Dziewczyna z górskiej speluny

Moda

Tak pieszczotliwie mówi o mnie Pan G., kiedy ubieram się na osiedlowy spacer z dzieciakami. Bo kiedy wychodzę z dziewczynkami nie przebieram w szafie i zakładam jak leci. Każdy, kto spotkał mnie w blokowej Żabce, pobliskiej Biedronce albo przyłapał w krzakach na spacerze, ten wie o czym piszę i na własne oczy widział jak w sposób doskonały potrafię połączyć buty górskie z eleganckim swetrem i dziwnym upięciem włosów, które zostało mi jeszcze z godzin porannych. A każdy kto ubierał trójkę dzieci i próbował wydostać się z nimi z domu rozumie z czego wynika mój spelunowy outlook.

A skąd się wzięła ta speluna? Otóż stąd, że dokładnie tak samo ubierałam się niegdyś w góry, a było to w czasach kiedy cena była jedynym kryterium wyboru noclegu. W związku z tym często lądowaliśmy w miejscu, które nie było jeszcze schroniskiem górskim, ale nie było już szałasem. Pamiętam dokładnie jedną z naszych najtańszych miejscówek 18zł/ noc i to za samodzielny, dwuosobowy pokój w Beskidzie. W drzwiach nie było zamka więc nie można ich było w ogóle zamknąć. Do mieszczącej się w piwnicy pojedynczej toalety, zabieraliśmy z pokoju wszystko co było cenne. Właściciel tego zacnego przybytku, myśliciel i pisarz- amator, którego teksty do dziś z zachwytem połykam, był również nie lada konstruktorem i zamiast zamontowania prysznica, przyłączył do baterii umywalkowej węża ogrodowego, z którego w godzinach wieczornych wylewała się ciepła woda. Cierpieliśmy tam wielki głód, bo najbliższy europejski sklep był oddalony o 2 godziny drogi przez góry, a za wrzątek trzeba było słono płacić. Nie wiem w zasadzie dlaczego, ale utkwił mi w pamięci strój jaki wtedy miałam na sobie, może dlatego, że został on w ostatni dzień doszczętnie przemoczony przez nagłą letnią ulewę. Czarna koronkowa elegancka bluzka z bufiastymi rękawami, eleganckie dresy ( poważnie, miałam takie) i buty górskie.

Druga co do taniości speluna mieściła się w Górach Stołowych 22zł/ noc. Tam prysznice były, tyle, że bez kotarek i z zimną wodą. Toalet też było sporo, ale w rozmiarze dla krasnoludków. Korzystając z nich za każdym razem zastanawiałam się jaki upust musiał dostać właściciel za wykupienie przedszkolnego asortymentu ze sklepu z armaturą. Tam też cierpieliśmy głód, do momentu kiedy Pan G. zgłosił się na ochotnika i pobiegł do pobliskiego ( czytaj godzinę drogi pod górkę w obie strony) sklepu. A potem przemierzałam góry w idealnych rybaczkach w szkocką kratę, sportowej fioletowej kurtce i jedwabnej apaszce.

To były prawdziwie studenckie czasy. Ale wiecie co nigdy więcej nie zobaczyłam już takiej ilości świetlików, nie kroczyłam po mokradłach po kolana w poszukiwaniu drogi powrotnej i nigdy tak wypoczęta nie wracałam do domu z wakacji.

Mój przypadkowy dobór stroju oczywiście wynika z faktu iż nie przyswoiłam sobie dobrze wpisu Kasi o odzieży outdoorowej i że brakuje mi ubrań, w których mogłabym szaleć z dzieciakami po trawie. Próbuję więc pogodzić elegancję z pojedynczymi sportowymi sztukami ubrań i cóż, często zdarza się, ze po godzinach jestem znowu dziewczyną z górskiej speluny.

Please follow and like us:

1 thought on “Dziewczyna z górskiej speluny”

  1. Świetny blog, świetne dziewczyny, bo w życiu nie chodzi o stylizowane zdjęcia w do bólu modnych zestawach, które nijak się mają do naszej osobowości, sytuacji czy nawet pory roku… pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *