Ninh Bin i spanie w puszczy

Z podróży

Ponad połowę dzisiejszego dnia spędziliśmy w podróży z Hanoi do Ninh Bin. W zasadzie droga z jednego do drugiego miasta zajmuje niewiele ponad 2 godziny, ale w Wietnamie czasu nie liczy się z zegarkiem w ręku. Czas nie jest tu towarem luksusowym tak jak w Europie, a umówiona godzina zawsze jest orientacyjna. Tak właśnie poznaliśmy Richarda, wydziaranego Wietnamczyka. Przez pomyłkę zostaliśmy dowiezieni do centrum miasta zamiast do naszego bungalow. Richard zaproponował pomoc. Wezwanie taksówki trwało dobre pół godziny, podczas których dowiedzieliśmy się o wszystkich możliwych atrakcjach, transferach. Ta przelotna znajomość okazała się dla nas bardzo pomocna. Richard załatwił nam samochód z kierowcą na następny dzień i busa do naszego kolejnego punktu.

Docieramy do Chez Beo Homestay, obsługa wita nas powiedzmy w sposób letni. Pierwsze złe wrażenie zaciera piękno natury, bambusowe mostki nad porośniętym liliami wodnymi stawem, który ciągnie się wzdłuż wysokich skał. Zawsze marzył mi się taki poranek na hamaku z kawą w ręku…niestety rzeczywistość okazała odzierająca z wyobrażeń. Ale zanim położyliśmy się do bambusowych łóżek, wynajeliśmy skutery i ruszyliśmy przed siebie przez pola ryżowe. Zaparło mi dech w piersiach (nie tylko z powodu stresu związanego z prowadzeniem skutera). Nie umiem Wam nawet nakreślić tego piękna, zieleni, zapachów, pagód (świątyń) osadzonych w skałach.

Wstępy do miejscowych atrakcji są bardzo tanie lub darmowe, za parking płacimy 3,2 zł. Ruszamy na Hang Mua Pagoda po stromych schodach. Jeszcze kilka godzin temu siedząc w klimatyzowanym biurze Richarda, chciałam jechać na trekking w góry, teraz kajam się przed wszystkimi i pragnę już nigdy nie chodzić po górach. Znowu zapiera mi dech w piersiach. Wspinaczka w tak trudnych warunkach pogodowych przyprawia mnie o zawroty głowy, ogromne pragnienie, lejący się pot i czerwoną twarz….sami jednak przyznajcie, że było warto…


A co z tymi marzeniami o spaniu w puszczy?

Po nieprzespanej upalnej nocy pod moskitierą, prysznicu z umywalki wyszłam przed domek wraz z chmarą komarów dla których ten poranek okazał się piękniejszy niż dla mnie, a kiedy zobaczyłam wypływającą do uroczej rzeczki nasza wodę z pastą do zębów nabrałam pewności, że kolejną noc chcę spędzić w zupełnie innym miejscu.


Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *