Moda w medycynie- jak nie/powinien wyglądać lekarz

Moje odkrycia

Dress code pediatry- kolorowa bluza najlepiej w różu lub błękicie, kwiatuszki, stworzonka, klapki w ciapki. Można rzec szczyt kiczu! A gdzie w tym wszystkim stereotyp lekarza w wykrochmalonym białym kitlu, przyozdobionym granatowym stetoskopem, który budzi zaufanie I szacunek rodziców? Co poszło nie tak, że lekarze porzucili dbałość o nieskazitelność swojego kołnierzyka ? Gdzie się pogubili ? Przecież jak cię widzą tak cię piszą! Czy moda w medycynie ma jakieś znaczenie? Czy medycyna w modzie odegrała jakąś istotną rolę na przestrzeni wieków?

Lekarz powinien być czysty, dobrze ubrany, pachnieć pachnidłem, ale niezbyt. To sprawia dobre wrażenie na pacjentach. Lekarz nie powinien wyglądać zbyt ponuro ani zbyt wesoło. Ponurak zmartwi pacjenta, a roześmiany wesołek może być przez niego wzięty za idiotę

Hipokrates

Kolorystyczny przewrót modowy dokonał się na moich oczach. Doskonale pamiętam, kiedy zaczynając studia miałam do wyboru biały fartuch zapinany na guziki albo biały fartuch zapinany na zamek.  Kilka lat później zaczynając pracę jako stażystka udałam się do sklepu z odzieżą medyczną i na mój komentarz ” poproszę mniejszy rozmiar, bo w tym wyglądam workowato” pani sprzedawczyni odpowiedziała „ten jest dobry, to odzież robocza, ma służyć a nie wyglądać”.  O ja próżna!  😳 poczułam się rozdarta i teraz już naprawdę nie wiedziałam czy lepiej wyglądać, czy lepiej nie wyglądać. A jeszcze bardziej rozdarta poczułam się kiedy wszyscy, a nie tylko najwięksi ekstrawertycy, zaczęli nosić się w pracy na kolorowo. O co chodzi? – pytałam samą siebie. Czemu ma służyć takie odwrócenie się od klasyki, spokojnych tonów?

Czy to tylko chwilowa zachcianka, powiew fantazji, brak stylu i gustu? Przecież to lekarze od zawsze kształtowali z tylnego siedzenia trendy modowe. Oni  wyemancypowali modę kobiecą XIX wieku, odzierając ją z krynoliny, tiurniury I gorsetu. Lekarze bili na alarm, że zbyt ciasne sznurowanie gorsetu powoduje zaniki mięśniowe, ucisk narządów wewnętrznych, ich niedotlenienie, które prowadzić może do omdleń, a nawet do śmierci, a w przypadku kobiet w ciąży do powikłań położniczych. Mimo to salonowy pęd do posiadania talii osy za nic miał sobie zdrowie.  Zdarzało się, że zakładano je już kilkuletnim dziewczynkom, zupełnie deformując ich ciała.

Kropla drążyła skałę. Kiedy trzydzieści lat później właściciele paryskich domów mody toczyli między sobą spory o to czy są w zasadzie projektantami, czy artystami, lekarze- rzemieślnicy, nie uzurpujący sobie prawa do określania się żadnym z tych mian,  po cichu przeforsowywali funkcjonalność strojów. Dbali o to, żeby suknia miała odpowiednią długość, wagę, nie krępowała ruchów I była wykonana z odpowiedniej tkaniny. Wraz z zaprzyjaźnionymi krawcami wykraczali poza granice  belle epoque, której nie można odmówić piękna, ale i niepraktycznego przepychu. Jak wszyscy pionierzy spotkali się raczej z niezrozumieniem. Anegdotka głosi, że Charles Worth- ojciec francuskiego haute couture- którego nazwisko wiązano wówczas z nowoczesnością i funkcjonalnością- wszak to on skrócił suknie spacerowe ( do kostek!!!)-  drwił z tak nowatorskiego podejścia do mody. Poproszony o wykonanie sukni, która sprostałaby oczekiwaniom bardziej aktywnych kobiet odpowiedział oburzony, że „ jest artystą i projektantem, a nie lekarzem”.

Wielki Worth nie zauważył, że już wiele lat wcześniej- z początkiem XIX wieku ruch, gimnastyka, higiena ciała stały się ważnym tematem rozmów. Rosła świadomość powrotu do zdrowego trybu życia, czego wisienką na torcie było zorganizowanie pierwszej nowożytnej olimpiady w 1896 roku. A jak do tego miały się długie, sztywne, wielowarstwowe suknie kobiece? Nijak. Kobiety też chciały jeździć na rowerze, zażywać długich spacerów, swobodnie jeździć konno by w końcu w 1900 roku wystartować w organizowanej wówczas w Paryżu olimpiadzie.

Zdj. kobietyihistoria.blogspot

Musiało minąć jeszcze sporo lat, zanim zrezygnowano z gorsetów, na rzecz elastycznych fiszbin wszywanych w suknię, by  następnie porzucić je na rzecz tradycyjnych biustonoszy. Musiała wybuchnąć I wojna światowa by kobiety mogły uzyskać prawo do komfortu i wygody w codziennym ubiorze, ale nie zapominajmy, że to nie wielcy projektanci, ale lekarze tamtych czasów byli prekursorami nowej mody.

Zdarzało się również  i na odwrót, że to pani moda stawała w gotowości do odpowiedzi na rosnące wymagania lekarzy. Stąd wygląd obecnych mankietów w marynarce męskiej. Historia medycyny sięga czasów kiedy nie było jednorazowych fartuchów operacyjnych, a chirurdzy jak stali tak operowali. Czy mogli sobie pozwolić na luksus ściągnięcia marynarki, krępującej ich ruchy? Nie!- oznaczałoby to bowiem stanięcie do operatywny w samej bieliźnie ( za którą ówcześnie uchodziła koszula). Trzeba było zatem wszyć guziki, umożliwiające rozpinanie mankietów marynarki. Najwyraźniej był to bardzo trafiony pomysł, do dzisiaj jego pozostałość stanowią ozdobne guziczki przy rękawach. Praktyczność jak widać też może być piękna.

Skoro medycyna w modzie odegrała tak znaczącą rolę to skąd te ciapki na szpitalnych uniformach? Czy lekarze znowu  poczynili krok do przodu ? W  imię zmniejszenia dystansu i oswojenia nieprzyjaznej rzeczywistości szpitalnej zerwali z utartym dress codem? Schowali swoją dumę do kieszeni radosnych bluz i przypomnieli tym samym, że ubiór ma przecież służyć człowiekowi i jego zdrowiu? A może to tylko chwilowa moda w medycynie, która jak przyszła tak odejdzie? Oby nie pozostawiła po sobie „niesmaku lat 90-tych”.

 

 

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *