Mediolan – stolica mody?

Z podróży

Wybierając Włochy na nasz weekendowy wypoczynek kierowaliśmy się niczym innym poza ceną biletów lotniczych oraz dogodnymi godzinami odlotów i przylotów. Przyznam jednak, że uśmiechnęłam się do siebie w duchu, kiedy wybór padł na Mediolan. Wspaniale – pomyślałam- to kolejna po Paryżu stolica mody, a styczeń to czas wielkich wyprzedaży. Wywnioskowałam więc szybko, że garnitur i buty znajdę tam na pewno.  Pierwotnie zaplanowaliśmy w samym Mediolanie cały jeden z dwóch dni wyjazdu i przeanalizowaliśmy u rozlicznych blogerów ulice, którymi winniśmy podążać, żeby zrealizować nasze zakupowe plany.

Loty z Krakowa docierają nie bezpośrednio do Mediolanu, ale do oddalonego od niego o 40 kilometrów Bergamo. To miasteczko wybraliśmy na naszą bazę noclegową i skradło ono od razu nasze serca. Mieszkaliśmy na styku dwóch części miasta- położonej na wzgórzu historycznej Citta Alta i nowoczesnej pełnej życia dolnej części. Poza sezonem jest tam spokojnie, wprost idealnie aby ochłonąć, zatrzymać się, pomilczeć. Przechadzając się wśród starodawnych murów obronnych mieliśmy wrażenie, że cisza spoczywa tu na dachach domów, które stłoczone jeden obok drugiego prowadzą iście włoskie życie.

Ale wystarczyło przekroczyć progi starego miasta żeby zorientować się, że całe Bergamo przyszło właśnie tutaj, żeby wśród kamiennych uliczek, pełnych restauracji ogrzać się i najeść do syta. Zresztą sami przybyliśmy tutaj z tym samym zamiarem do poleconej nam restauracji, którą bardzo polecamy również Wam. Ristorante Pizzeria DaMimmo zaspokoiła wszystkie nasze kulinarne marzenia, a wisienką na torcie okazała się parmigiana, specjalność zakładu- zapiekanka z bakłażanem, która przygotowywana jest według tej samej receptury od 1956 roku przez jedną kobietę, żonę pierwszego właściciela restauracji, którą mieliśmy okazję poznać na recepcji przy wejściu.

Jeżeli podążycie naszymi śladami, koniecznie zarezerwujcie telefonicznie stolik, pozwoli Wam to ominąć tłum ludzi czekających na wolne miejsce. Bergamo to również miasteczko pełne słodyczy. To tu w latach 60-tych na świat przyszły lody o smaku stracciatella, a miejsce w którym to się zdarzyło- cukiernia LaMarianna – nadal tętni życiem, serwując lody z tak solidną ilością czekolady, że największy łasuch poczułby się przepełniony do granic możliwości. A dla tych, którym byłoby za mało, Bergamo serwuje swój miejscowy przysmak- polenta e osei– wspaniałe mięciutkie ciasteczka, w marcepanowo- cukrowej polewie. Do tego trafiliśmy akurat na odbywający się tutaj Festiwal Czekolady, więc przesłodzona bardzo żałowałam, że moje możliwości degustacyjne skończyły się aż tak szybko.

Wiem, miało być o ubraniach, a jest o ciastkach. Wybaczcie, ale zachwyceni Bergamo poczuliśmy podskórnie, że Mediolan już go nie przebije i zapragnęliśmy podążyć śladem mniejszych miasteczek na rzecz uszczuplenia czasu przeznaczonego na stolicę mody. Następnego dnia z rana wyruszyliśmy więc w kierunku położonego wśród Alp  jeziora Como. Początkowo z Bergamo dotarliśmy do Lecco, które samo w sobie nas nie zachwyciło, ale zjedliśmy tutaj najznakomitsze cannoli wypełnione kremem pistacjowym. Potem wsiedliśmy do pociągu jadącego do Varenny, miasteczka położonego na wschodnim brzegu jeziora.

Nie wiem czy wierzyć, czy nie wierzyć, ale dane z Wikipedii podają, że w tym miasteczku żyje niewiele ponad 800 osób. Zapewne w sezonie spotkać tu można rzesze turystów, przemierzających spacerową trasę wzdłuż brzegu, ale my byliśmy niemal zupełnie sami. Było to równocześnie najcieplejsze i najbardziej słoneczne miejsce na naszej krótkiej mapie podróży- termometr wskazywał 15 stC. Wystawiłam twarz do słońca, żeby promienie dotarły do tych najciemniejszych i najstarszych jej zakamarków. Mogłabym tu zostać jeszcze bardzo, bardzo długo.

Żal było opuszczać to urocze miasteczko, ale czas kurczył nam się w szybkim tempie, a Mediolan wciąż czekał. Wsiedliśmy więc do pociągu i malowniczą trasą wzdłuż jeziora pomknęliśmy w kierunku stolicy mody.

Po dotarciu do Mediolanu szybko zrealizowaliśmy zwiedzaniowy plan minimum czyli spacer po dachu katedry i  ruszyliśmy na odzieżowe łowy.

Tłumy jakie tam napotkaliśmy od razu mentalnie wyssały z nas całą energię. Muzyka, światło i bilbordy informujące o wielkich wyprzedażach. Ominęliśmy sieciówki by dotrzeć do prawdziwego włoskiego dyskontu. Zaczęliśmy od piętra męskiego. Przechodząc się wzdłuż wieszaków pełnych pięknych marynarek, spodni, wykonanych z włoskiej wełny, kaszmiru, niejednokrotnie z domieszką jedwabiu i kaszmiru, mój apetyt na zakupy rósł coraz bardziej. Ceny niestety nie były aż tak dyskontowe jak się tego spodziewaliśmy, ale pomyślałam, że raz się żyje i że przecież nigdzie indziej nie kupię tego wymarzonego garnituru. Jakże wielkie było moje rozczarowanie po dotarciu do kobiecych wieszaków. Nie było garniturów ani nawet marynarek. Nie było szlachetnych tkanin ani klasycznych wzorów. Był tylko 100% poliester. Nie mogłam uwierzyć, że nawet w stolicy mody panuje trend by kobietom wciskać odzieżowy chłam. Wyszłam więc stamtąd szybciej niż weszłam. Trudno – pomyślałam. Dobrze, że zdecydowaliśmy się ostatecznie spędzić tutaj tak mało czasu. Zajedliśmy ten niesmak w polecanej przez Tripadvisor pizzerii, popijając włoskie piwo. Dopiero po ujrzeniu rachunku odkryliśmy, że cenowo piwo to przebijało większość włoskich win. Może dlatego było tak wyśmienite w smaku. A może po prostu byliśmy już tak zmęczeni i głodni, że wyostrzone zmysły reagowały zachwytem na każdy kęs i łyk.

Czy modowo był to rozwijający wyjazd? Czy coś ciekawego udało mi się zaobserwować? Raczej nie, no może poza ekstremalnie krótkimi nogawkami spodni męskich i wieloma gołymi kostkami wystającymi spod zimowych spodni. Włochy niestety nie urzekły mnie ubraniami. Ale urzekła mnie galanteria skórzaną i klasyczne buty, zarówno te leżące na witrynach sklepów, jak i te na nogach Włochów i Włoszech.

Szkoda, że dwa dni trwają tylko dwa dni również w czasie odpoczynku. Z ciężkim sercem opuszczałam Włochy- Królestwo smaków, kolorów, słońca i słodyczy.

 

Please follow and like us:

1 thought on “Mediolan – stolica mody?”

  1. Europa jest historycznie podzielona na kraje, w których produkuje się piwa (Polska, Czechy, Niemcy, Austria, Beneluks, Wielka Brytania – czyli umownie Północ) i na kraje, gdzie produkuje się wino (Włochy, Hiszpania, Portugalia, Bałkany, Grecja). Oczywiście, są wyjątki od tej reguły, bo można kupić dobre i tanie wina niemieckie albo austriackie, ale co do zasady, zamawianie piwa w krajach, gdzie nie ma historycznej tradycji jego produkcji łączy się z ryzykiem, że będzie paskudne, oraz z wysoką ceną. Nie bez przyczyny też w Polsce wino jest relatywnie drogie, a piwo nie.
    Jeśli chodzi o Mediolan, bardziej niż centra handlowe warto chyba wchodzić do małych butików. Nie robię zazwyczaj zakupów w podróży, ale dwa lata temu kupiłam tam piękne kobaltowe czółenka w sklepiku niedaleko Castello Sforzesco. Nie chciałam tego robić, ale wiedziałam, że w Polsce takich nie kupię. Jakość mają świetną, więc warto było zapłacić za nie 80 euro na przecenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *