Wiosna wybuchła mi prosto w …

Moda

Pierwszy „odmrożeniowy” weekend za nami. Nie wiem jak mam wypowiedzieć szczęście płynące z możliwości swobodnego poruszania się po lesie. Chyba na starość odkrywam potrzebę obcowania z zielenią i naturą. Po całej zimie nauki do egzaminu specjalizacyjnego odczuwam też wielką potrzebę ruchu. Niewiele było nas w ten weekend w domu. Spoglądam właśnie zza monitora na opłakany wygląd mojej kuchni, brudną podłogę i lepiący się blat. Przeoczyliśmy chyba sobotnie sprzątanie.

Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie wiosnę. Na kwiecień zaplanowane miałam rozliczne rodzinne wyjazdy. Miałam zrzucić nabyte podczas nauki kilogramy, zadbać o swoja kobiecość i rozpieścić się świętując pediatryczne zwycięstwo. Świat jednak postanowił w dzień mojego ustnego egzaminu odziać się w pandemię i podać mi kombinezon z maską. Okazało się, że muszę porzucić marzenia o odpoczynku, rodzinnych eskapadach, nowej fryzurze. Mój nowy zawodowy rozdział zaczęłam można rzec z przytupem.

Kiedy minął pierwsze niedowierzanie połączone z lękiem, po tym jak musiałam ogarnąć nową rzeczywistość pozbawioną przedszkola, fryzjera i przestrzeni na moje ja, zorientowałam się, że popadłam w byle- niebyt. Przyłapałam się na tym, że trzy dni pod rząd ubierałam ten sam zestaw ubrań, bo przecież nikt mnie w nich nie widzi ( z samochodu przechodzę do szatni, gdzie wkładam moje robocze wdzianko). Nie opłacało mi się również układać włosów, bo wracając do domu z Oddziału muszę je codziennie myć. Od makijażu też się odzwyczaiłam, siedząc ostatnie cztery miesiące w domu. Tak doszłam do punktu, kiedy zaczęłam zajadać swój byle- niebyt. Bo w sumie w imię czego miałam odmawiać sobie tej jedynej przyjemności.

W końcu przyszedł ten piękny dzień, kiedy już nie zmieściłam się w żadne spodnie i wtedy postanowiłam przeprosić się z moją kobiecością. Zaczęłam od paznokci u stóp, potem w ramach cotygodniowych zakupów Biedronkowych, wpadł mi w ręce szampon koloryzujący. Ale najważniejszą, a równocześnie najtrudniejszą zmianą było wprawienie mojego ciała w ruch. Cieszę się, że wreszcie „wiosna wybuchła mi prosto w twarz”.

Ach, ….przepraszam, zapomniałam. Może nie tak zupełnie prosto w twarz. Może bardziej w maseczkę, ale wierzcie mi, po półtora miesiąca zdążyłam się do niej tak przyzwyczaić, że w zasadzie zaczynam się zastanawiać jak to było, kiedy nie musiałam jej nosić. Dziś niedziela, więc mogę pozwolić sobie na bawełniany luksus. Bardzo dziękuję EmilyRose za te cudowne jelonki, które dziś zagościły na mojej twarzy ( i nie tylko na mojej).

Dziwne czasy, ale skoro okulary ze sprzętu medycznego stały się ozdobą, skoro rękawiczki samochodowe służyć mogą jako dodatek do płaszcza, to dlaczego maseczka miałby nie stać się klasycznym dodatkiem.

Pozdrawiam Was bardzo ciepło, noście maseczki, pozostańcie w zdrowiu. Do kolejnego przeczytania :).

Please follow and like us:

2 thoughts on “Wiosna wybuchła mi prosto w …”

  1. Bardzo ładny płaszczyk, choć dla mnie to kolory bardziej jesienne niż wiosenne 🙂 Tym bardziej dzięki za inspirację, zwłaszcza ze trafiłam na wpis już w wakacje 🙂 Pozdrawiam Madzia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *