Pra-Anna

Lifestyle

Publikacja jej historii zbiegnie się z datą Dnia Babci jest to jednak raczej zbieg okoliczności niż zamierzony zabieg. A może to jednak ta zbliżająca się data stała się katalizatorem tego tekstu, który chodzi ze mną już od wielu tygodni?

Myślę o niej, kiedy mój syn Tadek pokazuje na zdjęcie swojego Pradziadka i woła „to jest pra…pra…Pra – Tadeusz”. Nie mam na imię Anna, ale ona jest moją Prababcią. Myślę o niej, kiedy w przedszkolu mojego syna czytam tekst na wywieszonej karteczce „Uwaga, w przedszkolu zgłoszono przypadek wszawicy”, bo pamiętam opowieści mojej Babci, że po kąpieli nacierała im głowy naftą, więc nigdy wszy nie mieli, nawet tuż po wojnie. Myślę, o niej, kiedy trafia mnie szlag, mam dość, albo wydaje mi się, że dłużej nie wytrzymam, bo moja trójka dzieci przy jej dziewiątce to żaden wyczyn.

Moja Babcia mówi o niej „Mamusia” albo „Matczysko Kochane” i lecą jej łzy po policzkach. Opowiada o niej ciągle te same historie. Opowiada też mój tato, dla którego była jedyną Babcią, i u której spędzał każde wakacje dzieciństwa, chowając się za stodołą w ostatni dzień sierpnia, żeby go nie zabrali z powrotem do miasta. „Te Ślązaki” mówiła na tatę i wujka, bo mieszkali w Tychach, a ona była z gór. Pewnie nie zdawała sobie sprawy, że na Śląsku oni byli co najwyżej „gorolami”.

Nigdy się nie poznałyśmy. Zmarła cztery lata przed moim urodzeniem. Czemu o niej dzisiaj pisze? Bo nie chcę, żeby jej życie było „zmiecione przez wiatr i wygnane z pamięci ludzi” nawet jeśli „plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi”.

Składam ją z kawałków opowieści a luki zapełniam prawdopodobieństwem. Widzę ją młodą i nieświadomą tego, co ją spotka i wiru historii, który ją poniesie. Przyszło jej żyć w ciekawych czasach, co może być przekleństwem. Widzę ją jak zaplata warkocz, jak biegnie po łące na Zarębkach, jak moczy nogi w Skawie. Jest zakochana po uszy, tak jak tylko młoda dziewczyna może kochać. W listonoszu, którego imienia nie znam. Żyje w czasach, kiedy rzadko wychodzi się za mąż z miłości. Liczą się morgi i decyzje rodziców. Nie wychodzi, więc za listonosza, tylko innego mężczyznę. Szybko okazuje się, że będzie to trudne małżeństwo, bo mąż przysypany w okopie pierwszej wojny światowej cierpi na straszne ataki padaczki, które właściwie uniemożliwiają mu funkcjonowanie i pracę. Więc ona pracuje za dwóch, a potem na czterech, bo pojawia się dwójka dzieci. Kamienista, nieurodzajna ziemia nie rodzi tyle by pozwolić im żyć, więc ledwo wiąże koniec z końcem, a czasem nie ma, co tym dzieciom dać. Widzę ją jak wraca do domu i niesie w ręku kubek mleka dla dzieci i przełyka łzy upokorzenia. Bo teściowa, do której przyszła o to mleko prosić, najpierw brudny palec do niego włożyła, ściągając śmietanę. Widzę złe spojrzenia, które ją dotykają na wiosce, kiedy jej mąż w ataku padaczki uderza potylicą o podłogę w chlewie i umiera. Słyszę te szepty, że „pewnie mu pomogła”. I tylko jej teść będzie na łożu śmierci błagał ją o wybaczenie, szepcząc: „Hanko, jam ci całe życie związał.” I co można na to odpowiedzieć?

Myślę o niej, zawsze kiedy słyszę jak ludzie mówią, że w złych czasach przyszło nam teraz żyć w tej Polsce. Widzę ją wtedy jak wraca na piechotę z Wadowic do domu 18 km, bo stać ją było tylko na bilet w jedną stronę. Pojechała rentę po mężu załatwić, ale dla wdowy po zwykłym żołnierzu przysypanym w okopie, II RP pieniędzy nie ma. Więc ona idzie na nogach, ponad trzy godziny, idzie, bo nie ma innego wyjścia, pewnie szybkim krokiem, takim jakim chodzi moja Babcia i takim jakim chodzę ja.

Widzę jak potem pojawia się w jej życiu mój pradziadek, Piotr. Jak światło w tunelu, jak szansa, ostatni ratunek? Z nim będzie miała pozostałą siódemkę dzieci. Ale jedno z nich umrze. Jedna dziewczynka dokładnie w tym czasie, kiedy urodzi się moja Babcia. Jak znosi śmierć dziecka? Czy ma w ogóle czas na żal i żałobę? Jest niewiele starsza ode mnie i zdążyła pochować dwie osoby. Czy dla ludzi, którzy przeżyli dwie wojny śmierć jest bardziej oswojona? Jest nieodłączną towarzyszką życia?

Ślub z Piotrem wezmą na progu Kościoła, bo ksiądz uzna, że są zbyt biedni, by składali przysięgę w środku. Pradziadek nigdy tego mu nie zapomni, a ten żal poniesie potem mój tata i odda go mnie. Dlatego, kiedy Franciszek będzie mówił o Kościele Ubogich, myślę o nich.

Moja Babcia urodzi się w przededniu II wojny. Kilka dni później mój Pradziadek ucieknie, bo ktoś rozpuści wieść, że Niemcy aresztują wszystkich mężczyzn. Ucieka na wschód i tam łapią go Sowieci. Stłoczony na jakimś placu usłyszy od ruskiego żołnierza: „Usz ty swojej żonki nie uwidzisz” i tak go to tknie, że ucieknie znowu, tym razem żeby do niej wrócić.

W czasie wojny będą próbowali przeżyć, garbując skóry, jak prawie wszyscy w ich wiosce. Anna będzie potem owinięta w te skóry jeździła do Zakopanego, żeby sprzedać je szewcom. Ma „swojego” konduktora, którego opłaca, żeby bezpiecznie dojechać do celu. Kiedy ten bez słowa podejdzie i odda pieniądze, ona wyskoczy z pociągu tuż przed stacją, żeby uniknąć kontroli i więzienia, albo czegoś jeszcze gorszego. W moim życiu zawodowym naczytałam się dużo o ludziach, wyskakujących z pociągu. Zawsze się zastanawiam co ona czuła tuż przed skokiem? Kiedy jest ten właściwy moment?

Z tych niebezpiecznych wypraw przywozi czasem paczkę dropsów dla dzieci. Dla każdego po jednym. Moja Babcia ma 80 lat i do dzisiaj opowiada o tym dropsie z namaszczeniem. Myślę, o tym, kiedy patrzę na umorusane czekoladą twarze moich dzieci, zjadających „Mieszankę Krakowską”. Czy to dla nich będzie warte zapamiętania?

Tuż po wojnie, kiedy powinno być już bezpieczniej Anna cudem unika śmierci. Wieczorem wpada do sąsiadki, żeby pożyczyć soli czy trochę nafty. Tam zastaje partyzantów, czy jak ich teraz nazywamy żołnierzy wyklętych, którzy tuż po wojnie postanowili zostać w lesie. Są pijani, jednemu z nich wypada pistolet i widzi to Prababcia. Nie zwraca na to szczególnej uwagi, wszyscy przecież wiedzą, że mąż sąsiadki w lesie siedzi. Wychodzi, ale oni w pijackim widzie ubzdurają sobie, że ona na pewno doniesie na nich na UB i trzeba ją zlikwidować. Kiedy przychodzą do jej domu i szukają jej w nocy, ona chowa się w sianie na dachu stodoły. Wie, że przyjdą, bo jeden z nich, nie potrafiąc przekonać swoich współtowarzyszy do absurdu tego pomysłu, postanowił ostrzec ją. Nie wiem jak miał na imię. Kiedy o nim myślę przypomina mi się żydowski midrasz, który mówi o tym, że do ocalenia świata, do czynienia go wciąż na nowo zasługującym na trwanie jest stała obecność w nim 36 sprawiedliwych. Myślę o nim jak o jednym z nich. Bo to dzięki niemu ósemka dzieci wciąż miała matkę.

Dzięki pieniądzom z handlu skórami i ciężkiej pracy na roli udaje się im w końcu wybudować dom. Resztę odłożonych pieniędzy Prababcia pali w piecu, bo komuniści wprowadzają denominację, a towarzysz Bierut dokładnie określił ile uczciwy obywatel wymienić gotówki może. Co wtedy myśli, kiedy te pieniądze, szansa dla jej dzieci, dla których ryzykowała tak wiele i tak ciężko pracowała obracają się w popiół? „Dał Pan zabrał Pan”?

Kiedy słyszę slogany typu „Siła Kobiet” to zawsze przed oczami mam Ją, mimo, że ze współczesnym feminizmem Ona za dużo wspólnego nie miała. Dlatego w ten dzisiejszy Dzień Babci będę myśleć o moich Babciach, Babciach moich dzieci i o Niej: Pra-Annie.

A Ty skąd przychodzisz?

Please follow and like us:

2 thoughts on “Pra-Anna”

  1. Bardzo się wzruszyłam.
    Ja swoje prabacie pamiętam (dwie tylko, ale za to jedną ze strony mamy a drugą taty).
    Pamiętam też historie, jakie mi opowiadały i jakie opowiadały ich dzieci.

    Jedna miała szczęście dożyć jesieni wraz ze swoim mężem.
    Drugiej mąż został aresztowany i zesłany na Syberię, gdzie do tej pory nie wiadomo kiedy zmarł i gdzie znajduje się grób.

    Też nie chcę, żeby ich historie zostały zapomniane i na pewno, jeśli kiedyś będę mieć dzieci, będę chciała przekazywać je dalej.

    1. Cieszę się, że emocje, które towarzyszyły mi przy pisaniu, udzielają się również czytającym:) Dziękuję za ten komentarz. Historie rodzinne to skarb, ja uwielbiam ich słuchać. Bardzo mi przykro z powodu twojego pradziadka. To były nieprawdopodobnie trudne czasy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *