trencz

Grażynka – kurwa o złotym sercu

Lifestyle Moda

Na początku uprzejmie donoszę, że klasyczny, beżowy trencz – przedmiot moich marzeń i snów, brakujący piąty element wiosennej garderoby, w końcu wpadł w moje ręce. Co ciekawe, miało to miejsce w dzień, który wprowadzić miał mnie jedynie w stan wyczerpania i wypalenia zawodowego, w jaki zwykle wprawia mnie oprowadzenie więcej niż jednej grupy dziennie. W pamiętną środę grupy były trzy, jak i hotele, pomiędzy którymi przemieszczałam się rowerem. W przypływie niespodziewanych 20 minut wolnego czasu zajrzałam do przypadkowego lumpeksu. Szyld „vintage” widniejący u bram wykluczał jednak tą przypadkowość, czynił ze sklepu butik, odzieży używanej przydawał duszy, a dusza wyprana i wyprasowana podnosiła cenę. Tak czy inaczej – 40 PLN za trencz „vintage” było prawdziwą okazją, wartą upchania płaszcza w Kånkenie i wożenia go po mieście przez kolejne cztery godziny.

klasyczny trencz

Stylizacja ze zdjęć nie oddaje jego piękna, muszę to z przykrością stwierdzić. Nie wiem co podkusiło mnie do zestawienia pasków z kwiatami. Nie wiem również jak mogłam do tej pory bez tego trencza żyć, bo obecnie nie mogę się z nim rozstać i jedynie lato, które postanowiło wydarzyć się wiosną dnia dzisiejszego, zmusiło mnie do odwieszenia go na wieszak.

apaszka w kwiaty

Skandalizujący tytuł tego posta z trenczem ze zdjęć wspólnego ma niewiele. Jedynie uwielbienie. Trencz jest piękny, tak jak i literatura piękna być potrafi. Skoro wylałam już żale nad moją chłodną relacją z Mrozem, przyszedł czas na żarliwą miłość, która łączy mnie z Panią Bator. „Ciemno. prawie noc” od lat stała na mojej półce obok „Madame” Libery. Dwie ukochane powieści napisane w języku polskim, budzącym podziw i zazdrość. Nie wiem doprawdy dlaczego nie sięgnęłam wcześniej po dwuczęściową sagę wałbrzyską Pani Joanny, ale może tak po prostu jest, że pewne książki przychodzą do nas w odpowiednim momencie. Podczas połykania (inaczej nazwać tego nie można) „Piaskowej Góry” i „Chmurdalii” jedną z postaci, która przykuła moją uwagę była właśnie Grażynka z domu Rozpuch. Kobieta wylewna, która wylewającą się z siebie miłością obdarzała zbyt wielu, przynajmniej w oczach „przyzwoitych” obserwatorów. Grażynka zawsze:

kuśtykała w szpilkach niepokonana, a od piżmowych oparów jej ciała topniał śnieg i spadały sople, zostawiała za sobą wygrzany pas ziemi, w którym gramoliły się nagle obudzone żuki. Gdy któryś z Tutków namazał jej smołą kurwa na drzwiach , tam gdzie porządni ludzie mieli K+M+B, to zamiast to zmazać, żeby można było znów napisać kurwa, dopisała pod spodem, i to farbą różową olejną: o złotym sercu. Kary na taką nie było.

Nie chcę Wam opowiadać tutaj szczegółowej historii życia Grażynki, bo skrycie liczę, że sami sięgniecie po książki Joanny Bator. Natomiast dwa opisy związane z jej osobą dały mi bardzo dużo do myślenia, więc z przyjemnością je tutaj podrzucę, żeby chętni mogli się schylić i przygarnąć:

Grażynka nie wydawała się kochać Hansa ani bardziej, ani mniej po każdym z prezentów, i po jakimś czasie hojny mąż zaczął podejrzewać w zdumieniu, które nie opuści go aż do śmierci, że ta kobieta łakoma na jego ciało i muzykę, nie potrzebowała do szczęścia rzeczy, bo jej szczęściu niczego nie brakowało.

Grażynka dawała dzieciom z siebie tyle, żeby cieszyły się na jej widok, ale nie tyle, by każdy dar musiały odwijać z ozdobnej bibułki matczynego poświęcenia (…) Nie tresowała psów przybłędów i nie karała półdzikich kotów, które łaziły jej po stołach i kanapach, zalegały w atłasach łóżka z baldachimem, a dzieci nie chciała urabiać na niczyj obraz i podobieństwo, bo od początku wydawały jej się osobnymi istotami, które zostały tylko na krótko oddane pod jej opiekę. Mijały lata i córki coraz częściej odrywały się od Grażynki, nie zostawiając ran, znosiło je w miejsca lepsze i gorsze, ale w żadnym z nich nie mogły powiedzieć, to twoja wina mamo, ani, to wszystko dzięki tobie; i cudem, którego zazdrościła Grażynce niejedna matka, wyrosły na kobiety przekonane, że są tam, gdzie powinny, że ich ciała i myśli należą do nich.

Podążając tropem Grażynki, chciałabym wam życzyć, żeby waszemu szczęściu niczego nie brakowało i żebyście zawsze były przekonane, że jesteście tam, gdzie powinnyście, a wasze ciała i myśli należą do was. Ja więcej marzeń nie pamiętam.

orso nero
Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *