawdę potrzebne. A producenci twierdzą, że dodatkowo mają funkcję polerowania zasadniczego obuwia podczas chodzenia. Nie wiem, gdyby miały jeszcze funkcję masażu stóp, pewnie wzięłabym pod rozwagę ich zakup.

(Fot: www.shoepassion.pl)

Jak dbać o kalosze?

Żeby wyglądać elegancko musimy pamiętać o tym, że deszczowa pogoda nie zwalnia nas z czyszczenia butów. I jeżeli spoglądasz na swoje kalosze z nutą lenistwa, że skoro pada, to i tak nie będzie widać zabrudzeń, to droga myślowa, która podążasz jest bardziej niż niepoprawna  😆 . Kalosze również wymagają przetarcia po użyciu. Pozostawiony na nich brud, resztki błota i kwaśnego deszczu niszczą gumę, zmatawiając jej powierzchnię. Pamiętajcie też, aby nie przechowywać gumiaków np. na balkonie, gdzie narażone będą na ciągłe promienie słoneczne. Ciepło, słońce powoduje ich odbarwianie się.

Jak mają się Wasze kalosze tej jesieni? Może tęsknią za odrobiną elegancji?

 

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *