konsumpcjonizm

Kompulsywne zakupy odzieżowe jak sobie z tym radzić?

Lifestyle

Kiedy zapytałam w poście na fb podsumowującym nasz rok blogowania, jakie życzenia mają nasi czytelnicy względem treści Silk&Wool, jedna z czytelniczek napisała, że chciałaby, żebyśmy spaliły jej szafę. Bardzo mnie to rozbawiło, bo przypomniało mi moje pragnienie, żeby to ktoś moją szafę wysadził w powietrze, które żywiłam jeszcze jakieś półtora roku temu. Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem blogowej przygody moja szafa napawała mnie po pierwsze strachem, że jak ją otworzę to coś spadnie mi na głowę, po drugie poczuciem totalnego niezadowolenia z jej zawartości. Oczywiście było wiele przyczyn takiego stanu rzeczy, najważniejszą natomiast była moja tendencja do kompulsywnych zakupów.

Ewelina pisała w ostatnim poście o „zajadaniu” emocji, mój problem polegał na uciszaniu ich nowym odzieżowym zakupem. Bardzo często kupowałam nowe ciuchy, żeby poprawić sobie nastrój i myślę, że nie tylko ja jedna borykam się z tym problemem. W ogóle jako społeczeństwo konsumpcyjne jesteśmy ogarnięci manią zakupów. Producenci dóbr wszelakich stosują wiele psychologicznych trików, żeby zmotywować nas do kupowania coraz więcej i przede wszystkim grają w swoich kampaniach na naszych emocjach. Piekne, szczupłe modelki prezentują ubrania na romantycznym tle. Kolekcje zmieniają się w zastraszającym tempie i wydaje nam się, że nasza szafa nigdy za nimi nie nadąży. Słowa „promocja” i „wyprzedaż” czynią nasze zakupy nagle ekonomicznie uzasadnione.

Nie pamiętam już dokładnie co sprawiło, że postanowiłam wysiąść z tego pociągu. Wiem natomiast, że jest mi dobrze w miejscu, w którym jestem teraz. Co pomaga mi walczyć z moją potrzebą kompulsywnych zakupów?

  1. Porządek w szafie 

Nie jest to oczywiście stan permanentny, dlatego co kilka miesięcy robię generalny przegląd i wietrzenie szafy. Oddaję lub sprzedaje to czego już nie noszę. Ubrania jesienno-zimowe przekładam do tyłu a wiosenno-letnie na przód, kiedy w okna zagląda zmiana sezonu. Odkąd odkryłam Marie Kondo, większość rzeczy mam w szufladach lub na wieszakach. Dzięki temu wiem, co w tej szafie jest. Ubrania mi się nie gubią i nie zapominam o nich. Jest mi też łatwiej ocenić czego w tej szafie autentycznie brakuje.

    2. Zasada „trzy po trzy”

Kiedy korci mnie, żeby kupić sobie coś nowego od razu zadaje sobie pytanie czy naprawdę tego potrzebuje. Czy to ubranie pasuje do mojego stylu życia? Na jakie okazje je ubiorę? Stworzyłam w ten sposób zasadę, którą nazwę „trzy po trzy”. Zanim kupię nową rzecz zastanawiam się do jakich innych trzech rzeczy w mojej gardrobie będzie pasowała i daje sobie trzy dni do namysłu. Jeśli po trzech dniach wciąż czuję, że ta rzecz jest mi faktycznie potrzebna, to ją kupuję. Muszę wam jednak powiedzieć, że najczęściej zupełnie odchodzi mi ochota na kupno. Wtedy wiem, że była to kompulsja. Chciałam się pocieszyć albo „uwiodła” mnie piękna fotografia w internecie czy jakiś inny podprogowy przekaz speców od marketingu.

  3. Jakość przede wszystkim 

Dzięki Ewelinie i Kamilowi zaczęłam zwracać uwagę na jakość kupowanych ubrań i obuwia. Kiedyś kupowałam dużo śmieciowych ubrań i butów, kierując się niską ceną. Moja szafa była pełna różnych „szmatek”, bo łatwiej było mi kupić to co tanie w ilości dużej, niż jedną, ale porządną rzecz. Może nie uwierzycie, ale dopiero niedawno zaczęłam kupować porządne buty czy torebki z galanterii skórzanej. Kiedyś dziwiłam się, że buty rozpadają mi się po jednym sezonie i dopiero Pan Golis uświadomił mi, że nawet skórzane, dobrej jakości obuwie dobrze mieć przynajmniej w duecie, żeby dać każdej parze dobę odpoczynku.  Teraz mam w szafie ubrania i buty, o które warto dbać i warto naprawić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ubrania lepszej jakości często kosztują sporo i dzięki temu nie kupuję ich pod wpływem kompulsji.

  4. Lista 

W tym roku postanowiłam robić sobie listę rzeczy, które potrzebuje na dany sezon i trzymać się jej podczas zakupów. Wiem, że na wiosnę przydałyby mi się płaskie botki w kamelowym kolorze, klasyczny trencz i torebka – nerka. Dzisiaj kupiłam drugie porządne jeansy, które również były na liście, bo zdałam sobie sprawę, że za chwilkę zajadę moje ulubione. Na lato muszę kupić nowe sandały z porządną podeszwą, bo poprzednie się rozpadły i jedną lnianą sukienkę, która marzy mi się od zeszłego lata. I to byłoby na tyle. Buty napewno kupię nowe, ale trenczu poszukam w sh. Lista pozwala mi w jakiś sposób usystematyzować pragnienia i łatwiej mi się w ten sposób kontrolować.

Oczywiście nie zawsze jest idealnie. Przyznam szczerze, że często podczas zakupów w lumpeksie puszczają mi hamulce i nie mogę sie powstrzymać przed kupieniem kolejnego sweterka 100 % merino, kiedy jest w świetnym stanie i kosztuje tylko 8 PLN mimo, że wiem, że w szafie mam już dwa podobne. To jest coś z czym muszę się jeszcze zmierzyć.

Jeżeli Wasza szafa napawa was odrazą czy strachem to niestety nie przyjedziemy z Eweliną Wam jej spalić. Mam jednak nadzieję, że udało mi się tym wpisem podpalić lont pod zakupowymi nawykami niektórych z was. Bo może to od wysadzenia w powietrze schematu „nowe ubranie – pocieszenie” trzeba zacząć porządki w szafie?

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *