I coż z tego, że Black Friday?

Lifestyle Moda

Gdzie nie spojrzę, docierają do mnie informacje o zbliżającym się „Black Friday”, jakby chodziło tutaj o najważniejsze wydarzenie roku. Kupujący czekają już w blokach startowych, kiedy tylko padnie wystrzał wszyscy wbiegną do sklepów albo zasiądą przed monitorem, by kliknięciem myszki ustrzelić wirtualne łowy. Sprzedawcy zacierają ręce, ciesząc się na potencjalny zysk. Inni tłumaczą się dlaczego są w stanie opuścić tylko 10%, które wygląda nijak przy bijących je na łeb na szyje ryczących zewsząd czterdziestkach, czy pędzących przez ekran osiemdziesiątkach, już nie mówiąc o 90 %, zbyt pięknych, by mogły być prawdziwe.

Nie chcę wychodzić tutaj na gderająca, starą ciotkę, która chce wszystkim zepsuć zabawę, ale zaczęłam się zastawiać nad tym całym napompowanym szałem, nad tymi cenami obniżonymi o 50, 70 czy 80%. Jako, że jest to blog modowy skupię się więc tutaj na branży odzieżowej. Nasze doświadczenie z torbogami pokazało mi jak trudno jest konkurować z masową produkcją. Zakładając, że na każdym etapie od pomysłu, przez produkcję, marketing i sprzedaż każdy miałby być godnie wynagrodzony, nie da się zejść poza pewną granicę cenową. W Black Friday wszystko wydaje się jednak możliwe. Nikt jednak nie da ci niczego za darmo, najprawdopodobniej nawet te najbardziej spektakularne obniżki wciąż przyniosą sprzedawcom zysk. Nasuwa się więc pytanie ile za produkcję tych ubrań zapłacono osobom, które fizycznie je uszyły, skoro sprzedanie ich za 80 % ceny początkowej wciąż sieciówkom się opłaca. To jednak tylko jeden aspekt czarnego piątku i tych, którzy jeszcze nie czytali odsyłam do mojego artykułu sprzed kilku miesięcy: Fair Trade, czy moda powinna być społecznie odpowiedzialna.

Drugą rzeczą, która mnie zastanawia jest ilość ubrań, które tego dnia zostaną kupione tylko i wyłącznie ze względu na promocyjną cenę. Nie z potrzeby, bez rozwagi, kompulsywnie, ze świadomością „ile dzisiaj zaoszczędziłem”(by zrozumieć tą pokrętną matematykę, zajrzyjcie do tekstu Jak zaoszczędzić 40 tys. złotych) Ile z tych ubrań trafi w czeluście szaf, by światło dzienne ujrzeć ponownie w drodze do kontenera? Ile z nich rozciągnie się, rozpadnie czy zmechaci po pierwszym praniu?

I tym sposobem stałam się gderajacą, starą ciotką. Pozdrawiam Was z mojego bujanego fotela, gdzie pijąc herbatkę wygłaszam prawdy absolutne. No jak już musicie to sobie w ten piątek coś kupcie. Tylko, żebyście potem nie żałowali. Żeby nie było, że nie mówiłam!

Please follow and like us:

1 thought on “I coż z tego, że Black Friday?”

  1. Jest jeszcze jeden aspekt – skoro sklepy decydują się sprzedać coś taniej, to znaczy, że cena wyjściowa jest mocno naciągnięta. Jeśli już coś kupuję w sieciówkach (od czego zresztą staram się odchodzić), to z reguły na przecenach – bo wtedy cena jest w ogóle akceptowalna, biorąc pod uwagę jakość tych rzeczy…
    Jeśli chodzi o black friday, to staram się tego dnia unikać sklepów. Raz przez przypadek trafiłam i było to straszne – dziki tłum w amoku przerzucający wieszaki z odzieżą, hałas, bałagan… Trudno w takich okolicznościach o racjonalne decyzje, a specjaliści od marketingu z pewnością doskonale o tym wiedzą, kreując tę atmosferę zakupowego szaleństwa.
    Co ciekawe, wiele osób uważa bójkę w Lidlu/Biedronce o mikser czy słynnego karpia za przejaw typowo polskiego cebulactwa i januszostwa, a wystarczy wyszukać w sieci nagrania ze sklepów w USA czy UK, żeby przekonać się, że to jest po prostu mroczna strona ludzkiej natury 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *