Sukienka, hiperinflacja i wszystko to czego nie wiecie o swoich rodzicach

Moda

Może pamiętacie, że jakiś czas temu wykorzystałam zdjęcie z wpisu Jak zaoszczędzić 40 tys. złotych w konkursie organizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Zero Waste #proudtorefashion. Do dzisiaj trudno mi w to uwierzyć, ale chyba pierwszy raz w życiu coś wygrałam. Nagrodę mogłam wybrać  ze sklepu Celebrity2use. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym miejscu, a jest to naprawdę ciekawa inicjatywa w nurcie slowfashion. To sklep internetowy, w którym możemy kupić używane ubrania i dodatki podarowane przez znane osoby – aktorów, muzyków, dziennikarzy. Część zysku przekazywana jest na cele społeczne. Mimo, że nigdy świat celebrytów nie był w centrum moich zainteresowań, to myślę, że jest to fajny pomysł. Sukienka, którą możecie zobaczyć na dzisiejszych zdjęciach jest właśnie rzeczoną nagrodą i zanim trafiła  do mnie należała do Anny Czartoryskiej.

Bardzo często noszę ubrania używane, ale chyba pierwszy raz wiem, kto nosił je przede mną. Zastanawiałam się jaka historia, wspomnienia, emocje mogą stać za ubraniem. Czy w tej czerwonej sukience jakaś dziewczyna jechała w Londynie czerwonym autobusem na randkę z ukochanym, który okazał się potem niewart ani czasu ani sukienki? A może w tej białej koszuli, ktoś zdawał egzamin, nerwowo skubiąc żabot i potem miał ochotę krzyczeć jak p. Kołaczkowska „Doceńcie,doceńcie!”? Czy w tym wełnianym swetrze ktoś spacerował w chłodny poranek ulicami Sztokholmu albo pił kakao w Mumin Kaffe?

Ewelina opowiadała mi jakiś czas temu o projekcie „Jedna sukienka, sto kobiet”. Jak nazwa wskazuje akcja polegała na tym  (albo polega, bo może wciąż trwa), że sukienka wędruje z rąk do rąk, a do niej dołączony jest dziennik, w którym każda z tymczasowych właścicielek sukienki pisze o tym co wydarzyło się w ten dzień, w który miała sukienkę na sobie, albo w ogóle to, co uzna za stosowne. Jakżebym chciała dostać ten dziennik w swoje ręce. Ja, podsłuchiwacz i złodziej cudzych historii. A, że sukienka wpływ na życie ludzkie mieć może i to różny, wystarczy posłuchać Fisza i jego „Czerwonej sukienki”.

Do paczki z sukienką Anny Czartoryskiej nikt nie dołączył dziennika, ale gdyby tak było to, co bym w nim napisała? Może najpierw to, że pan Boberek zobaczywszy mnie w sukience musiał najpierw sprawdzić w wikipedii kim jest Anna Czartoryska, po czym zadumał się nad pięknem herbu z pogonią litewską, żeby następnie oglądać zdjęcia zespołu pałacowego w Konarzewie. Zdjęcia do tej sesji robiliśmy bynajmniej nie w Konarzewie, ale w Międzyrzeczu, w lesie koło domu moich rodziców. Kiedy z lasu wróciliśmy, piliśmy kawę i grzane wino z moimi rodzicami i tak między ciastkiem a pierniczkiem zaczęliśmy rozmawiać o hiperinflacji. Wtedy tata powiedział do mamy: „Pamiętam jak mama była na ciebie wściekła, kiedy za pieniądze z książeczki oszczędnościowej kupiłaś sobie sukienkę. Babcia oszczędzała tyle lat, a przez inflację starczyło tylko na kieckę”. Mama w mig sobie przypomniała, że sukienka była przywieziona z Turcji i miała takie czarno-białe maziaje na górze. „Tak, ta sukienka była bardzo sexi, bo to taka miniówa była” – powiedział z romarzeniem w oczach tata. I było w tym spojrzeniu to wszystko czego zwykle nie wiemy o swoich rodzicach, to całe życie zanim pojawiliśmy się my. Oto do czego może doprowadzić hiperinflacja i sukienka.

W dzień, w który ubrałam na siebie sukienkę ze zdjęcia było mroźno, chyba z minus 6. Więc pamiętam, że było mi zimno i kiedy zdjęłam kurtkę krzyczałam do Wiktora, żeby „zrobił to szybko!” Ale Ewelina mówi, że wcale tu tego mrozu nie widać.

Kiedy za kilkadziesiąt lat spotkamy się przy stole, nasi synowie będą już dorośli, a ja zapytam: „pamiętasz tą sukienkę od Anny Czartoryskiej, którą wygrałam w konkursie?”, „no pewnie, że pamiętam” powie pan Boberek, „ależ ona miała dekolt! To była prawdziwa sukienka na minus 6”. I spojrzy na mnie tak, jak patrzył wtedy, a nasi synowie sobie pomyślą, że to jest właśnie to, czego nie wiedzą o swoich rodzicach.

Please follow and like us:

7 thoughts on “Sukienka, hiperinflacja i wszystko to czego nie wiecie o swoich rodzicach”

  1. Urocza sukienka i ładnie opowiedziana historia, miło się czytało. Faktycznie, zdjęcia bez kurtki wyglądają, jakby było chyba z 15 stopni – no, gdyby uciąć buty 😉 Chyba bym zamarzła, gdybym miała zdjąć płaszcz na takim mrozie 😛
    Ciekawe inicjatywy z tymi ciuchami od celebrytów i z sukienką z dziennikiem – to drugie skojarzyło mi się ze „Stowarzyszeniem wędrujących dżinsów”, które czytałam jako nastolatka 🙂

    1. To było w sumie kilka sekund:) Wiktor mnie pożałował i szybko pstrykał. „Stowarzyszenie wędrujących dżinsów” brzmi dobrze – warto przeczytać czy jestem już na to za stara?:)

      1. Szczerze, to nawet nie pamiętam za bardzo fabuły – tylko to, że było kilka przyjaciółek, które miały wspólną parę dżinsów, nosiły je na zmianę i chyba zapisywały związane z nimi wydarzenia 🙂 Nie jest to raczej literatura wysokich lotów, tylko czytadełko dla nastolatek, ale oczarowała mnie wtedy idea przekazywania jednej części garderoby jako symbolu przyjaźni, takiej nici łączącej te dziewczyny 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *