Mróz, trup i choinka

Lifestyle

Remigiusz Mróz twierdzi, że każdy z nas ma w sobie przynajmniej jedną nienapisaną książkę. Pomysły na swoje, jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy znajduje ponoć wszędzie. Do tego dokłada dyscyplinę i pracowitość, która sprawia, że stał się prawdziwą hurtownią słowa. To wniosek płynący z książki „O pisaniu na chłodno”, którą Golisy podarowały mi na urodziny.

Z moją weną było ostatnio krucho, nie mówiąc już o nawet elementarnym zaangażowaniu. Świąteczne rozpasanie i melancholijna aura wpędziła mnie w pisarski letarg. Na szczęście obudził mnie z niego iście stachanowski zapał pana Remigiusza i jego wiara we mnie, które to sprawiły, że zaczęły mnie swędzieć palce, a Elocomu nie było w pobliżu. Nie mogłam więc zrobić nic innego jak zasiąść przed klawiaturą i puścić wodze fantazji.

Pan Mróz ma rację. Zainspirować może nas naprawdę wszystko, a wydarzenia około-świąteczne, zwłaszcza te z 24 grudnia 2018 roku dostarczyły mi materiału na co najmniej kilka powieści.

Podziemny parking, półmrok, otwierają się drzwi windy. Na środku stoi porzucona, niebieska walizka. Michał rozgląda się, ale nie widzi nikogo, nie słyszy żadnego dźwięku poza swoim przyspieszonym oddechem. Co może być w środku? Kto mógłby zostawić tutaj tą walizkę? Kim jest Michał? Tego nie wiemy, wiemy natomiast, że walczy ze sobą. Otworzyć i zajrzeć do środka? A może od razu dzwonić po antyterrorystów? Tak, moi drodzy, najpierw 45 min pakowałam świąteczne kreacje, z myślą, że może zrobimy jakieś zdjęcia i napiszę post. A tutaj kicha, ja pojechałam, walizka została. Czyż nie jest to dobre otwarcie dla tej historii?

Potem było już tylko lepiej. Trup ścielił się gęsto. Najpierw rybi, w postaci karpi. Teść ze szwagrem planowali zrobić to jak tradycja nakazuje, młotkiem i nożem. Natomiast szyki pokrzyżował im Tadzik, który postarał się o to, żeby karpie umarły w bardziej humanitarny sposób. Na zawał serca, po tym jak puścił im „bąbelki” czyli załączył w wannie jacuzzi. Myślę, że natchniona tą z życia wziętą historią, spokojnie mogłabym napisać thriller ekologiczny. No wiecie, taki w stylu „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, bo jak już szukać inspiracji to tylko na najwyższej półce.

Potem nastąpiła rzeź choinki, przez dekapitacje. Teść powiedział Kenowi Adamsowi (aka. Pan Boberek- sam sobie wybrał ten pseudonim) i jego bratu, żeby ścieli czubek. Piątka dzieci z fascynacją obserwowała przez okno niemy film z dwójką bohaterów, drabiną i piłą mechaniczną w rolach głównych. Z pięciu małych gardeł wydobył się jęk niedowierzania, kiedy ścięta choinka poleciała przez płot do sąsiada. Przecież oni od 30 min czekają z piernikami w rękach. Połowy już nie ma, bo zjedli. Czy drugą połowę też będą musieli zjeść? Dwóch dzielnych drwali idzie do sąsiedniego domu w celu odzyskania drzewka. Wciskają dzwonek, odpowiada im tylko głucha cisza. Postanawiają wejść przez płot, w końcu idą po swoje. W ostatniej chwili zauważają jednak wielkiego bernardyna, strzegącego posiadłości. Rozdarci, nie wiedzą co zrobić. Czy podjąć ryzyko osierocenia pięciu małych chłopców? Czy pogodzić się z rozczarowaniem, jakie na pięciu twarzach wywoła zdanie: „Choinki w tym roku nie będzie”? Co wybrali? Odpowiedź znajdziecie w najnowszej książce Åsy Kristiansdotter (nie od dzisiaj wiadomo, że skandynawskie kryminały sprzedają się najlepiej).

Uwaga! Spoiler!

Ken Adams i Åsa Kristiansdotter szczęśliwie dożyli Wigilii. Świętowali radośnie z rodziną, położyli dzieci spać i poszli na pasterkę. Kiedy z pasterki wrócili, Åsa weszła do pokoju, gdzie rozkosznie chrapały małe bliźniaki. Chciała przykryć jednego z nich i sięgnęła pa kołdrę. Pociągnęła i natychmiast podskoczyła ze strachu. Wybiegła na korytarz i krzyknęła szeptem (żeby nie obudzić dzieci) „Ken! W naszym łóżku ktoś leży!”. „Zostań tutaj” – powiedział Ken i niezwlekając wszedł do pokoju. Zapalił światło i jego oczom ukazał się trup szwagierki. Na pierwszy rzut oka, mogłoby się wydawać, że szwagierka pomyliła pokoje i dzieci. Ale nic nie jest takie jak się wydaje. Starożytne inskrypcje znalezione w grocie Smoka Wawelskiego rzucą nowe, niepokojące światło na całą sytuację. Czy Åsa i Ken poradzą sobie z rozwikłaniem tej trudnej zagadki?

Ken Adams przyniósł kilka miesięcy temu książkę Remigiusza Mroza pt. „Ekspozycja” i dawno żadna książka nie wywołała we mnie tak wielu emocji. Trup na Giewoncie to naprawdę genialne otwarcie, ale potem jest tylko gorzej. Akcja pędzi tak szybko, że związek przyczynowo-skutkowy zostaje daleko w tyle. Cała Polska kocha Mroza, a ja po tej jednej książce straciłam ochotę na przeczytanie czegokolwiek innego tego autora. Nie wiem dlaczego, ale cały czas widziałam jakieś nieścisłości. Szkoda, ale pedantyzm mojego taty odziedziczyłam tylko pod kątem literatury. Na przykład denerwowało mnie to, że ojciec głównego bohatera „Ekspozycji” studiował na „Jagiellonce”, która jak wiadomo jest biblioteką, a nie uniwersytetem. Co najgorsze nikt nie rozumie tej mojej obsesji. No cóż z tego, że tak napisał? To taki nieznaczący detal. Wtedy przypomniała mi się anegdota mojego wujka, który trafił po studiach do wojska, do szkoły podchorążych i mieli tam podporucznika, który zapytał, któregoś z młodych żołnierzy:

– Gdzie studiowaliście towarzyszu?
– Na UJ, panie podporuczniku.
– Tak, znam. A na którym?

Wybaczcie, że ten tekst jest taki długi. Po prostu odkąd przeczytałam książkę Remigiusza Mroza „O pisaniu na chłodno” nie mogę przestać pisać.

Ciąg dalszy nastąpi.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Wasza Åsa Kristiansdøttær *

 

*Ken Adams uważa, że tylko przy użyciu takiej ilości szwedzkich i norweskich znaków diakrytycznych przekonam Polaków, że jestem skandynawską pisarką.

Please follow and like us:

4 thoughts on “Mróz, trup i choinka”

  1. 😀 nie pozostaje mi nic innego, tylko JAK ZWYKLE gorąco zachęcić Cię do kontynuacji pisania! 😀 Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że nie trzeba Ci skandynawskiego pseudonimu, bo naprawdę są lepsze kryminały niż te skandynawskie 😛 A ten się nieźle zapowiada! Tylko nie spal go moja droga w połowie, ja Cię błagam 😀
    Mróz- czyly książki nie teges, a podręcznik o pisaniu jak najbardziej? 😀

    1. Dziękuję Emilu. Nie wiem jednak czy mam w sobie dyscyplinę, żeby napisać tekst dłuższy niż 2 strony. Ostatnio udało mi się to tylko z pracą magisterską i tam faktycznie nie mogłam się już w pewnym momencie zatrzymać:) Co do Mroza, to ciężko mi mówić o wszystkich jego książkach, bo z tych fabularnych przeczytałam jedną i kilka stron drugiej i straciłam ochotę na czytanie czegoś więcej. Nie jestem też wielką fanką gatunku. Podręcznik o pisaniu wyjaśnił mi dlaczego tych książek nie lubię 😀 Trzeba jednak przyznać, że pan Remigiusz jest fenomenem. Jego produktywność jest powalająca.

  2. Bardzo mi miło:) Mogłabym powiedzieć to samo o Tobie, bo jestem od jakiegoś czasu stałą czytelniczką Twojego bloga. A co do Mroza, to mogłabym go co najwyżej nauczyć języka szwedzkiego, bo na to mam papier 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *