A dokąd?

Lifestyle Z podróży

Decyzja o pisaniu bloga, jak możecie przeczytać w zakładce „o witrynie” była bardzo spontaniczna. Pamiętam, że deszcz walił miarowo w szklany sufit wynajętego mieszkania w Marrakeszu i nikt z nas nie potrafił się z niego cieszyć, mimo, że nasz kierowca Mustafa  powtarzał uśmiechnięty „W Maroko tak rzadko deszcz, wszyscy szczęśliwi”. Nietrudno było zrozumieć jego perspektywę, trudniej jednak współodczuwać, kiedy przyjechało się  wiedzionym potrzebą ciepła i słońca z ogarniętego szarugą Krakowa.

Nie wiem czy pomysł wyszedł od Eweliny czy od Pana Golisa, a może od obydwojga? Pan Golis w każdym razie od dłuższego czasu siedział po uszy swojego kaszkietu w świecie męskiej elegancji i blogach traktujących o niej i wydawało nam się wtedy, że próżno szukać czegoś takiego w kobiecym wydaniu. Nie, że kobiecych blogów modowych nie ma, bo oczywiście jest ich całe mnóstwo. Ale chodziło nam o takiego bloga pisanego z trochę dojrzalszej perspektywy, o klasyce i z treścią wykraczającą odrobinę poza „dzisiaj ubrałam białą koszulę i czarną spódnicę”, no i z „modelkami”, które albo rozmiar 34 mają za sobą, albo jak to się ma w moim przypadku nigdy nie były nawet w jego pobliżu.

Myślę, że wiem czemu jesteśmy tutaj we dwie, czemu Ewelina zaproponowała mi wspótworzenie tego wszystkiego. Jak zapewne się domyślacie przyczyną nie była moja powalająca wiedza o świecie mody czy zachwycające wyczucie stylu. Myślę, że przede wszystkim to, że Ewelina wiedziała, że jak się do tego „zapalę” to to wszystko popchnę do przodu. Bo co jak co, to lokomotywą pomysłów różnorakich to ja być potrafię, a najwięcej pewnie mógłby o tym powiedzieć pan Boberek, który już od 6 lat musi momentami mnie swoim racjonalizmem hamować, cobym w mur głową nie waliła. Drugą stroną medalu jest to, że moja lokomotywa lubi szybko gasnąć i trzeba jej cały czas „dokładać” do pieca. Niewątpliwie prowadzenie bloga w tandemie jest tutaj bardzo pomocne, bo z reguły kiedy ja tracę wiarę w sens tego przedsięwzięcia, ma ją Ewelina, kiedy ona ją traci, nagle ja zaczynam ją mieć i wygląda na to, że całkiem dobrze napędzamy się wzajemnie. Chodź przyznam szczerze, najlepszym paliwem są wiadomości i komentarze od was. Nic nie cieszy bardziej niż to, że twoje pisanie wywołuje reakcje. Bo to wspaniałe uczucie kiedy czytasz list dołączony do zamówionych naklejek na słoiki, w którym, ktoś kogo osobiście nie znasz pisze, że „bardzo lubi Silk&Wool”, kiedy ludzie wyznają, że kupili berety i nawet wysyłają ci w nich zdjęcia, kiedy ktoś pisze, że „płakał przy twoim tekście”, albo dostajesz smsa od koleżanki: „Już się tak kochana nie denerwuj” (po tekście Są takie miejsca). Ktoś zrobi sobie kakao i puści Muminki, a ktoś inny powie, że czyta się nas jak „Wysokie Obcasy”. I wtedy:

Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd?

Drugą przyczyną, dla której jak mniemam tutaj jestem jest to, że Ewelina zobaczyła drogę, którą przeszłam w (nazwijmy to patetycznie )”rozwoju mojej kobiecości”. I ja widzę to samo u Eweliny. Znamy się już tak długo i jak ostatnio stwierdziłyśmy „nigdy nie czułyśmy się i nie wyglądałyśmy lepiej”. Pewnie, że mamy gorsze dni, śpimy za mało, dzieci wyprowadzją nas z równowagi, praca dostarcza stresu, cyferki na wadze są wprost proporcjonalne do ilości zjadanej tygodniowo czekolady, ciało ma rozstępy i wielkie blizny po cesarkach. Ale nigdy nie było lepiej. Pierwszy raz od 30 lat potrafię spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się do tej kobiety po drugiej stronie. Do całokształtu jej twórczości. Myślę, że jest wiele kobiet, które wciąż odczuwa potrzebę, żeby przez tą drogę przejść. Pociąg o nazwie Silk&Wool z przyjemnością chciałby was tam zabrać. Może nie jest to pendolino, albo nawet Lux torpeda, może się wydawać, że czasami jedziesz wieki tym zwyczajnym interregio i ten krajobraz za bardzo się nie zmienia. Ale myślę, że warto wsiąść. Zobaczymy dokąd nas wszystkich zaprowadzi?

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *