Kiedy brakuje ci energii

Lifestyle

Pisałam Wam ostatnio o negatywnym wpływie zimy na moje samopoczucie. W dużej mierze wynika to z dużego przeciążenia pracą, infekcjami, pewnymi wysokimi standardami, które sama sobie narzucam. Łatwo w takiej sytuacji zgubić sens, wierząc, że wszystko jest w moich rękach i wszystko ode mnie zależy, że wszystkiego mogę się ustrzec i wszystko przewidzieć. A kiedy życie wymyka się spod mojej kontroli, mam ochotę rzucić wszystko, uciec do Azji i zająć się sadzeniem ryżu. W mniej radykalnej opcji (kiedy przypomnę sobie, że w zasadzie poza sticky rice z mango, nic z kuchni azjatyckiej mi nie smakuje) mam ochotę zredukować do minimum wszystkie niepotrzebne aktywności, a czas który na nie poświęcam przeznaczyć na sen. Ewentualnie w najbardziej radykalnej opcji, mam ochotę się zdematerializować tu i teraz, ponieważ nie znajduje w sobie siły napędowej na podjęcie jakiejkolwiek decyzji.

Mogłabym napisać o wielu znanych mi sposobach optymalizacji swojego czasu, o tym jak wykrzesać z siebie jeszcze więcej i więcej, o tym jak pogodzić pracę, dom, relacje z bliskimi i nie zatracić w tym siebie. Od studiów „tresowana” jestem hasłami, że należy żyć intensywnie, że nie ma zmęczenia, którego nie da się pokonać. Doskonale pamiętam stwierdzenie naszego asystenta, odliczającego czas do kolokwium, które miało być za 5 dni, uznał, że „na pewno zdążycie, zostało przecież 10 dni- 5 dni i 5 nocy” , a także to, że „każdy wolny moment powinniście wykorzystywać na naukę, nawet czekając na tramwaj możecie otworzyć czasopismo medyczne”. Doskonale znam historie o tym, jak moi starsi koledzy dyżurowali w SOR od piątku do niedzieli ciągiem, dopóki sami nie wymagali podpięcia do kroplówki. Pominę już ilość wymagań jakie nakłada na nas rodzicielstwo ( o zgrozo najważniejsze z nich- zachować stoicki spokój), ale wiem, że znacie to z autopsji. Oczywiście to prawda, że możemy więcej niż nam się wydaje, a nasze ciało zaprojektowane jest tak, by w wyjątkowych sytuacjach móc sprostać większym wyzwaniom. Ale jakim kosztem?

W końcu dochodzę do ściany, mój mózg przesycony jest hałasem, moja przestrzeń operacyjna doznaje przebodźcowania albo wprost przeciwnie odczuwam przewlekłe otępienie. To już ostatni dzwonek, a może jest już nawet po dzwonku. Wyłączam transmisję danych, zarówno tych w głowie, jak i tych w smartfonie, biorę głęboki oddech i przestawiam się na tryb „odpoczynek”. W tym trybie nie ma już wielkich słów wielkich asystentów, nie jestem ani lekarzem, ani mamą, jestem człowiekiem, który poszukuje w sobie dziecka.

A Wy jakie macie sposoby na reset? Jak wygląda Wasz tryb „odpoczynek”? Chętnie wypróbuje, chwycę się każdej liny, by przetrwać tą zimę.

Please follow and like us:

1 thought on “Kiedy brakuje ci energii”

  1. Jak mnie wnerwiają hasełka o „życiu intensywnie” i te motywacyjne pierdoły, że jak się chce, to wszystko można. Nie można! Ja kiedyś przeholowałam i wiem, jak to jest.
    Jesienią i zimą najchętniej nie wychylałabym nosa z domu (i czasem tak robię, bo mogę) i spała po 12 godzin na dobę… U mnie na jesienno-zimową chandrę i brak energii dobrze sprawdzają się ćwiczenia – na siłowni czy w domu, nie muszą być intensywne, ważne, żeby był ruch. A wiem, że to działa, bo np. rok temu ćwiczyłam i było dobrze, a w tym sezonie się opuściłam i odczuwam skutki.
    A na relaks – książka. Ważne, by jej tematyka była oddalona od naszej rzeczywistości, czyli fantastyka lub coś o dalekich krajach (Chiny <3). Kiedy za oknem zimno i brzydko, nic tak nie relaksuje, jak dobra książka, a do tego kubek herbaty i coś dobrego do jedzenia (najlepiej gorzka czekolada). A kiedy nie mam siły czytać, z pomocą przychodzą audiobooki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *