Sprzątanie z Marie Kondo

Lifestyle

Może ktoś z was natknął się wcześniej na książkę Marie Kondo „Magia sprzątania”, albo tak jak ja jest właśnie w trakcie oglądania odcinkowej produkcji Netflixa „Sprzątanie z Marie Kondo” (można to nazwać drogą na skróty). Za odkrycie tej Pani muszę podziękować  Mamie, która podczas mojej nieobecności zorganizowała jedną z szuflad z ubraniami chłopców wg. sposobu japońskiej poskramiaczki bałaganu i  bardzo mi się to spodobało. Potem Tato stwierdził, że koniecznie musimy z Panem Boberkiem zobaczyć ten serial na Netflixie, bo pierwszy odcinek jest o takiej zabieganej młodej rodzinie  z dziećmi, która nie potrafi ogarnąć domu. „Zupełnie jak wy!” (Kocham Cię Tato).

Z ciekawości odpaliłam pierwszy odcinek i na początku poczułam błogie zadowolenie, że nie udało nam się zagracić swoich przestrzeni w sposób porównywalny z bohaterami tej dokumentalnej serii. Siedziałam sobie na kanapie i myślałam „Phi!Przecież ja w całym moim życiu nie zgromadziłam takiej ilości przedmiotów”. W miarę oglądania uśmiech powoli znikał, a już zupełnie zniknął, kiedy bohaterka-mama płakała, że nie potrafi ogarnąć prania i składania i w tym celu musiała nawet wynająć kogoś, kto to robi za nią. Przypomniałam sobie nasze stosy ubrań ściągnietych z suszarki, które odbębniają swoje nie raz trzydniowe vacatio legis na kanapie. Problemem nie są rzeczy moje czy Pana Boberka. Pan Boberek w gestii odzieżowej jest największym minimalistą jakiego znam, a ja podążając za marzeniem szafy kapsułowej, selekcję zrobiłam już dawno. Problemem są ubrania i rzeczy naszych dzieci. „Biorąc pod uwagę ilość prania, które robię każdego dnia, w tym domu muszą mieszkać ludzie, których jeszcze nie poznałam”. Faktycznie dochodziło do tego, że na widok stosu dziecięcych ubranek dostawałam światłowstrętu, gasiłam światło i udawałam, że problem zniknął. Zdałam sobie też sprawę, że mamy tendencję chowania bałaganu w szafkach, a do naszego schowka nazywanego pieszczotliwie „burdelnikiem” nie da się wejść. Postanowiłam więc wcielić kilka pomysłów metody „Kon-Mari” w życie.

Składanie i układanie

Sposób składania i układania ubrań w szufladach przez Marie Kondo był dla mnie największym odkryciem. Jest prosty i genialny zarazem. Moim problemem było to, że nawet poukładane rzeczy były często niewidoczne albo musiałam wyciągnąć wszystko, żeby dostać się do czegoś na spodzie. Tymczasem Marie Kondo proponuje, żeby rzeczy składać w drobne kwadraty albo prostokąty i układać pionowo. Zobaczcie sami ile miejsca w ten sposób zaoszczędzimy i jak łatwo wyciągnąć to, co jest w danym momencie potrzebne.

Przed

składanie, bałagan w szafce

Po

Marie Kondo folding

Tutaj możecie zobaczyć dokładną instrukcję składania.

Zanim wyrzucisz, podziękuj!

W sposobie bycia Marie Kondo jest coś z innego świata. Nie znam za bardzo kultury Japonii a książka „Japoński Wachlarz” Joanny Bator polecana gorąco przez moją przyjaciółkę wciąż czeka na swój czas. Obserwując jednak malutką Marie, która wygląda jak urzeczywistniona postać z manghi, wita się z domem, dziękuje przedmiotom, kiedy się z nimi żegna i opowiada o „przepływającej energii”, odczuwam coś w rodzaju kulturowego szoku a poziom egzaltacji przekracza lekko moje osobiste granice. W naszej kulturze rzadko doceniamy przedmioty, które nas otaczają, zwłaszcza kiedy wiele z nich jest tanich i łatwo dostępnych. Może jednak warto docenić ich wpływ na jakość naszego życia? Marie Kondo podpowiada również jak rozróżnić przedmioty, które chcemy zatrzymać, od tych, z którymi powinniśmy się pożegnać. Kluczowym tutaj jest to, czy kiedy bierzemy daną rzecz do ręki to odczuwamy radość. Nigdy nie myślałam o tym w taki sposób, ale jest to warte rozważenia.

Każdy jest odpowiedzialny za swoje rzeczy

Kolejny odcinek, który mnie w jakiś sposób dotknął to opowieść o czterosobowej rodzinie, w której mama wzięła na siebie odpowiedzialność za cały dom, rzeczy i ubrania wszystkich. Do tego stopnia, że nikt inny nie wiedział, gdzie można coś znaleźć. Całkowity chaos, w którym tylko ona umiała się jako tako odnaleźć. Wtedy pojawiła się Marie Kondo  z kolejnym bardzo prostym przekazem, że aby dom funkcjonował, wszyscy muszą się poczuć za niego odpowiedzialni, a już przede wszystkim każdy powinien dbać o swoje własne rzeczy. Uświadomiłam sobie, że aby nie słyszeć na okrągło: „Mamo! Gdzie moje skarpetki?”, „Kochanie, gdzie schowałaś moje majtki?” muszę zmobilizować moją własną rodzinę do takiego nastawienia. Bliźniaki są jeszcze trochę za małe, ale Kazik, który potrafi złożyć samochód z klocków lego, może już sobie poradzić ze złożeniem własnych ubrań i włożeniem ich do szafy. Zauważyłam, że dzieci lubią czuć się „użyteczne” i wnosić wkład w rodzinne życie i czasem na własne życzenie gaszę ich inicjatywę. Dlatego zaczynamy z Panem Boberkiem powoli włączać chłopców w sferę domowych obowiązków. Sama jestem ciekawa efektów.

To oczywiście tylko trzy aspekty metody Kon-mari, które tutaj przedstawiam. Są dla mnie najbardziej użyteczne. Zachęcam was do obejrzenia serialu i wyciągnięcia z niego tego, co będzie aktualne dla was. Muszę powiedzieć, że inspiruje do działania, a w dobrze zorganizowanym domu żyje się znacznie lepiej. Jeszcze długa droga przede mną, bo w kolejce do uprzątnięcia czekają wszelkie „papiery”. Uprzejmie jednak donoszę, że nie mam już światłowstrętu, a do „burdelnika” da się znowu wejść, co testowaliśmy wczoraj bawiąc się w chowanego. Muszę zmienić mu w takim układzie nazwę. Ktoś coś?

Jeśli jesteście ciekawi samej książki, to u Kasi z Ograniczam się możecie przeczytać obszerną recenzję.

Chętnie poznam również wasze sztuczki na utrzymywanie porządku. A może macie jakieś doświadczenia z metodą Kon – mari, którymi chcecie się podzielić?

Please follow and like us:

3 thoughts on “Sprzątanie z Marie Kondo”

  1. W kwestii książek o Japonii – gorąco polecam książkę Anny Ikedy „Na wsi w Japonii – życie jak w Tochigi” – fantastyczna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *