Zapiski z czasów zarazy

Uncategorized

Od jakiegoś czasu świerzbią mnie myśli, a dzisiaj zaczęły świerzbić mnie palce, więc piszę. Piszę po nieprawdopodobnie długiej przerwie. Piszę w czasie, w którym nagle dopadła nas historia, a ja próbuję się otrząsnąć i obudzić, tylko jakoś nic z tego.

Od czterech tygodni jestem w dużej mierze bezrobotna, w zawodowym znaczeniu tego słowa. Branża turystyczna przestała istnieć, a zdania, które najczęściej wystukuje na  komputerze to: „Dziękuję za informację. Potwierdzam anulację.” (głównie po szwedzku). To dla mnie nowy stan. Bezczynna w tym bezrobociu być jednak nie mogę, bo wszystkie placówki oświatowe zostały zamknięte i pełnię obecnie funkcję kierownika działu „catering i rozrywka” tudzież „edukacja” dla trojki moich chłopców. Jestem córką nauczycielki przedszkolnej z powołania. Dlaczego TEGO się nie dziedziczy? Filip pilnie wykonuje wszystkie zadania, Tadeusz tańczy i podskakuje. Tadziu pokoloruj! Nie. Kazik: „Mamo boli mnie już ta ręka od kolorowania, czy jak pokoloruje pół łódki to wystarczy?”

Mam jeszcze moją gałąź e-learningu, kurs szwedzkiego online i przez chwilę nawet szykowałam się na podbój internetowego wszechświata. Skutecznie ściąga mnie jednak z chmur rozważań nad wykorzystaniem czasu Perfekt, wiele pilących kwestii, np. „Mamo jak myślisz, skoro ząb tyranozaura miał 30 cm, to ile dostał od wróżki zębuszki? Pewnie kupił sobie świetny zestaw lego!”.  I wówczas zamiast czasowników w formie supinum mam w głowie obraz tyranozaura bez dwóch jedynek, radośnie podskakującego z zestawem Lego Jurassic Park w ręku.

W styczniu przeprowadziliśmy się w nowe miejsce, które jest większe, ale co najważniejsze ma schody. To najlepsze pomieszczenie w całym domu. Zimy za bardzo nie było, na sankach pojeździliśmy mało, więc chłopcy nadrabiają zjeżdżając ze schodów na materacu.  Mam nawet takie nagranie, w którym mówię w tle: „Nogi na materacu! Pamiętajcie, że to jest ważne, żebyście mieli nad tym kontrolę”. Potem dociera do mnie, że kontrolę to oni nad tym mają taką jak my nad lampionami wysyłanymi w niebo o 4 rano pod koniec mojego wieczoru panieńskiego (Tak, wiem, dzisiaj jestem bardziej świadoma ekologicznie niż wówczas).

– Ewa – zapytałam wtedy moją świadkową – a czemu nie puścimy wszystkich na raz?

– Bo kiedy puszczamy pojedynczo mamy nad nimi kontrolę – odpowiedziała Ewa, a ja spojrzałam w dal i zamyśliłam się nad naszą kontrolą nad lampionem mknącym nad drzewami, kilkaset metrów od nas. Tak wygląda obecnie moje poczucie kontroli nad sytuacją.

DIY na ekranie

Bardzo staram się robić z chłopcami różne DIY, ale zauważyłam, że zabawa zajmuje dużo mniej czasu niż sprzątanie po. Odkryłam więc, że oglądanie DIY jest genialnym złotym środkiem. Nikt nie dostaje szału, że nie wychodzi. Ostatnio oglądaliśmy jak Pan robi smoka – tutaj.

– Wow! Mamo, ale świetnie mu idzie!

– No bardzo zdolny jest.

– Ma klej na ciepło, my takiego kleju nie mamy.

– Tak ,nie mamy i dlatego nie możemy tego zrobić sami.

– Szkoda, że nie mamy.

– No..szkoda.

Był kiedyś taki czas, że pan Boberek kolekcjonował opakowania po jajkach, wierząc w prawidłowość, że jaką ilość opakowań przywieziemy do teściów, taką ilość jajek dostaniemy. Kiedyś w szale porządków wszystko wyrzuciłam, bo było tego na dwa metry wysokości.  Przez moment poczułam żal – a moglibyśmy zrobić takie świetne smoki! Nie mamy kleju na ciepło! Jak on genialnie to robi! Ani odrobiny bałaganu! Nie musi walczyć z nikim o nożyczki! Tak wesoło i spokojnie! DIY na ekranie – to jest to! Nie mamy kleju na ciepło. To jedyny powód. No nie mamy. Opakowań po jajkach też.

Krzepiąca moc literatury

W takich trudnych chwilach dobrze jest znaleźć pocieszenie w literaturze. Wszystkie stany ducha zostały kiedyś opisane.

Tutaj np. taki fragment o pracy z domu. Czy to nie pocieszające, że Darth Vader też miał problemy z Home Office?

Tu Darth Vader

Jeffrey Brown
Jeffrey Brown „Darth Vader i syn”, wyd. Ameet

Tu ja usiłująca nagrać audio do lekcji języka szwedzkiego i odizolować się od dźwięków otoczenia, walczącego z przedstawicielami obcej cywilizacji:

A tu taka kulka krążąca po ciele Pomelo:


Ramona Bădescu i
Benjamin Chaud „Pomelo wyrusza za mur ogrodu”, wyd. Zakamarki

Moda w czasach zarazy

Mój strój domowy jest dokładnym zaprzeczeniem tego wpisu Eweliny. Regularnie serwuje sobie i mojemu mężowi „ochłapy mojej kobiecości”:)

Z przerwami. Bywają dni, że biegam po domu w czerwonej szmince na ustach, żeby podnieść morale. Siłą woli powstrzymałam się jednak od zakupu nowej kiecki z okazji otwarcia lasów.

Poszłam jednak w stronę pielęgnacji i są trzy rzeczy, które mogę Wam z czystym sercem polecić. Serum marki Ordinary i dwa cuda, które przyszły do mnie z Ministerstwa Dobrego Mydła: krem odżywczy Róża -Malina i peeling śliwkowy:

serum ordinary

Może i serwuje mojemu mężowi ochłapy kobiecości w ciągu dnia, wieczorem pachnę jednak jak śliwka w czekoladzie. A są to rzeczy, które się pamięta. Mój wujek kiedyś nostalgicznie powiedział do ciociu: „Pamiętasz Beatko jak całowaliśmy się pierwszy raz za kioskiem Ruchu? Miałaś taki truskawkowy błyszczyk!” Wierzę, że mój mąż powie za dwadzieścia lat: „Pamiętasz czasy pandemii? Jak Ty wtedy pachniałaś marcepanem!”.

Poza zapachem marcepanu na spadki nastroju pomagają mi podcasty Marty Niedźwieckiej „O zmierzchu”, zwłaszcza ten o bezradności. Kiedy moje dzieci śpią jeszcze o 7.30 udaje mi się czasem załapać na krótkie medytację z Basią Tworek na instagramie – działają na morale jak czerwona szminka i marcepan. A dla wierzących polecam serdecznie niedzielne Msze na YT z archidiecezji łódzkiej odprawiane online przez biskupa Rysia (dzięki Ewelino za cynk!)

Okryłam kolejny raz terapeutyczną rolę „Przystanku Alaska”. Szczególnie audycja radiowa „Chris o poranku” dostarcza wiele krzepiących myśli np.:

Pewnego zimowego dnia, ja i mój przyjaciel Joey King George okradliśmy wytwórnie płytową w Wirginii Zachodniej. W jego domu słuchaliśmy skradzionych nagrań. Dedykuję tą piosenkę Tobie Joey. Zimę trzeba zwyczajnie przeczekać. Jak mówił Karl Jung: Pogódź się z żalem a Twoja dusza rozkwitnie.

I już zupełnie na koniec:

Wszyscy od kilku dni wiercimy się we śnie. Nie będę udawał, że księżycowi leży na sercu nasze dobro. Dowcipniś z niego. Zatem dopóki nie zniknie z nocnego nieba, odłóżcie ostre narzędzia i nie rozstawajcie się z bliskimi

Please follow and like us:

2 thoughts on “Zapiski z czasów zarazy”

  1. Uwielbiam czytać Wasze teksty:). Dobrze Kasiu, że chwyciłaś za pióro, czyli klawiaturę. Pozdrowienia dla Eweliny, której nie znam, ale i tak ją lubię. Niejako wirtualnie. 🙂 pozdrawiam Dana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *